Prezeska PFM o zbiórce na rzecz Ukraińców: 12 tysięcy osób postanowiło naprawić błąd państwa [WYWIAD]
12 tysięcy osób wsparło zbiórkę na rzecz obywateli Ukrainy, aby naprawić błąd państwa - powiedziała PAP prezeska Polskiego Forum Migracyjnego Agnieszka Kosowicz. - Nie zgadzają się, aby 75-letni mężczyzna z demencją z placówki opiekuńczej trafił do noclegowni. Mam nadzieję, że rząd to zauważy - dodała.
Od 5 marca bezpłatne leczenie przysługuje tylko obywatelom Ukrainy, którzy są ofiarami tortur, dzieciom i kobietom w ciąży. Pozostali Ukraińcy, którzy uciekli do Polski przed wojną, aby korzystać z publicznego systemu, muszą płacić składkę zdrowotną. Ponadto, warunkiem dla obywateli Ukrainy otrzymywania świadczenia 800 plus na dziecko jest aktywność zawodowa rodzica.
Polskie Forum Migracyjne (PFM) wraz z portalem OKO.press w ubiegłym tygodniu uruchomiło zbiórkę na wsparcie osób dotkniętych skutkami ustawy wygaszającej pomoc dla niepracujących uchodźców z Ukrainy, która weszła w życie 5 marca. PFM jako beneficjentów zbiórki wskazuje osoby starsze, przewlekle chore, będące w trakcie ratującego życie leczenia, osoby z niepełnosprawnościami oraz matki z kilkorgiem dzieci. W poniedziałek na koncie zbiórki znajdowało się ponad 1,6 mln zł.
PAP: Czy wiadomo, ile osób z Ukrainy 5 marca straciło prawo do leczenia? Ile osób traci mieszkanie?
Prezeska Polskiego Forum Migracyjnego Agnieszka Kosowicz: Nie wiemy tego. Już w sierpniu ubiegłego roku apelowaliśmy do rządu, żeby sprawdził, jak liczna jest grupa osób z Ukrainy wymagająca pomocy społecznej. Mówiliśmy o tym na spotkaniu z przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, z pełnomocnikiem rządu do spraw osób niepełnosprawnych, w obecności wielu organizacji i podmiotów prowadzących ośrodki zbiorowego zakwaterowania. Do tej pory nie uzyskaliśmy takich danych, nie wiemy więc dokładnie, ile osób straciło pomoc ze strony państwa. Nie wiemy, ile wśród nich to osoby starsze, z niepełnoprawnościami, ilu jest rodziców dzieci, którzy ze względu na opiekę nie mogą podjąć pracy zawodowej. Wiemy, dzięki analizie pozarządowej, że w marcu o ośrodkach zbiorowego zakwaterowania (OZZ) mieszkało 13 tys. osób. Wiemy też jednak, że jest istotna grupa osób starszych, która nie mieszkała w ośrodkach – rozmiar tej grupy nie jest według naszej wiedzy ustalony.
PAP: 1,6 mln zł może nie wystarczyć?
A.K.: Nie wiemy, jaka jest skala potrzebnej pomocy, ale już dziś widzimy, że nie pomożemy wszystkim potrzebującym. O skali potrzeb dowiadujemy się teraz, w procesie. W piątek zwróciliśmy się do blisko 60 organizacji wspierających uchodźców z Ukrainy z zaproszeniem, aby zgłaszały potrzeby osób, które są z nimi w kontakcie, szczególnie tych chorych. Jeszcze w tym tygodniu będziemy podpisywać umowy i przekazywać pieniądze. Sami też rozpoczęliśmy udzielanie pomocy. Na podstawie danych PESEL wiemy jedynie, że jest w Polsce około 70 tys. osób z Ukrainy w wieku emerytalnym. To liczba w przybliżeniu, nie wszystkie te osoby zresztą potrzebują wsparcia. Nie mamy precyzyjnej wiedzy o tym, ile osób i jakiego wsparcia potrzebuje. Nie mamy narzędzi, aby to systemowo ustalić. Te dane mógłby zebrać rząd.
PAP: Seniorzy z Ukrainy tracą dach nad głową?
A.K.: Wśród osób starszych są trzy grupy. Pierwsza to osoby, które po przyjeździe uzyskały prawo do polskiej emerytury. Mają emeryturę, więc są w Polsce objęte ubezpieczeniem, ale nie mają prawa do pomocy mieszkaniowej. Te osoby mogą się leczyć, ale nie maja gdzie mieszkać. Polska emerytura to często kwoty 40 zł, 60 zł czy 100 zł miesięcznie, co w żaden sposób nie zabezpiecza ich życiowych potrzeb. Druga grupa to osoby z ukraińską emeryturą mieszkające w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Mają dach nad głową, a jako mieszkańcy ośrodka, teoretycznie powinny mieć też dostęp do opieki zdrowotnej. Szkopuł w tym, że muszą wykazać, że mieszkają w ośrodku, za każdym razem gdy idą do lekarza. Potrzebują zaświadczenia wydawanego przez wojewodów albo przez urzędy gminy. Natomiast niektóre urzędy nie chcą wydawać zaświadczeń uprawniających do świadczeń, bo przepisy są nieprecyzyjne i nie objęły wszystkich ośrodków zbiorowego zakwaterowania. W praktyce część osób uprawnionych do pomocy medycznej nie może z niej korzystać. Trzecia grupa to seniorzy z ukraińską emeryturą mieszkający poza ośrodkami zbiorowego zakwaterowania, bo zabrakło dla nich miejsca, albo z różnych powodów nie musiały dotąd z nich korzystać. Te osoby nie są ubezpieczone. Utrata prawa do zasiłku często stawia je w trudnej sytuacji, nie mają już możliwości pokryć kosztów zakwaterowania, część staje się ponownie zależna od wsparcia państwa.
