Ukraińskie media: co roku tony śmieci "migrują" rzeką Cisą do UE

2021-06-07 12:52 aktualizacja: 2021-06-07, 12:58
Fot. PAP/EPA/KIM LUDBROOK
Fot. PAP/EPA/KIM LUDBROOK
Co roku tony śmieci "migrują" rzeką Cisą z obwodu zakarpackiego na Ukrainie do UE, powodując międzynarodowe skandale - pisze w poniedziałek portal LB.ua. Cisa wypływa z Ukrainy, później płynie na granicy z Rumunią i do Węgier.

Portal podkreśla, że w 2020 roku ten "przemyt" śmieci spowodował międzynarodowe napięcie: prezydent Węgier wystosował notę protestu w związku z zanieczyszczeniem rzeki do ukraińskiego i rumuńskiego prezydenta.

Wtedy w związku z powodzią na Zakarpaciu do węgierskich brzegów przybyło około 400 ton ukraińskich i rumuńskich śmieci.

Problem śmieci dotyka wielu mieszkańców Ukrainy

Na Zakarpaciu problem ze śmieciami jest bardzo duży; ponad 40 proc. mieszkańców nie ma dostępu do scentralizowanego wywozu odpadów, a odpadki wyrzucane są na pobocza, do lasu albo rzeki - pisze portal. W szczególności dotyczy to miejscowości położonych wysoko w górach. Tam operatorzy wywozu śmieci nie chcą jeździć, bo jest to dla nich nieopłacalne. "Miejscowi wyrzucali śmieci do rzeki od pokoleń. Ale wcześniej w większości były to odpady organiczne, które szybko się rozkładały, dziś to szklane butelki i plastik" - czytamy.

Rzeka wypływa kilka kilometrów przed Rachowem, gdzie kilkanaście metrów od koryta zlokalizowane jest wysypisko śmieci. Kiedy podnosi się poziom wody, śmiecie z wysypiska i całej linii brzegowej trafiają do rzeki i płyną do Węgier. Takich powodzi może być od trzech do pięciu jesienią i wiosną - pisze LB.ua.

Według serwisu tylko od początku tego roku w okolicach koryta rzeki wykryto ponad 40 nielegalnych wysypisk, a w jej dopływach tworzą się zatory z odpadów.

"Niejednokrotnie sprzątaliśmy brzegi rzek i usuwaliśmy na nich zatory ze śmieci. Ale to walka z wiatrakami. Jeden zator usuniemy, a po tygodniu pojawi się kolejny" - mówi serwisowi aktywista ekologiczny Wiktor Buczynski.

LB.ua zaznacza, że w marcu ambasador Węgier na Ukrainie zwrócił się do władz zakarpackich ze skargą, że śmiecie z Ukrainy znów trafiają na Węgry. Według wolontariuszy to, co trafia na Węgry, to nie więcej niż 30 proc. ogólnej ilości śmieci; 70 proc. zostaje na dnie rzeki.

Szef ukraińskiej Państwowej Inspekcji Ekologicznej Andrij Malowanyj uważa, że 80 proc. odpadów pochodzi z Rumunii, czego dowiodły badania wspólnej ukraińsko-węgierskiej grupy roboczej. Ukraińscy wolontariusze, którzy pracowali przy oczyszczaniu rzeki na Węgrzech, twierdzą jednak, że śmiecie z Ukrainy i Rumunii stanowią po 50 proc.

Władze obwodu zakarpackiego zapewniają, że program gospodarowania odpadami jest gotowy i ma zostać wkrótce przyjęty. Zapowiadają też zainstalowanie kamer, by obserwować, skąd pochodzą śmieci.

Z Kijowa Natalia Dziurdzińska (PAP)

kgr/