Sabotaż i awaria prądu w Berlinie odsłoniły słabości infrastruktury [ANALIZA]
Pożar mostu kablowego w Berlinie pozbawił prądu dziesiątki tysięcy gospodarstw domowych. W ostatnich latach oszczędzano na zabezpieczeniach infrastruktury, co dziś daje o sobie znać - powiedział PAP Manuel Atug, ekspert ds. infrastruktury krytycznej.
Do sobotniego ataku, który polegał na podpaleniu kabli na jednym z mostów, przyznała się ekstremistycznie lewicowa Vulkangruppe, która w dokumencie przekazanych władzom uznała za swoje cele „wyłącznie prądu rządzącym” oraz atak na „przemysł paliw kopalnianych”.
Berliński urząd kryminalny uznał oświadczenie grupy za autentyczne i powołał specjalną komórkę śledczą. Ostrożniejszy w ocenach pozostaje niemiecki kontrwywiad, który wstrzymuje się jeszcze z ostateczną oceną dokumentu. Władze landu mówią jednak wprost o motywie skrajnie lewicowym. „Śledztwo wykroczyło już poza poziom lokalny” - wskazuje berliński dziennik „Tagesspiegel”.
Według Manuela Atuga, założyciela i rzecznika niezależnej grupy AG KRITIS zajmującej się m.in. cyberbezpieczeństwem oraz ochroną infrastruktury krytycznej, ryzyka sabotażu w otwartym społeczeństwie nie da się całkowicie wyeliminować. - Żyjemy w demokratycznym, a więc otwartym społeczeństwie. Dlatego jest ono bardziej podatne na tego typu ataki – powiedział PAP.
Ekspert zwrócił uwagę, że skala berlińskiej awarii była w dużej mierze konsekwencją niewłaściwej reakcji oraz braku odpowiednich procedur.
"To, co widzieliśmy w Berlinie, zaczęło się od zdarzenia, które przy zastosowaniu właściwych środków zaradczych mogło pozostać zwykłą awarią. Stało się jednak katastrofą, ponieważ zareagowano na nie w niewłaściwy sposób".
Jego zdaniem nie podjęto działań, które pozwoliłyby w krótkim czasie ograniczyć skutki ataku do poziomu zwykłego zakłócenia.
Atug wskazał również na strukturalne słabości sieci energetycznej stolicy. – Grube linie wysokiego napięcia o napięciu 100 kV w wielu miejscach Berlina nie zostały zaprojektowane jako redundantne, z odpowiednią nadmiarowością. Można by ją zapewnić, tworząc kilka linii i dzięki georedundancji umożliwiając zasilanie z różnych kierunków, jednak wiąże się to z kosztami. W ostatnich latach wydatki w tym zakresie zostały znacząco ograniczone, co dziś daje o sobie znać – podkreślił.
W ocenie eksperta brak nadmiarowych tras przesyłu sprawia, że wystarczy uderzenie w jedną trasę kablową, aby wywołać rozległe skutki. – Gdyby kable były poprowadzone kilkoma trasami i miały nadmiarową konstrukcję, aby przeprowadzić atak, należałoby uderzyć w kilka miejsc jednocześnie, by spowodować poważniejsze szkody. W przeciwnym razie odbiorcy nadal mieliby dostęp do energii z linii zastępczych – wskazał.
Vulkangruppe od lat łączona jest z podpaleniami i sabotażami infrastruktury krytycznej w Berlinie i Brandenburgii. Według danych służb jej ataki uderzały w sieci energetyczne, telekomunikacyjne i kolejowe, powodując przerwy w dostawach prądu, łączności oraz zakłócenia transportu publicznego. Od 2011 r. grupa przyznała się do co najmniej 11 takich akcji. W maju 2011 r. spłonął most kablowy na stacji Ostkreuz, co sparaliżowało ruch kolejowy. Kolejne ataki odnotowano w 2018 r. i 2021 r., a w marcu 2024 r. w wyniku podpalenia uszkodzono słup energetyczny, co doprowadziło do przerwy w dostawach prądu do fabryki Tesli pod Berlinem.
Jak opisał na swoich łamach „Tagesspiegel” niemiecka policja i służby bezpieczeństwa nie przeniknęły dotychczas struktur Vulkangruppe i dysponują ograniczoną wiedzą na temat jej zaplecza. Organizacja zaliczana jest do anarchistycznego, nastawionego na przemoc nurtu skrajnej lewicy, a liczba jej aktywnych członków pozostaje nieznana.
Po publikacji oświadczenia Vulkangruppe w mediach społecznościowych pojawiły się spekulacje o możliwym rosyjskim tle ataku. Jednym z argumentów do stanowienia tej tezy jest błędna pisownia nazwisk w treści oświadczenia. Amerykański wiceprezydent J.D. Vance nazywany jest w oświadczeniu „Vansem”, a nazwisko berlińskiej senator i byłej burmistrz miasta Franziski Giffey zapisywane jest „Giffay”. Te błędy interpretowane są jako potencjalny ślad automatycznego tłumaczenia z rosyjskiego.
Portal tygodnika „Spiegel” podał, powołując się na źródła związane z bezpieczeństwem, że niemieckie władze nie dysponują obecnie żadnymi dowodami na powiązanie ataku z Rosją.
Atug ocenił takie spekulacje jako w większości bezpodstawne. - Wszystko wskazuje na to, że jest to grupa, która celowo chce prowadzić działania sabotażowe. (…) Ale coś takiego jest nie do przyjęcia dla demokratycznego społeczeństwa – przyznał ekspert.
Podobną opinię przedstawił dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, który zwrócił uwagę, że argumenty językowe przywoływane w sieci, takie jak błędna pisownia nazwisk polityków, są słabo udokumentowane i nie stanowią dowodu na rosyjskie źródło tekstu. „W przypadku transliteracji z cyrylicy nazwisko wiceprezydenta USA powinno brzmieć 'Vens'. Także błędy ortograficzne i gramatyczne oraz liczne niezgrabne sformułowania nie stanowią żadnej wskazówki na istnienie rosyjskiego pierwowzoru” - uważa gazeta.
Również pojawiające się w oświadczeniu wątki rzekomo zbieżne z narracją Kremla występują marginalnie i miejscami stoją w sprzeczności z rosyjską propagandą. W ocenie „FAZ” hipoteza o rosyjskim udziale pozostaje na obecnym etapie mało prawdopodobna.
Atug podkreślił, że berlińska awaria powinna stać się impulsem do systemowych zmian. - Berlin mógłby wreszcie wyciągnąć wnioski z tego wydarzenia i wyciągnąć z niego naukę – powiedział, wskazując na potrzebę wzmocnienia ochrony ludności, zarządzania kryzysowego, komunikacji kryzysowej i zapasowych źródeł zasilania.
"To wszystko jest znane od lat, a mimo to za każdym razem dzieje się to samo. Pokazuje to, jak zła jest sytuacja, a w szczególności bezradność polityczną osób odpowiedzialnych".
W sobotę w południowo-zachodniej części Berlina (dzielnica Steglitz-Zehlendorf) doszło do rozległej przerwy w dostawach energii po pożarze kabli wysokiego napięcia. Bez prądu było ok. 50 tys. gospodarstw domowych oraz część firm i instytucji publicznych. W środę wznowiono dostawy elektryczności dla obszaru dotkniętego awarią.
Z Berlina Iwona Weidmann (PAP)
ipa/ wm/ bst/ grg/