"To nie jest nasza wojna ani wojna NATO". Niemiecka prasa o ataku na Iran
To nie jest nasza wojna – piszą niemieckie gazety krytykując prezydenta USA Donalda Trumpa za atak na Iran bez przemyślanego planu i zarzucając mu próbę szantażu wobec sojuszników z NATO. Komentatorzy uważają, że Europa powinna uniezależnić się od wojskowej pomocy Stanów Zjednoczonych.
„To nie jest nasza wojna” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”. Teoretycznie i z etycznego punktu widzenia Niemcy i NATO nie mają żadnego powodu, aby ulec szantażowi Trumpa domagającego się pomocy w odblokowaniu cieśniny Ormuz – pisze Joachim Kaeppner. Komentator tłumaczy, że NATO jest sojuszem obronnym, a zobowiązanie do udzielenia pomocy dotyczy sytuacji, gdy kraj należący do Sojuszu zostanie zaatakowany z zewnątrz, a nie wtedy, gdy sam atakuje, naruszając przy tym prawo międzynarodowe. W dodatku, NATO i Europa nie zostały wtajemniczone w wojenne plany Trumpa. Teraz, gdy amerykańskie siły zbrojne wpadły w tarapaty, które były łatwe do przewidzenia, Sojusz miałby naraz udzielić im pomocy? – czytamy w „SZ”.
Komentator zastrzegł, że z „realno-politycznego punktu widzenia” sytuacja nie jest taka prosta, a Niemcy i inni Europejczycy stoją przed dylematem. Trump szantażuje NATO, ponieważ może sobie na to pozwolić. Europa jest zależna od ochrony Ameryki przed rosyjskim neoimperializmem, a jeszcze bardziej uzależniona jest Ukraina. Co w tej sytuacji robić? – pyta komentator i odpowiada: zaproponujmy Trumpowi deal. Trump potrzebuje pomocy sojuszników, których „traktuje w najlepszym razie jak parobków i wasali”. Europejskie okręty wojenne mogłyby wziąć udział w ochronie szlaku morskiego, ale „nie na rozkaz, lecz w zamian za konkretną przysługę”. Trump musiałby przywrócić sankcje przeciwko Rosji albo zobowiązać się do stałego wsparcia Ukrainy w wojnie z Rosją – wyjaśnił komentator „Sueddeutsche Zeitung”.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze, że Trump „musiał przyznać, że Iran nie jest Wenezuelą” i próbuje teraz zmusić sojuszników w Europie, z „których lubi drwić”, do udzielenia mu wojskowej pomocy w cieśninie Ormuz. Jest to „równoznaczne z przyznaniem się, że supermocarstwo USA, które rzekomo nie potrzebuje sojuszników, nie jest w stanie udrożnić cieśniny tak ważnej dla światowego handlu”. Gdyby ceny energii rosły tylko w Ameryce, można by uznać, że Trump musi „wypić piwo, które sam sobie nawarzył”. Dlaczego mielibyśmy pomagać szantażyście, który grozi NATO? – pyta komentator. Ponieważ skutki tej wojny nie ograniczają się do USA, trzeba zapytać, czy Europa może sobie pozwolić na to, by odrzucić prośbę „błądzącego prezydenta” i czekać, aż wojna przestanie go bawić lub Iran w końcu skapituluje?
„To nie jest nasza wojna i to nie jest wojna NATO” – podkreślił komentator. Jego zdaniem taka ocena jest słuszna, ale Trump „łączy wszystko ze wszystkim”. Europejczycy powinni z obecnego konfliktu wyciągnąć wniosek, że muszą ograniczyć swoją zależność nie tylko od ropy i gazu, lecz także od amerykańskiej obrony. Większa europejska suwerenność nie doprowadzi do tego, że Trump zmądrzeje, ale Europa mogłaby wtedy odpowiedzieć na próby szantażu „gestem pochodzącym z Ameryki, na który Ameryka w pełni zasłużyła” – czytamy w konkluzji komentarza w „FAZ”.
Zdaniem „Stuttgarter Zeitung” Trump jest nie tylko „pożałowania godnym strategiem, który rozpoczyna wojny bez rozeznania sytuacji, lecz jest też ignorantem, który gwiżdże na kompetencje swoich generałów”. Prezydent USA jest „szarlatanem, który rozpaczliwie woła o pomoc po tym, jak wmanewrował się w sytuację, z której nie znajduje wyjścia”. Szefowie rządów krajów NATO postępują słusznie odmawiając pomocy Trumpowi. „Nie są jego wasalami. Powinni być pewnymi siebie przywódcami wolnych narodów w Sojuszu opartym na wartościach i powinni to Trumpowi uświadomić” – czytamy w dzienniku.
Nieco odmienne stanowisko zaprezentował stołeczny „Tagesspiegel”. Cieśnina Ormuz jest „arterią gospodarki światowej, a więc także niemieckiej”. Konieczna jest międzynarodowa misja do ochrony tankowców. Niemiecka eskorta cywilnych tankowców nie oznaczałaby wejścia do wojny – pisze Stephan-Andreas Casdorff. Łatwo popaść w cynizm – uważa komentator. Prezydent Trump najpierw podpalił cały region, uzasadniając to argumentami, które każdy może sobie wybrać: aby nie dopuścić do powstania irańskiej bomby atomowej, aby wyzwolić irańskie kobiety albo jeszcze z innego powodu. Ma plan na wojnę, nie na pokój. Ruiny, chaos i ekonomiczne skutki mają uprzątnąć inni – czytamy w „Tagesspieglu”.
Zdaniem komentatora, ze względu na znaczenie cieśniny Ormuz, Niemcy popełniłyby błąd, obserwując sytuację stojąc na brzegu. Merz zwleka, ale trudno mu będzie utrzymać to stanowisko. „Niemcy są krajem eksportu, uzależnionym od stabilnych łańcuchów dostaw i dlatego nie mogą się wycofać w nadziei, że inni rozwiążą problem” – pisze Casdorff.
„Eskorta dla cywilnych tankowców, wielonarodowa misja dla zabezpieczenia międzynarodowego szlaku wodnego nie jest wejściem w wojnę” – podkreślił komentator. Stawką jest też wiarygodność Niemiec. Berlin mówi o odpowiedzialności narodu żyjącego z handlu. „Odpowiedzialność nie kończy się na przemówieniach i rezolucjach. Czasami trzeba też wysłać okręt” – czytamy w konkluzji.
Autor: Jacek Lepiarz (PAP)
lep/ ap/ kgr/