Procesy sądowe i śledztwa po upadku Amber Gold

2020-12-05 13:27 aktualizacja: 2020-12-05, 13:31
Akta sprawy Amber Gold na sali Sądu Okręgowego w Gdańsku. Fot. PAP/Adam Warżawa
Akta sprawy Amber Gold na sali Sądu Okręgowego w Gdańsku. Fot. PAP/Adam Warżawa
Oskarżenie prokurator Barbary K. o niedopełnienie obowiązków przy prowadzeniu sprawy Amber Gold, to kolejny odprysk afery, która ciągnie się od upadku piramidy finansowej w 2012 r. Na prawomocny wyrok w procesie małżeństwa P. trzeba będzie jeszcze poczekać, bo po apelacjach nie ma terminu wokandy w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku.

Amber Gold to piramida finansowa stworzona w 2009 roku. Firma miała inwestować m.in. w złoto. Kusiła klientów wysokim oprocentowaniem - od 6 do 16,5 proc. w skali roku - które przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. Amber Gold zbankrutowała w połowie sierpnia 2012 r.

Prokuratura oskarżyła o oszustwo małżeństwo – Marcina i Katarzynę P. Według śledczych, oszukali oni w latach 2009-2012 niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Wyrok w sprawie Amber Gold Marcin i Katarzyna P. usłyszeli w październiku 2019 roku. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał ich na kary odpowiednio 15 lat i 12,5 roku więzienia. Odwołanie od wyroku złożyli obrońcy, jak i prokuratura, która domagała się 25 lat pozbawienia wolności dla oskarżonych.

Inna sprawa, która jest w toku od 2017 r., to proces cywilny zainicjowany pozwem grupowym klientów Amber Gold. Do pozwu, w którym jako odpowiedzialne za zaniechania, wskazane zostały m.in. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, przyłączyło się 246 podmiotów zgłaszających roszczenia odszkodowawcze.

Poszkodowani domagają się łącznie ponad 26,5 mln zł, czyli łącznej kwoty zainwestowanej przez nich w utracone lokaty. Chodzi o osoby, które zawierały swe umowy z Amber Gold w okresie od stycznia 2010 r. do sierpnia 2012 r., czyli w czasie, gdy prokuratura wiedziała już z Komisji Nadzoru Finansowego o nieprawidłowościach w Amber Gold.

Warszawski sąd zdecydował w czerwcu br. o zasięgnięciu kolejnej opinii biegłego. Proces został na razie odroczony bez terminu.

Oskarżenie o niedopełnienie obowiązków służbowych prokurator Barbary K., to pierwsza sprawa ws. Amber Gold, która będzie dotyczyć urzędników państwowych.

Prokuratura Okręgowa w Legnicy skierowała do Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ w Gdańsku akt oskarżenia przeciw prokurator Barbarze K., która prowadziła i nadzorowała postępowanie w sprawie spółki Amber Gold w latach 2009-2012, a więc bezpośrednio po złożeniu zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego.

W 2019 r. zakończył się inny wątek sprawy – proces ws. zabytkowego dworku w Rusocinie pod Pruszczem Gdańskim (woj. pomorskie) - kompleks w użytkowanie wieczyste na 99 lat w drodze przetargu (z kupnem położonych tam urządzeń i budynków) w połowie 2012 r. przejęli właściciele Amber Gold Katarzyna i Marcin P.

Gmina starała się w sądzie odzyskać prawo do władania nieruchomością. Wyrokiem Sądu Apelacyjnego dworek wrócił do gminy, ponieważ Marcin i Katarzyna P. nie wywiązywali się z remontów, do których się zobowiązali.

Kolejna sprawa związana z twórcami piramidy finansowej, to proces byłego funkcjonariusza Służby Więziennej oskarżonego o niedopełnienie obowiązków i seksualne wykorzystanie Katarzyny P. Sprawa wyszła na jaw, bo kobieta zaszła w ciążę i w placówce penitencjarnej urodziła syna.

W marcu 2019 r. na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata skazał Sąd Rejonowy Łódź-Widzew 43-letniego Tomasza R., byłego funkcjonariusza Służby Więziennej oskarżonego o niedopełnienie obowiązków i seksualne wykorzystanie stosunku zależności do Katarzyny P., żony byłego prezesa Amber Gold.

Tomasz R. został ukarany również grzywną 5 tys. zł i zakazem zajmowania stanowisk w służbie więziennej przez pięć lat. Oskarżony na sali sądowej przyznał się do winy i dobrowolnie poddał się karze.

Śledztwo ws. przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej z Zakładu Karnego nr 1 w Łodzi prowadziła Prokuratura Rejonowa Łódź-Widzew. Wykazało ono, że były już wychowawca od lutego do listopada 2014 r. dopuścił się na szkodę Katarzyny P., żony byłego prezesa Amber Gold, czynności o charakterze seksualnym, wykorzystując przy tym istniejący stosunek zależności.

Upadłość Amber Gold pociągnęła za sobą też bankructwo linii lotniczych OLT Express, bo to właśnie za sprawą tej spółki zrobiło się głośno o kłopotach finansowych piramidy finansowej.

W 2011 r. Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, i w liniach Yes Airways. Tak powstała spółka OLT Express.

Kiedy linie lotnicze zawiesiły wszystkie rejsy, to Amber Gold poinformowała, że wycofuje się z inwestycji w przewoźnika. Klienci OLT Express nie otrzymali zwrotu gotówki za zakupione bilety, a postanowieniem z września 2012 roku Sąd Rejonowy Gdańsk – Północ w ogłosił upadłość OLT Express Regional sp. z o.o. w Gdańsku, obejmującą likwidację majątku upadłego.

Z liniami lotniczymi wiązał się też wątek pracy dla spółki lotniczej syna Donalda Tuska – Michała, który badała prokuratura w Łodzi.

Jak ustaliła komisja śledcza ds. Amber Gold, Michał Tusk w ramach usług doradczych w marcu 2012 r. rozpoczął współpracę z OLT Express, a w kwietniu zaczął jednocześnie pracować na etacie w dziele marketingu  gdańskiego Portu Lotniczego. Za 21 tys. zł zrealizował zlecenia dotyczące doradztwa dla spółki kontrolowanej przez P.

Łódzka prokuratura badała, czy młody Tusk przekazywał Marcinowi P. poufne dane marketingowe pomocne w podejmowaniu strategicznych decyzji.

Juniora obciążył P., twierdząc, że ten podał mu stawki, jakie lotnisko pobiera od linii WizzAir za obsługę pasażerską.

Prokuratura Okręgowa w Łodzi umorzyła sprawę przekazywania przez Michała Tuska tajemnic dotyczących przewoźników lotniczych Marcinowi P. Śledztwo zostało umorzone z braku znamion przestępstwa – ujawniła w 2018 r. „Rzeczpospolita”.

Tusk junior, zeznając przed komisją śledczą, nie dostrzegał konfliktu interesów w pracy dla dwóch przewoźników, i twierdził, że wysokość opłat jest informacją publiczną. Śledczy też uznali, że korzystał z ogólnodostępnych źródeł. (PAP)

Autor: Krzysztof Wójcik