Wiceszef MSZ o zgodzie na przyjęcie nowego ambasadora Niemiec: nie było opóźnienia
Nie było opóźnienia, jeśli chodzi o zgodę na przyjęcie nowego ambasadora Niemiec – uważa wiceszef MSZ Paweł Jabłoński. Sprawa jest zdecydowanie wyolbrzymiona. Myślę, że znajomość pewnych obyczajów dyplomatycznych pozwoliłaby na uniknięcie takiego wyolbrzymienia – dodał.
Jak dowiedziała się PAP ze źródeł dyplomatycznych, 10 września prezydent Andrzej Duda przyjmie listy uwierzytelniające od nowego ambasadora Niemiec w Polsce Arndta Freytaga von Loringhovena. To ostatni etap procedury, po którym von Loringhoven rozpocznie misję dyplomatyczną w Warszawie. Poprzedni ambasador Niemiec Rolf Nikel misję dyplomatyczną w Warszawie zakończył pod koniec czerwca br.
O to, dlaczego Polska długo zwlekała ze zgodą na nowego ambasadora, wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński pytany był w sobotę w Radiu Zet.
"To nie było nic nadzwyczajnego, to się zdarza w czasie procedury akceptacji ambasadora, tzw. udzielenia agrément – to czasami trwa tydzień, czasami miesiąc, czasami trwa dwa miesiące" – mówił.
Zdaniem wiceministra sprawa jest "zdecydowanie wyolbrzymiona". "Niespecjalnie rozumiem, dlaczego. Mam wrażenie, że doskonałymi ambasadorami Niemiec w Polsce są niektórzy dziennikarze, którzy – momentalnie po tym, gdy dowiedzieli się, że trwa procedura – zaczęli twierdzić, że jest jakieś opóźnienie ze strony Polski. Takiego opóźnienia nie było. Myślę, że znajomość pewnych obyczajów dyplomatycznych pozwoliłaby tutaj na uniknięcie takiego wyolbrzymienia. To zupełnie normalna rzecz, ze czasami trwa to trochę dłużej" – mówił.
W rozmowie padło też pytanie o historię ojca von Loringhovena – oficera Wehrmachtu, który pod koniec II wojny światowej służył w bunkrze Adolfa Hitlera.
"Przeszłość ojca ambasadora jest sprawą znaną i to jest kwestia, która była omawiana. My podkreślamy zawsze, że w stosunkach dwustronnych z Niemcami oczekujemy bardzo jednoznacznie, żeby było też szanowane to, jaka jest polska ocena tej sytuacji – my nie jesteśmy zadowoleni np. z faktu, że nie powstał w Berlinie pomnik polskich ofiar II wojny światowej, nie jesteśmy zadowoleni z wielu kwestii historycznych, więc te sprawy na pewno mają znaczenie, zwłaszcza w dyskusjach dwustronnych" – mówił.
Podkreślił jednak, że rozmowy z von Loringhovenem, jego wizyty w Instytucie Pileckiego i w Muzeum Powstania Warszawskiego dają nadzieję na to, że będzie on to "w pełni rozumiał". "I w pełni respektował nasze podejście do tych spraw. Liczymy także na to, ze przyczyni się to do poprawy relacji polsko-niemieckich w tym zakresie" – powiedział. Dopytywany, czy to prawda, że prezes PiS oponował przeciwko tej kandydaturze, Jabłoński odparł, że nic mu na ten temat nie wiadomo.
Na pytanie, czy z nowym ambasadorem poruszona zostanie kwestia reparacji wojennych, Jabłoński odpowiedział, że dopóki ten temat nie zostanie rozwiązany, jest to "niezwykle istotna rzecz w stosunkach dwustronnych".
"Trzeba mówić bardzo jasno o tym, że Polska nigdy nie otrzymała odszkodowań za zniszczenie całego kraju, za wymordowanie milionów naszych obywateli" – mówił. "Z ambasadorem każdego kraju rozmawiamy o wszystkich istotnych tematach łączących ten kraj z Polską, więc na pewno wszystkie tematy, także tematy trudne, w których się nie zgadzamy, będą poruszane" – powiedział.
Arndt Freytag von Loringhoven to wieloletni urzędnik i dyplomata, w latach 2014-2016 ambasador Niemiec w Republice Czeskiej. W latach 2007-2010 był wiceszefem niemieckiego wywiadu zagranicznego (BND), a od 2016 r. pierwszym w historii szefem wywiadu NATO.(PAP)
Autorka: Sonia Otfinowska