Premier: jeżeli pochodzenie, rasa czy kolor skóry zaczną decydować, to opozycja też padnie ofiarą tej fali
Premier Donald Tusk podkreślił w Sejmie, że jeżeli pochodzenie, rasa czy kolor skóry zaczną decydować, to opozycja też padnie ofiarą tej fali, jeśli się nie zatrzyma. Pojedyncze wyzwiska formułowane przez polityków opozycji będą ośmielać większe grupy ludzi do pogardy dla ludzi o innym pochodzeniu - dodał.
Posłowie opozycji zaatakowali we wtorek z sejmowej mównicy wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego za słowa, że członkowie UPA to „trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni". Wiceprezes PiS Przemysław Czarnek stwierdził m.in., że rząd to pasożyci i zdrajcy narodu polskiego. Zażądał przerwy w obradach i zwołania konwentu seniorów „w celu wyjaśnienia, dlaczego w tym rządzie dalej są Ukraińcy obrażający Polaków”. Z kolei były poseł PiS Janusz Kowalski zapowiedział kontrolę poselską dotyczącą „ukrainizacji w administracji publicznej”.
Premier w środę, przy okazji dyskusji nad wotum nieufności dla szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, wyraził oburzenie wypowiedziami posłów opozycji. Według niego słowa, które padają w mediach, debatach publicznych czy parlamencie, są „upokorzeniem dla każdego patrioty”. Zauważył też, że pojedyncze wyzwiska zamieniają się w falę, która zaczyna być niebezpieczna z punktu widzenia Rzeczpospolitej. - Mówię tutaj o swoistym polowaniu. Takim polowaniu, którego byliśmy świadkami tu, w Europie w ostatnich 150 latach wielokrotnie. To polowanie z reguły kończyło się katastrofą. Taką katastrofą dziejową, jaką była np. II wojna światowa - powiedział szef rządu z mównicy sejmowej.
Tusk nawiązał też do wypowiedzi lidera nieformalnej inicjatywy Ruch Obrony Granic Roberta Bąkiewicza, który nawoływał w październiku 2025 r., by „chwasty z polskiej ziemi powyrywać i napalm na tę ziemię rzucać, żeby nigdy nie odrosły”. - Pamiętam słowa o Żydach, Niemcach, a teraz przede wszystkim o ludziach pochodzenia ukraińskiego. To się składa w jedną coraz bardziej niepokojącą całość. Nikt nie może pozostać obojętnym wobec tego, co coraz częściej słyszymy, już nie z ust politycznych chuliganów, ale z ust politycznych liderów opozycji - ocenił premier.
Według Tuska, takie słowa wypowiadane przez polityków będą ośmielały coraz większe grupy, by siać ksenofobię, pogardę dla ludzi o innych poglądach czy pochodzeniu, które „nie odpowiada wzorom czystej polskości i rasy”. Stwierdził też, że jeżeli pochodzenie, rasa czy kolor skóry zaczną decydować, to politycy opozycji również „padną ofiarą tej fali”. Jak zauważył, wśród nich są posłowie o obco brzmiących nazwiskach. - Zaczną się pytać, nie wiem, posła Szrota, posła Schreibera, posła Fogla, posła Webera, skąd są. A może ci posłowie wezmą się za łby z posłem Mentzenem, z panem Braunem, z panem Fritzem i będą się bić o to, kto jest bardziej polski, a kto jest mniej polski - mówił premier.
- Ja już to przeżyłem na swojej skórze, ale wy teraz to zacznijcie testować sami na sobie - tylko, że poszkodowaną będzie Rzeczypospolita - dodał.
Tusk przypomniał, że w historii Polski zapisało się wiele postaci o różnym pochodzeniu. - Wy uważacie, że ludzie o pochodzeniu, które nie jest stuprocentowo czyste, (...) nie powinni pełnić ról w życiu publicznym Polski. To jest ciekawe, bo jako historyk ja nie mogę nie wspomnieć o tym, że w historii Polski mieliśmy takich podejrzanych typów, jak Kopernik, Chopin, Kościuszko, Piłsudski - wskazał. Wymienił też m.in. Zygmunta III Wazę czy Stefana Batorego.
