„The Washington Post”: Od 2015 r. policja zastrzeliła ponad 6400 osób

2021-07-31 09:23 aktualizacja: 2021-07-31, 09:26
Fot. PAP/ EPA/MICK TSIKAS
Fot. PAP/ EPA/MICK TSIKAS
Amerykańscy policjanci zastrzelili od 2015 r. ponad 6400 osób. Większość z nich była uzbrojona – podał w piątek dziennik „The Washington Post”. Gazeta szacuje, że średnio ginęło prawie tysiąc osób rocznie, czyli prawie trzy każdego dnia.

Gazeta rozpoczęła monitorowanie przypadków z udziałem będących na służbie funkcjonariuszy w roku 2015. 
 
„Roczne żniwo osiągnęło nowy rekord - 1021 śmiertelnych przypadków w 2020 roku. W połowie tego roku liczba osób postrzelonych śmiertelnie przez policję spadła w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku” – informuje „WP”. 
 
Dziennik przyznaje, że w całym kraju departamenty policji podjęły kroki w kierunku reformy. Ocenił je jednak jako niespójne i niekompletne. Jak dodał, większość departamentów policji wciąż nie używa kamer. Wyjątkowo angażuje się zespoły ds. zdrowia psychicznego w odpowiedzi na wymagające tego incydenty.
 
„Wysiłki mające na celu zmianę sposobu działania policji są również utrudnione przez politykę. Ci z lewej strony obwiniają zbyt agresywną policję i systemowy rasizm, a ci po prawej argumentują, że nieuzasadnione strzelaniny policyjne są rzadkie i nie motywowane uprzedzeniami” – twierdzi gazeta.
 
Według „WP” biali, którzy tworzą 60 proc. populacji kraju stanowili 45 proc. osób zastrzelonych przez policję. Jednocześnie pośród 13 proc. populacji Afroamerykanów odsetek zabitych wynosił 23 proc. 

Wskaźnik śmiertelnych postrzeleń

Dziennik podkreślił, że wskaźnik śmiertelnych postrzeleń przez funkcjonariuszy jest wyższy w stanach, w których broń posiada więcej ludzi. Większość (58 proc.) postrzelonych i zabitych przez policję była uzbrojona w broń palną, a 15 proc. w noże. 
 
"Ogromna większość zakończonych śmiercią strzelanin to strzelaniny uzasadnione, zgodne z prawem” – cytuje „WP” Daniela Oatesa, byłego szefa policji w miastach Miami Beach na Florydzie, Aurora w Kolorado oraz Ann Arbor w Michigan. Jego zdaniem wbrew krytyce, działalność policji znacznie się poprawiła.
 
Oates, który pracował niegdyś w nowojorskim, największym w USA Departamencie Policji zaznaczył, że na początku lat 70. notowano tam dziesiątki przypadków rocznie zastrzelenia ludzi przez funkcjonariuszy. W latach 2010. była to na ogół liczba jednocyfrowa.
 
„Dane ogólnokrajowe są jednak niekompletne. W latach 1976-2015, program FBI, Uniform Crime Reporting, rejestrował w każdym roku nie więcej niż 460 strzelanin z udziałem policji ze skutkiem śmiertelnym. Z bazy danych +The Post+, uruchomionej w 2015 roku, wynika, że co roku było ich ponad dwukrotnie więcej” – uważa waszyngtońska gazeta.

 
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)