Politycy KO o wynikach exit poll: będzie się liczył każdy głos; poczekajmy na ostateczne wyniki

2020-07-12 22:22 aktualizacja: 2020-07-12, 22:27
Prezydent Warszawy, kandydat KO w wyborach prezydenckich Rafał Trzaskowski (centrum-P) z żoną Małgorzatą, córką Aleksandrą i synem Stanisławem podczas wieczoru wyborczego w Multimedialnym Parku Fontann w Warszawie. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Prezydent Warszawy, kandydat KO w wyborach prezydenckich Rafał Trzaskowski (centrum-P) z żoną Małgorzatą, córką Aleksandrą i synem Stanisławem podczas wieczoru wyborczego w Multimedialnym Parku Fontann w Warszawie. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Jest remis, dzisiaj nie dowiemy się kto będzie zwycięzcą wyborów prezydenckich, będzie się liczył każdy głos; poczekajmy na ostateczne wyniki - podkreślali po ogłoszeniu sondażowych wyników exit poll politycy KO.

Trzaskowski, według sondażu exit poll Ipsos dla TVP, TVN i Polsat uzyskał w II turze wyborów 49,6 proc. głosów; popierany przez PiS prezydent Andrzej Duda uzyskał wynik 50,4 proc. głosów.

Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska (KO) odnosząc się do tych wyników powiedziała PAP: "one pokazują to, o czym myśleliśmy, że ten wynik będzie bardzo zbliżony".
"Tak naprawdę dzisiaj nie wiemy, kto wygrał te wybory. Widzimy wielkie obudzenie, wielką energię ludzi, zaangażowanie, ale kto będzie zwycięzcą, dzisiaj tego nie powiemy" - zaznaczyła.

"Widzę i czuję, że Rafał Trzaskowski zmobilizował ludzi, bo frekwencja jest naprawdę imponująca, ale jak to będzie dalej? Jest remis, jak jest remis to każdy głos będzie się liczył. Zawsze mówiłam Polakom, że każdy głos ma ogromne znaczenie i teraz będą mogli to naprawdę poczuć, że to, że poszli na wybory, wrzucili głos ma wpływ na to, jaka będzie Polska" - podkreśliła Kidawa-Błońska.

Były szef PO Grzegorz Schetyna powiedział dziennikarzom, że trzeba poczekać do ostatecznych wyników wyborów. "Na pewno można powiedzieć, że dzisiaj już teraz, że to jest podział na dwie Polski i jest pytanie, co przyszły prezydent, wierzę, że to będzie Rafał Trzaskowski, z tym zrobi. Bo nie można odsunąć tych 10 milionów ludzi na margines, to jest po prostu niemożliwe" - zaznaczył polityk.

Wskazał, że "jeżeli ktoś to zrobi to znaczy, że rozpoczyna wojnę domową". "Uważam, że dzisiaj to jest najważniejszy przekaz z tego wyniku, z tej frekwencji i z tego rezultatu na razie, który jest w sondażach" - powiedział Schetyna. (PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska