45 tysięcy wiernych na odprawionej przez papieża mszy w sanktuarium maryjnym w Szasztinie

2021-09-15 12:26 aktualizacja: 2021-09-15, 12:52
Papież Franciszek w ostatnim dniu wizyty na Słowacji odprawił mszę na błoniach koło narodowego sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Szasztinie. Uczestniczyło w niej ponad 45 tysięcy osób. Tego dnia przypada uroczystość patronki Słowacji, obchodzona jako święto.

Na uroczystą mszę wierni przybyli z całej Słowacji. 15 września to od kilku wieków dzień narodowej pielgrzymki do miejsca kultu Matki Bożej Bolesnej. Wielu pielgrzymów przyjechało już w nocy z wtorku na środę.

Był również emerytowany metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz. Jego obecność przypomniała o tym, że w 1995 roku mszę w Szasztinie odprawił św. Jan Paweł II, który Słowację odwiedził trzy razy.

W homilii Franciszek mówił, że Słowacja potrzebuje chrześcijan, którzy potrafią swoim życiem ukazać piękno Ewangelii i krzewią dialog tam, gdzie stanowiska stają się nieprzejednane, a społeczeństwo podzielone.

Papież zauważył, że naród słowacki przybywa z wiarą i pobożnością do narodowego maryjnego sanktuarium w Szasztinie.

„Maryja wyruszyła w drogę: wolała niepewność podróży od wygody swoich przyzwyczajeń, trud drogi od stabilności domu, od pewności spokojnej religijności – ryzyko wiary, która się angażuje, stając się darem miłości dla innych” - podkreślił.

Jak zaznaczył Franciszek, całe życie Maryi to wędrówka za synem „jako pierwszej uczennicy, aż po Kalwarię, do stóp krzyża”.

„Maryja Dziewica jest wzorem wiary narodu słowackiego: wiary, która wyrusza w drogę, zawsze ożywiana prostą i szczerą pobożnością, zawsze pielgrzymująca w poszukiwaniu Pana” - wskazał.

Franciszek mówił Słowakom: „Także wy, idąc, przezwyciężacie pokusę wiary statycznej, zadowalającej się jakimś obrzędem lub dawną tradycją, wychodzicie natomiast ze swoich ograniczeń, nosicie w plecakach wasze radości i smutki, i czynicie z życia pielgrzymkę miłości do Boga i do braci”.

Papież: nie można sprowadzać wiary do cukru osładzającego życie

Papież tłumaczył zarazem wiernym, że nie można „sprowadzać wiary do cukru osładzającego życie”.

„Jezus jest znakiem sprzeciwu. Przyszedł, aby przynieść światło tam, gdzie panuje ciemność, wydobyć ciemność na światło dzienne i zmusić ją do poddania się” - dodał.

„Ten, kto przyjmuje Chrystusa i otwiera się na Niego, odżywa; kto odrzuca Go, zamyka się w ciemnościach i niszczy samego siebie” - powiedział Franciszek.

Jego zdaniem Słowacja potrzebuje obecnie proroków. „Nie chodzi o bycie wrogimi wobec świata, ale o bycie znakami sprzeciwu” w świecie - wyjaśnił.

Jak mówił, potrzeba chrześcijan, którzy potrafią swoim życiem ukazać piękno Ewangelii, „którzy krzewią dialog tam, gdzie stanowiska stają się nieprzejednane; sprawiają, że życie braterskie jaśnieje tam, gdzie społeczeństwo jest często podzielone i wrogie; którzy roztaczają dobrą woń gościnności i solidarności tam, gdzie często dominuje egoizm osobisty i zbiorowy”.

Wskazał na potrzebę ochrony życia tam, gdzie "panuje logika śmierci”.

Papież mówił, że wpatrując się w Matkę Boża Bolesną, wierni otwierają się na wiarę, która staje się współczuciem, dzieleniem życia z tymi, którzy są zranieni, cierpią i są zmuszeni nieść na swoich ramionach ciężkie krzyże. Taka wiara - wyjaśnił - nie pozostaje abstrakcyjna i rozbudza solidarność z tymi, którzy są w potrzebie.

„Ta wiara, w stylu Boga, pokornie i bez rozgłosu, podnosi cierpienie świata i zrasza zbawieniem bruzdy historii” - oświadczył papież.

Msza to ostatni punkt pobytu Franciszka na Słowacji. Wczesnym popołudniem powróci on do Bratysławy, skąd wyruszy w drogę powrotną do Rzymu.

Z Szasztina Sylwia Wysocka (PAP)

js/