- Najgorsze katastrofy zaczęły się od słów, później incydentów, później to przeradzało się w fale - powiedział Tusk dodając, że wspomniane „fale” rodziły się, gdy „pozornie poważni politycy zaczynali używać tej argumentacji i tej retoryki”. - Jesteście w przededniu tego, opamiętajcie się, zatrzymajcie się, jest jeszcze czas - zaapelował, kierując swoje słowa do posłów opozycji.
Zdaniem premiera, dla Rzeczpospolitej w wymiarze politycznym najważniejsze powinny być ideały republikańskie. - Nie lustrowanie, kto z jakiej rodziny pochodzi, tylko kto jak służy Rzeczpospolitej, kto przestrzega prawa, kto przestrzega równości obywateli wobec prawa - to są fundamenty każdej republiki - ocenił.
Tusk przypomniał „dwa piękne momenty” w naszej niedawnej historii; pierwszym z nich było powstanie Solidarności. - W tej pierwszej wielkiej Solidarności obok Michnika siedział Kaczyński, obok Kaczyńskiego siedział Tusk, obok Tuska siedział Geremek, obok Geremka siedział Buzek. Różne pochodzenia, różne regiony, różne tradycje, różne religie. Wszyscy pracowali wtedy na rzecz dobra Rzeczypospolitej - podkreślił.
Drugim momentem „wielkiej solidarności, która znowu zaimponowała całemu światu” był - według premiera - zryw pomocy Ukraińcom po inwazji Rosji. - To było wtedy, kiedy pomogliśmy rodzinom ukraińskim, kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Wszyscy też dzieliliśmy się tym, co mieliśmy do dyspozycji: mieszkaniem, pieniędzmi, pracą z Ukrainkami i Ukraińcami, którzy uciekali przed agresją, przed wojną - powiedział.
- Dwa razy tu zdarzył się cud. Polska pokazywała najpiękniejszą twarz polityki, jaką można sobie wyobrazić, ale to się przekładało nie tylko na wielką satysfakcję moralną Polaków. W tym też jest interes - czysty, zimny interes polityczny. Polska o dobrej reputacji, Polacy żyjący w elementarnej zgodzie, Polacy nieszczujący siebie nawzajem, nieszukający różnic etnicznych, genealogicznych. Tacy Polacy nie tylko imponują światu, ale budują naprawdę potęgę Rzeczpospolitej. Polacy skłóceni, Polacy, którzy jeden szczuje na drugiego, Polacy, którzy szukają wewnętrznych wrogów z jakąś obsesją w oczach, to jest nieszczęście dla Rzeczpospolitej - ocenił Tusk.
- Chyba każdy z was rozumie, że bogactwem Rzeczpospolitej - tamtej, wielkiej z przeszłości, ambitnej Rzeczypospolitej, którą dzisiaj budujemy - (...) była także różnorodność; wiara w to, że skądkolwiek przychodzimy, służymy jednej Rzeczpospolitej. I nie analizowaliśmy nazwisk, nie wykrzykiwaliśmy głupot. (...) Jeśli naprawdę chcecie Polski, gdzie jest tylko jeden wzór etniczny i polityczny, to w tej Polsce będzie jedno miejsce, tylko dla jednego człowieka. Janusz Kowalski: tak, to brzmi arcypolsko. I miejsca dla innych już nie będzie. Ale nie sądzę, by wszyscy, nawet po tej prawej stronie, o takiej Polsce marzyli. Polska dzięki temu, że potrafiliśmy czasami wznieść się ponad podziały, buduje także swoje bezpieczeństwo - dodał premier.
Prowadząca obrady wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska (KO) przed głosowaniem nad wnioskiem o odwołanie Kierwińskiego zwróciła uwagę na zachowanie na sali sejmowej trzech posłanek PiS podczas wystąpienia szefa rządu. - Krzyki pań posłanek (Dominiki) Chorosińskiej, pani poseł (Anny) Paluch i pani poseł (Katarzyny) Czochary naprawdę nie zakrzyczą ani faktów, ani też nie zakrzyczą prawdy - powiedziała Wielichowska. (PAP)
andr/ wni/ par/ kos/ rbk/ grg/