„Robotnik muzyki”, który podbił San Remo - Sal Da Vinci
Sal Da Vinci, zwycięzca tegorocznego festiwalu piosenki w San Remo, który będzie reprezentował Włochy w konkursie Eurowizji, to artysta o wyjątkowym życiorysie. W jego długiej karierze nie brakowało porażek, po których potrafił się podnieść. Wystarczy wspomnieć, że 13 razy bezskutecznie próbował dostać się do San Remo. "Jestem robotnikiem muzyki" - mówi o sobie ten 56-latek.
Sal da Vinci to pseudonim artystyczny Salvatore Michaela Sorrentino, urodzonego w 1969 roku w Nowym Jorku. Jest on synem śpiewaka, wykonawcy piosenek w neapolitańskim stylu, Mario Da Vinci, który nagrał kilkanaście płyt. Gdy Sal przychodził na świat, jego rodzice byli akurat w trakcie trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych.
Swoją przygodę ze sceną rozpoczął już w wieku 6 lat, gdy zaśpiewał razem z ojcem piosenkę „Miracolo e Natale” ( Cud i Boże Narodzenie), która we Włoszech stała się wielkim przebojem. Jako 7-latek zadebiutował w teatrze. Później zagrał w kilku filmach i w musicalu.
W latach 80. zakończył karierę filmową i skupił się na muzyce. Występował w programach telewizyjnych, współpracował z tak znanymi artystami, jak Lucio Dalla czy Gigi D'Alessio.
W 1995 roku w Loreto we Włoszech śpiewał podczas spotkania z udziałem Jana Pawła II.
Miał też za sobą lata przerwy i nieobecności na włoskim rynku muzycznym, na który udawało mu się jednak powrócić. W 2009 roku zajął trzecie miejsce na festiwalu w San Remo, gdzie wykonał piosenkę „Non riesco a farti innamorare” (Nie potrafię sprawić, żebyś się we mnie zakochała).
Jego kolejny wielki powrót nastąpił w 2024 roku, gdy nagrał piosenkę „Rossetto e caffe” (Szminka i kawa). Stała się ona we Włoszech fenomenem w mediach społecznościowych, szczególnie na TikToku i Instagramie. Była tłem dla setek tysięcy filmików.
W tym roku Sal Da Vinci niemal od początku wskazywany był w San Remo jako jeden z faworytów, przede wszystkim publiczności. Zaśpiewał tam piosenkę „Per sempre si” (Na zawsze tak). Nie był jednak ulubieńcem części krytyki, która przypisywała mu styl, określany jako neomelodico, czyli łączący tradycyjne pieśni neapolitańskie z popem i emocjonalnym wykonaniem, niekiedy ocierającym się o kicz. Dlatego, jak zaznaczyły włoskie media po jego sobotnim sukcesie w San Remo, przez wiele lat nie wszystkim się podobał i czasem był spychany na muzyczny margines.
Na konferencji prasowej po finale w San Remo Sal Da Vinci oświadczył: - Moje zwycięstwo jest zwycięstwem ludu.
- Dzięki mojej żonie Paoli zdołałem przetrwać w jaskini wilków. Ona mnie zawsze wspierała i dodawała mi otuchy - podkreślił Da Vinci. Paola Pugliese jest jego żoną od 34 lat.
Artysta wyznał też: - To zwycięstwo wszystkich tych, którzy tak, jak ja, zaczynają od samego dołu.
- Wykonuję ten przepiękny zawód, odkąd mam 7 lat, ale moja droga była naznaczona wieloma upadkami - stwierdził 56-letni artysta. Zaznaczył, że w sumie 13 razy bezskutecznie próbował dostać się do San Remo i po raz pierwszy udało mu się to w 2009 roku. - Mimo burz na morzu zawsze starałem się wprowadzić statek do portu - zapewnił.
Sal Da Vinci dodał: - Jestem i pozostanę robotnikiem muzyki.
Zadeklarował: - Pojadę na Eurowizję reprezentować włoską muzykę.
W połowie maja, gdy w Wiedniu odbędzie się finał konkursu, miał koncertować w USA. Ale zapowiedział, że przełoży swoje tournee.
Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP Life)
sw/ag/ep/