Prezydent USA wini gry i media społecznościowe za strzelaniny; spółki notują straty

2019-08-06 13:33 aktualizacja: 2019-08-06, 13:37
Donald Trump. Fot. PAP/EPA/PETE MAROVICH
Donald Trump. Fot. PAP/EPA/PETE MAROVICH
Prezydent USA Donald Trump i amerykańscy republikanie winą za ostatnie strzelaniny obciążają "brutalne gry" i media społecznościowe. Akcje wydawców oraz deweloperów gier i firm internetowych notują od poniedziałku spadki, a sprzedawców i producentów broni - idą w górę.

W poniedziałek prezydent Trump wyraził opinię, że do radykalizacji oraz "ohydnych zbrodni" przyczyniają się internet, media społecznościowe i gry wideo. Wypowiedzi Trumpa odnoszą się do weekendowych strzelanin w Teksasie i Ohio, w wyniku których zginęło blisko 30 osób. W oświadczeniu złożonym w Białym Domu przed kamerami gry wideo jako powód strzelanin oprócz Trumpa wskazał również członek Izby Reprezentantów Kevin McCarthy - podała stacja CNN.

"Musimy zatrzymać gloryfikację przemocy w naszym społeczeństwie" - przekonywał amerykański prezydent. "Dotyczy to też makabrycznych i przerażających gier wideo, które stały się obecnie powszechne" - wskazał, powtarzając opinię wyrażaną wcześniej przy innych okazjach. "Dziś problematyczna młodzież może zbyt łatwo otoczyć się kulturą celebrującą przemoc. Musimy położyć temu kres lub znacząco ograniczyć tego typu przypadki. To musi się rozpocząć bezzwłocznie" - stwierdził Trump.

Wypowiedzi prezydenta odbiły się na notowaniach producentów i wydawców oprogramowania rozrywkowego. Spadki giełdowe przekraczały w wielu przypadkach 5 proc. Straty zanotowały m.in. Take-Two (serie "Grand Theft Auto" i "Borderlands"), Activision Blizzard (serie "Call of Duty", "Destiny", "Starcraft", "Diablo") czy Electronic Arts (seria "Battlefield", "Apex Legends") - wskazał we wtorek Bloomberg.

Agencja dodała, że Take-Two w jeszcze poniedziałek wieczorem nadrobiło straty - akcje firmy wzrosły do poziomu wyższego o 7,5 proc. względem poprzedniego zamknięcia po publikacji mocnych wyników kwartalnych. Jako powód przebicia uprzednich prognoz analityków spółka wskazała dobrą sprzedaż najnowszej zawartości dodatkowej do gry "GTA Online". Bloomberg przypomniał, że seria ta od swojej premiery przed 22 laty spotyka się z zarzutami deprawowania młodzieży ze względu na umieszczanie gracza w roli gangstera.

W poniedziałek straty na giełdzie notowali również dostawcy mediów społecznościowych, których Trump wezwał do opracowania narzędzi pozwalających na wczesne wykrywanie potencjalnych sprawców zamachów i strzelanin. Akcje Twittera spadły o 6,3 proc. w najgorszej sesji giełdowej od czerwca. Koncern Marka Zuckerberga (Facebook, Instagram) stracił ok. 4 proc. wartości, konkurujący z nim Snap (Snapchat) - ok 4,6 proc., a Pinterest - 4,2 proc.

Jak wskazał Bloomberg, w obliczu wzmocnionych głosów wzywających do zmniejszenia dostępu do broni po strzelaninach w Teksasie i Ohio, giełdowe zyski zanotowali natomiast sprzedawcy i producenci broni palnej oraz amunicji. Akcje American Outdoor Brands (marka Smith & Wesson) wzrosły o nawet 7,5 proc., a Sturm Ruger - o 3,8 proc. Producent nabojów Vista Outdoor umocnił się o ok. 2 proc. Agencja przypomniała, że jest to typowe zachowanie amerykańskiego rynku tuż po masowych strzelaninach.

Opinie Trumpa na temat gier wideo podważa serwis The Verge oraz branżowe organizacje:Międzynarodowe Stowarzyszenie Deweloperów Gier (IGDA) i Fundacja Międzynarodowego Stowarzyszenia Deweloperów Gier (IGDAF).

"Oskarżanie gier wideo odciąga uwagę od szerszych kwestii, z jakimi mamy do czynienia. Istnieje przytłaczająca liczba badań, wskazujących na brak związku między grami komputerowymi i przemocą. Wspieramy wysiłki prowadzące do zaniechania dzielenia się tymi nietrafnymi informacjami" - stwierdziły we wspólnym oświadczeniu dyrektorka IGDA Renee Gittins i dyrektorka ds. społecznych IGDAF Nika Nour.

The Verge oceniło zaś, że oskarżanie gier wideo po masowej strzelaninie przez osoby publiczne jest "znajomym cyklem" powtarzanym od czasów masakry w Columbine. Komentując strzelaninę w Virginia Tech aktywista Jack Thompson oskarżał strzelankę "Counter-Strike", a po wydarzeniach z Sandy Hook media podkreślały, że strzelec grywał m.in. w "Call of Duty" czy "Grand Theft Auto" (zaliczane do najpopularniejszych gier na świecie). W ubiegłym roku Donald Trump wskazał natomiast na gry jako przyczynę tragedii w Parkland na Florydzie. Serwis wskazuje, że komentarze te nadal są żywe, nawet w obliczu decyzji Sądu Najwyższego USA, który w 2011 r. stwierdził, źe brak dowodów łączących gry i przemoc.

"Ponad 165 mln Amerykanów czerpie przyjemność z gier wideo, podobnie jak czynią to miliardy osób na świecie. Inne społeczności nie są jednak trapione przez tak tragiczne poziomy przemocy, jakie mają miejsce w USA" - wskazało w oświadczeniu amerykańskie branżowe Stowarzyszenie Oprogramowania Rozrywkowego (ESA).

ESA odpowiada za ratingi ESRB określające odpowiedniość gier dla odbiorców w różnym wieku m.in. ze względu na obecność i sposób przedstawiania przemocy w danej produkcji. W Europie podobną funkcję pełnią oceny PEGI. (PAP)

kso/ mk/