Sikorski: mam nadzieję, że nasze ostrzeżenia spowodują, że Putin nie uruchomi prowokacji
Wicepremier RP Radosław Sikorski powiedział w poniedziałkowym wywiadzie dla CNN, że jego publiczne ostrzeżenia dotyczące możliwych rosyjskich prowokacji odwiodą Rosję od jej zamiarów. Zaznaczył też, że ma zaufanie do Stanów Zjednoczonych jako sojusznika.
W wywiadzie przeprowadzonym w przeddzień szczytu NATO, Sikorski odniósł się do swoich wcześniejszych wypowiedzi ostrzegających o możliwych prowokacjach Rosji wobec Polski. Szef MSZ ocenił, że Rosja nie ma sił, by zaatakować NATO frontalnie, a gdyby miała taki zamiar, byłoby to widoczne po ruchach jej wojsk. Dodał jednak, że możliwa jest np. „operacja pod fałszywą flagą”.
To, do czego są zdolni, to jakiegoś rodzaju prowokacja z użyciem fałszywej flagi i dronów - być może ukraińskich dronów - i następnie udawanie, że odpowiadają na nasz fałszywy, nieistniejący atak
- Oni grają w takie gry, musimy być na to przygotowani. Musimy im powiedzieć, i to właśnie robimy, że wiemy, że zmierzają one do niczego dobrego — dodał.
Szef polskiej dyplomacji przypomniał ostrzeżenia amerykańskiego wywiadu z 2022 r. o tym, że Rosja szykuje prowokacje mające dać casus belli do inwazji na Ukrainę. - To powstrzymało Rosjan od faktycznego zrobienia tego (fabrykowania fałszywego pretekstu - PAP) — powiedział Sikorski. - Mam więc nadzieję, że te ostrzeżenia oznaczają, że Putin nie naciśnie guzika prowokacji - dodał.
Szef polskiej dyplomacji zapewnił jednocześnie, że Warszawa nadal ufa amerykańskim gwarancjom bezpieczeństwa i domaga się drugiej (po bazie w Redzikowie) stałej bazy USA na terytorium Polski, mimo że — jak dodał — dalsze redukcje amerykańskich wojsk w Europie „wyraźnie nadchodzą”.
Zapytany, czy demonstracja jedności NATO jest w Ankarze możliwa w sytuacji, gdy prezydent USA publicznie atakuje przywódców sojuszniczych państw, Sikorski odpowiedział, że „można się kłócić o poziomy wydatków i wciąż być dobrymi sojusznikami”. Przekonywał, że Sojusz „jest silniejszy od czasu, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę", wskazując na wejście Finlandii i Szwecji oraz na skokowy wzrost europejskich wydatków obronnych, częściowo pod presją prezydenta Trumpa.
Prowadzący rozmowę dziennikarz wprost zapytał, czy Polska nie podziela wyrażanych w Europie wątpliwości co do wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.
- Tak, mamy zaufanie — odparł Sikorski.
Mamy amerykańskie wojska na naszej ziemi i prosimy o więcej, w tym o drugą stałą bazę. Mamy już bazę obrony przeciwrakietowej, która chroni głównie Amerykę, ale też Europę
Do argumentu, że część sojuszników skarży się na brak konkretnych korzyści w zamian za rosnące wydatki, Sikorski odpowiedział pytaniem: - Jeśli ktoś naprawdę tak myśli, że mniej ufa USA, to powinien więcej wydawać na obronność, nie sądzi pan?
Odnosząc się do zapowiedzi szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha o kolejnych redukcjach amerykańskiej obecności w Europie, Sikorski przyznał, że „redukcje wyraźnie nadchodzą”, a Stany Zjednoczone „wymagają od nas w Europie większych zdolności konwencjonalnych” — same natomiast pretendują do roli „kawalerii zza wzgórza”.
Zaznaczył przy tym, że nawet przy przesunięciu wojsk USA w inne regionu, Europa nadal będzie korzystać z amerykańskiej obecności i wsparcia, m.in. logistycznego, czy wywiadowczego.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ jm/ kgr/