PAP: Fundacja opłaci składkę zdrowotną osobom, które wypadły z systemu? Zakładam, że mogą wśród nich być osoby chore onkologicznie. Leczenie poza publicznym systemem jest kosztowo poza ich zasięgiem.
A.K.: Chcemy optymalnie gospodarować zebranymi pieniędzmi. Pierwszym wyborem w przypadku osób chorych jest objęcie ich ubezpieczeniem zdrowotnym, o ile będzie to możliwe. Z indywidualnym ubezpieczeniem są bowiem problemy. Niektóre placówki NFZ odmawiają zawarcia umowy ubezpieczenia z osobą, która ma prawo do ubezpieczenia z innego tytułu, czyli na przykład z ukraińską emeryturą. Według tej interpretacji, taka osoba powinna przekształcić ukraińską emeryturę w polską - wtedy będzie ubezpieczona. Procedura przeniesienia emerytury trwa nawet rok. Przez ten czas osoba ta jest pozbawiona możliwości leczenia.
Drugi problem wynika z tego, że NFZ nie uznaje czasu, kiedy osoby z Ukrainy miały prawo do świadczeń na podstawie specustawy, za okres składkowy. Dlatego osobom, które chcą zapłacić indywidualnie składkę zdrowotna, naliczana jest dodatkowa opłata, która wynosi nawet 18 tys. zł. Nie będziemy w stanie pokrywać takich kosztów ze zbiórki. Ministerstwo Zdrowia wydało co prawda rekomendacje dla NFZ, by zwalniać Ukraińców z tej opłaty, ale nie są one wszędzie stosowane.
PAP: O tym, że przepisy nie zostały dobrze przygotowane zdecydował pośpiech?
A.K.: To zapewne efekt atmosfery, kiedy prawo powstawało. W dyskursie politycznym o tym, że pomoc dla Ukraińców jest nadmiarowa, zginęło sedno. Jesteśmy odpowiedzialni za osoby, które mieszkają na naszym terytorium i w naszym wspólnym interesie jest dbanie, by osoby te nie popadały w desperację. Pod presją niechęci zabrakło refleksji o skutkach podejmowanych decyzji. Nie policzono, ilu jest pacjentów niepełnosprawnych, w zakładach opiekuńczo-leczniczych, w domach pomocy społecznej, które nigdy się nie usamodzielnią i którymi trzeba się zaopiekować. Nie policzono, ile jest samotnych matek, którym trzeba będzie pomóc. Nikt nie zrobił solidnej analizy, by stworzyć prawo odpowiadające na faktyczne wyzwania. Zabrakło też międzysektorowego dialogu, który pozwoliłby ocenić zasoby, którymi dysponujemy. Ministerstwa, NFZ, placówki zdrowia, ośrodki nie dostały czasu na przygotowanie się do nowej rzeczywistości. Nie dano czasu na wypracowanie rekomendacji, praktycznych wskazówek tym instytucjom, które to prawo mają wdrażać.
PAP: Publiczne dane pokazują, że obywatele Ukrainy płacą więcej składek niż kosztuje ich leczenie.
A.K.: Mimo to spotykamy się z komentarzami do zbiórki, że jesteśmy nazbyt łaskawi.
Z rachunku finansowego jasno wynika, że Ukraińscy obywatele dokładają się do budżetu wystarczająco dużo, aby polskiemu państwu wystarczyło na opłacenie elementarnej opieki nad człowiekiem, której wymaga jego godność i poczucie sprawiedliwości. Szczególnie bulwersuje odebranie świadczenia 800 plus niepracującym rodzicom. Gdy cofniemy się do dyskusji o wprowadzeniu 500 plus, a potem 800 plus, to skupiała się na tym, czy słuszne jest przyznawanie świadczenia wszystkim, także tym, którzy go nie potrzebują, czyli zamożnym rodzinom. Rozmawialiśmy o tym, czy 500 Plus powinno trafiać tylko do rodzin w trudnej sytuacji ekonomicznej. W przypadku Ukraińców, argumentacja została odwrócona. W efekcie wsparcie straciły rodziny, które potrzebują go najbardziej.
PAP: Udało się zebrać 1,6 mln zł, ale nie ma gwarancji, że pomoc trafi do każdego. Rozumiem, że jest poważne ryzyko, że część osób nie jest w stanie po nią sięgnąć - zwrócić się do organizacji pozarządowej, by zapłaciła za nią składkę zdrowotną. Przerwą leczenie, co odbić się na ich zdrowiu lub życiu.
A.K.: Dotrzemy do osób, które przeczytały informacje, które mają kontakt z organizacjami pomocowymi, potrafią wysłać mejla, zadzwonić. Zdajemy sobie sprawę, że część osób niesamodzielnych może nie dostać wsparcia.
Mam jednak nadzieję, że rząd zauważy to, że 12 tysięcy osób dołożyło swoje pieniądze, aby naprawić błąd państwa. To osoby, które nie zgadzają się, aby 75-letni mężczyzna z demencją z placówki opiekuńczej trafił do noclegowni.
Rozmawiała Katarzyna Nocuń (PAP)
kno/ bst/ agz/ grg/