Branża hotelarska oczekuje konkretnej i natychmiastowej pomocy

2020-11-22 10:44 aktualizacja: 2020-11-22, 18:54
Pokój hotelowy. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Pokój hotelowy. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Branży hotelarskiej odebrano jedyną szansę na pobudzenie choć minimalnego popytu na usługi - mówi PAP Marcin Mączyński z Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. Hotele czekają na konkretną, natychmiastową pomoc państwa; apelują o pilne spotkanie z przedstawicielami rządu - dodaje.

W sobotę premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej poinformował, że hotele pozostaną zamknięte do 27 grudnia. Zdecydowano też, że ferie będą skumulowane w jednym okresie - między 4 a 17 stycznia.

"Branża hotelarska z niedowierzaniem przyjęła decyzję rządu dotyczącą przedłużenia ograniczeń w działalności usług hotelarskich o kolejne długie tygodnie, aż do 27 grudnia. Oznacza to, że jedyna szansa dla hoteli na pobudzenie choć minimalnego popytu na usługi została im właśnie brutalnie odebrana" - mówi sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego (IGHP) Marcin Mączyńsk

Przyznaje, że branżę zdziwiła też informacja o skumulowaniu ferii zimowych, które dla wszystkich województw odbędą się w tym samym dwutygodniowym terminie. "Obiekty górskie cały rok czekają na sezon zimowy i właśnie się dowiedziały, że w tym roku zostanie on skrócony do minimum, nie mówiąc o braku logiki takiej decyzji w kontekście generowania skupisk ludzkich" - ocenia.

Zwolnienia mogą objąć ponad połowę osób zatrudnionych przed pandemią

Według przedstawiciela Izby "czas na deklaracje pomocy ze strony rządu już się skończył". "Hotele oczekują realnej, konkretnej i natychmiastowej pomocy państwa" - podkreśla Mączyński.

Izba apeluje o pilne spotkanie z przedstawicielami rządu w sprawie wsparcia branży. Jak wskazuje, zwolnienia w obiektach hotelowych "z dużym prawdopodobieństwem" za kilka tygodni sięgną łącznie ponad połowy osób zatrudnionych przed pandemią. "Od początku roku do końca października aż 38 proc. osób zatrudnionych bezpośrednio w hotelarstwie straciło pracę. To są fakty" - podkreśla Mączyński.

Hotelarze żądają "uczciwych rekompensat" za poniesione straty. "Oczekujemy natychmiastowego wypracowania pakietu pomocowego, który wejdzie w życie od 1 grudnia, obejmując swoim działaniem również czas od 7 listopada, od kiedy to hotele nie mogą w pełni świadczyć usług" - wskazuje sekretarz generalny IGHP.

Mączyński podkreśla, że Izba szanuje argument konieczności walki z pandemią. Jednak - jak zaznacza - w kontekście "druzgocących informacji dla hotelarzy", na tej samej konferencji prasowej branża dowiaduje się, że miejsca, gdzie w okresie okołoświątecznym gromadzi się ogromna liczba osób robiących zakupy, będą mogły działać już za kilka dni. Natomiast hotele, które wdrożyły wiele sanitarnych rozwiązań, oferując wolne przestrzenie, swobodę poruszania się w obiekcie, nie mogą działać zgodnie ze swoim przeznaczeniem. "Nie widzimy tu logiki. Nie rozumiemy takiego sposobu zwalczania pandemii koronawirusa" - ocenia.

Infografika PAP/Adam Ziemienowicz

Burmistrz Zakopanego: będziemy apelowali do rządu o zmianę decyzji dotyczącej ferii

Odnośnie kwestii skumulowania ferii zimowych w terminie od 4 do 17 stycznia burmistrz Zakopanego Leszek Dorula wskazał, że chce w poniedziałek spotkać się z radą miasta i włodarzami ościennych gmin, aby wypracować wspólne stanowisko i apel do rządu o zmianę tej decyzji.

"Według mojej oceny to zbyt wczesna decyzja premiera. Mamy nadzieję, że do świąt sytuacja epidemiczna w Polsce się poprawi i jest jeszcze szansa na zmianę decyzji. W poniedziałek będę się konsultował z radą Zakopanego oraz z włodarzami ościennych gmin. Moją propozycją jest zwrócenie się z apelem, stanowiskiem do pana premiera i Rady Ministrów o to, żeby nie podejmować ostatecznej decyzji dotyczącej ferii zimowych w tej chwili i zastanowić się nad opcją wydłużenia ferii” – powiedział PAP burmistrz Zakopanego.

Jego zdaniem rozłożenie feryjnych turnusów w czasie byłoby bezpieczniejszym rozwiązaniem, wówczas byłaby szansa na zachowanie wszelkich rygorów sanitarnych. Dodał on, że większym niebezpieczeństwem jest kumulacja ludzi w jednym terminie i w jednym miejscu.

Zaniepokojeni są też gestorzy stacji narciarskich, którzy już rozpoczęli śnieżenie stoków. Wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin, który był w sobotę gościem "Wydarzeń" w Polsat News powiedział, że wyciągi narciarskie będą zamknięte: "skoro branża turystyczna i hotelarska jest zamknięta, to wydaje się rzeczą samo przez się oczywistą, że będzie to dotyczyć również wyciągów narciarskich". Branża narciarska oczekuje jasnej deklaracji premiera w tej sprawie, ponieważ każdy dzień naśnieżania stoków to wielkie wydatki. W przybliżeniu jeden dzień naśnieżania stoku o długości około 700 m to koszt blisko 20 tys. zł. (PAP)

Autorzy: Magdalena Jarco, Szymon Bafia