Wałęsa o działaniach na polsko-białoruskiej granicy: zastanówmy się, jakie rozkazy można przyjmować

2021-08-31 09:46 aktualizacja: 2021-08-31, 14:22
Lech Wałęsa, fot. PAP/Adam Warżawa
Lech Wałęsa, fot. PAP/Adam Warżawa
Zastanówmy się, jakie rozkazy można przyjmować - mówił były prezydent Lech Wałęsa w rozmowie w Radiu Zet. Odnosił się do sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, używając ostrych słów. "Czy tu nie dojdzie do morderstwa?! Poczekajmy jeszcze trochę, ja przewiduję, że dojdzie" - ocenił.

Były prezydent był pytany w Radiu Zet m.in. o to, dlaczego bronił Władysława Frasyniuka, który na antenie TVN24 powiedział o żołnierzach, którzy razem ze Strażą Graniczną zabezpieczają granicę polsko-białoruską, że "nie służą państwu polskiemu". "Mam wrażenie, że to jest wataha (...), wataha psów, która otoczyła biednych słabych ludzi. (...) Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu" - powiedział Frasyniuk.

"Frasyniuk powiedział, na ile mógł, że to mu się nie podoba. Jeśli Frasyniuk się wypiera, to przypiszcie to mi, że ja to powiedziałem. Tak, myślę podobnie jak Frasyniuk, choć oczywiście w innych słowach bym to ubrał. Powiedział to, co należało powiedzieć w tych warunkach" – odpowiedział Wałęsa.

Na uwagę prowadzącej, że funkcjonariusze wykonują pracę, mają rozkazy, Wałęsa powiedział, że "hitlerowcy też wykonywali rozkazy i co, sądzimy ich?". "To tak samo rozkaz, rozkaz jak rozkaz. Zastanówmy się, jakie rozkazy można przyjmować" – powiedział.

Po uwadze prowadzącej, że hitlerowcy mordowali ludzi, Wałęsa powiedział "zaraz, zaraz, a czy tu nie dojdzie do morderstwa?! Poczekajmy jeszcze trochę, ja przewiduję, że dojdzie. I co wtedy powiemy? Rozkazy wykonywaliśmy". "Rozkaz jest rozkaz. Rozkaz musi być świadom, na piśmie. Bo oni się później wymigają, dowódcy, nasi ministrowie powiedzą, że to ci wykonywali te rozkazy, i tak to będzie, jak padną ofiary" - stwierdził. "To można przewidzieć" – ocenił Wałęsa.

Wałęsa o słowach Nitrasa: ludzie używają różnego języka, czasami niezręcznie

Wałęsa w Radiu Zet był m.in. o słowa posła KO Sławomira Nitrasa, który w weekend, podczas Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie, w czasie rozmowy z marszałkiem Senatu Tomaszem Grodzkim, powiedział, że "katolików trzeba opiłować z pewnych przywilejów".

"Nic mnie nie zmieni. Urodziłem się w wierze i umrę w wierze. Jestem przekonany do Pana Boga, nie do nauczycieli religii, bo ci są różni, często bywają niedobrzy. Nic mnie nie cofnie" - zadeklarował. Dodał jednak, że słowa Nitrasa trzeba zrozumieć. "Ludzie używają różnego języka – tak jak ja używam różnie – czasami niezręcznie, niezrozumiale. Tutaj chyba też było podobnie. Użył języka tak, na ile było go wtedy stać, a miał na uwadze to, że trzeba zrobić jakiś porządek na XXI wiek" – ocenił Wałęsa.

Były prezydent zauważył, że "ludzie w Kościele ukrywali różne niedociągnięcia i pomyłki. Bali się wrogów, który tylko czyhali, aby uderzyć w Kościół. Dlatego to ukrywano". "Uważam, że są różne rzeczy, które przylgnęły do Kościoła, do wiary, a nie powinno ich tam być" - dodał.

Pytany, czy odebrał słowa Nitrasa jako groźbę, powiedział, że poseł "chciał powiedzieć, że mamy XXI wiek i wiele rzeczy narosło w wielu dziedzinach, partiach, życiu. Czas jest na oczyszczanie. On miał to na myśli, a zrobił nieręcznie, bo od razu wrogowie przypięli mu to, co jest niekorzystne i dzisiaj bawią się tym" – ocenił.

Wałęsa był także pytany, czy został zaproszony na Campus Przyszłości. "Chyba nie, trzeba sprawdzić, bo jestem dość mobilny, więc muszę sprawdzić w sekretariacie, czy coś jest". Dopytywany, czy wziąłby udział, gdyby został zaproszony, stwierdził, że realizuje swoją koncepcję - "czy to się komuś podoba, czy nie, ja mam praktyczny punkt widzenia". "Kończąc strajk 31 sierpnia powiedziałem 'wy się cieszycie, a ja się bardzo martwię, wiem, jakie dopiero będą problemy'. Źle powiedziałem? Powiedziałem też drugie zdanie na koniec – 'przynieśliście mnie na ramionach, a jutro będziecie kamieniami rzucać'. Czy nie trafiłem?” – mówił.

Wałęsa o Tusku i Trzaskowskim: bardzo inteligentni politycy

Wałęsa został zapytany również o to, czy Donald Tusk i Rafał Trzaskowski się pogodzili. "To są bardzo inteligentni politycy, wyciągają wnioski i widzą, że dzisiaj każde nieporozumienie uderza w jednego i drugiego. Naród chce zgody, porozumienia, chce budowania” – ocenił.

Pytany natomiast o to, czy w jego ocenie odbędą się przyspieszone wybory parlamentarne, były prezydent stwierdził, że "jako praktyk, rewolucjonista inaczej myśli". "Czy jesteśmy przygotowani na nowe wybory? Jeśli przejmiemy po PiS-ie władzę, to czy nowi poprawią dużo? Nie" - ocenił. "Najpierw przygotujmy porządne, przyszłościowe rozwiązania, a pytań i problemów jest wiele" – dodał. Wyjaśnił, że oczekuje od opozycji programu, ale – jak podkreślił – "nie w starym stylu, tylko nowoczesnego programu na XXI wiek, po upadku komizmu. A my nową epokę, a wciąż stosujemy stare rozwiązania".

Podczas Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie gościem zebranej młodzieży był w sobotę marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Rozmawiał z nim poseł KO Sławomir Nitras, główny organizator Campusu.

Potem obaj politycy odpowiadali na pytania młodzieży. Jeden z uczestników zadał pytanie o rozliczenie obecnej władzy po ewentualnym zwycięstwie obecnej opozycji, a także o doprowadzenie do realnego rozdziału Kościoła od państwa, wobec - jak mówił - nadmiernego dziś "sojuszu tronu z ołtarzem".

"Nie wiem, czy przyjazny rozdział Kościoła od państwa jest dzisiaj możliwy. Bo coś się stało" - powiedział Nitras. "Mam takie poczucie, że w ostatnich 6-7 latach Kościół wypowiedział trochę posłuszeństwo temu państwu, złamał pewien standard, który w państwie obowiązuje" - dodał. "Dlatego nie wiem, czy nam jest potrzebny przyjazny rozdział Kościoła od państwa? A może potrzebna jest jakaś kara za to zachowanie? Np. nie wiem, czy powinniśmy utrzymać religię w szkołach" - zaznaczył poseł KO. Jego zdaniem, tak czy inaczej, w pewnym momencie dojdzie do ograniczenia roli Kościoła w państwie, bo "nawet za naszego życia katolicy w Polsce staną się mniejszością". (PAP)

Autorka: Anna Kruszyńska