Ekspertka: transformacja NATO możliwa, ale nie w tempie oczekiwanym przez USA
Szczyt w Ankarze może być początkiem transformacji Sojuszu Północnoatlantyckiego w kierunku „NATO 3.0” - uważa Wilson Beaver z konserwatywnego Heritage Foundation. Ekspertka ośrodka Soufan Center Nikkie Lyubarsky ocenia, że przekształcenie jest możliwe, ale nie w tempie, jakiego oczekują USA.
Pentagon w ostatnich miesiącach podkreślał, że administracja Donalda Trumpa dąży do przedefiniowania Sojuszu zgodnie z koncepcją „NATO 3.0”, w ramach której Europa ma przejąć większą odpowiedzialność za obronę konwencjonalną kontynentu. W połowie czerwca minister obrony (wojny) USA Pete Hegseth oświadczył w Brukseli, że Amerykanie będą kontynuować realizację „NATO 3.0”, dążąc do „powrotu twardego sojuszu wojskowego”, który będzie dysponował w Europie rzeczywistymi siłami wojskowymi zdolnymi do odstraszania.
- Miejmy nadzieję, że podczas szczytu w Ankarze zobaczymy pierwsze etapy transformacji (w kierunku) NATO 3.0, w ramach którego Sojusz zostanie wzmocniony dzięki przejęciu wiodącej roli przez europejskich członków NATO w zakresie konwencjonalnego odstraszania - powiedział PAP Beaver, ekspert konserwatywnego think tanku Heritage Foundation, postrzeganego jako jedno z głównych elementów zaplecza kadrowego drugiej administracji Trumpa.
Jak dodał, zgodnie z tą samą koncepcją USA miałyby „przesunąć pozostałe siły na wschód, zwłaszcza do Polski, nawet jeśli ogólna liczba amerykańskich żołnierzy w Europie zostanie częściowo zmniejszona”, oraz zwiększyć potencjał taktycznego odstraszania nuklearnego udostępnianego NATO.
Według eksperta w ramach NATO 3.0 „państwa europejskie przejmują rolę lidera w zakresie bezpieczeństwa i obrony, natomiast USA pozostają kluczowym i zaangażowanym członkiem Sojuszu”.
Nikkie Lyubarsky z nowojorskiego think tanku Soufan Center zauważyła, że Waszyngton chciałby, aby zmiany w NATO następowały szybko, lecz - jak podkreśliła - ten proces wymaga czasu.
Wieloletnie uzależnienie (Europy - PAP) od amerykańskich struktur dowodzenia, wywiadu, logistyki i planowania wojskowego sprawiło, że armie krajów europejskich nadal odbudowują potencjał instytucjonalny potrzebny do samodzielnego prowadzenia obrony na dużą skalę. Taka transformacja jest możliwa, ale nie w tempie, którego wyraźnie oczekuje Waszyngton
Jej zdaniem Waszyngton zamierza wykorzystać rozpoczynający się we wtorek szczyt NATO w Ankarze do wywarcia presji na tych sojuszników, którzy nie realizują jeszcze zobowiązania dotyczącego wydatków na obronność. USA będą też chciały wskazać obszary, w których będą mogły stopniowo ograniczać obecność wojskową i zobowiązania finansowe w Europie, by móc przenieść większą odpowiedzialność na europejskich sojuszników.
Lyubarsky zaznaczyła, że podejście wynikające z koncepcji „NATO 3.0” „nie jest całkowicie nowe w amerykańskiej polityce, wyjątkowe jest jednak tempo, w jakim obecna administracja chce przeprowadzić tę zmianę”.
Według niej ekipa Trumpa „niemal na pewno będzie w najbliższych latach ograniczać zarówno wydatki, jak i obecność wojskową USA w Europie”. Waszyngton zapowiedział już przegląd rozmieszczenia amerykańskich sił na kontynencie.
USA zapewniają Sojuszowi rozbudowaną architekturę bezpieczeństwa oraz zaawansowaną infrastrukturę wojskową, opartą na doświadczeniu zdobytym w wieloletnich operacjach bojowych. Żaden inny członek NATO nie dysponuje porównywalnym doświadczeniem operacyjnym
Jej zdaniem „w praktyce może to oznaczać, że utrzymanie infrastruktury finansowanej dotąd przez USA, takiej jak magazyny sprzętu wojskowego czy baza Aegis Ashore w Redzikowie, będzie w coraz większym stopniu spoczywać na państwach-gospodarzach”. Ekspertka zauważyła, że w tym przypadku również wielonarodowe grupy bojowe NATO rozmieszczone w Polsce i państwach bałtyckich wymagałyby większego zaangażowania europejskich sojuszników.
Lyubarsky podkreśliła, że ograniczenie obecności USA w Europie oznaczałoby utratę istotnego elementu odstraszania.
Rosja uważnie obserwuje pojawiające się podziały w Sojuszu. Mniejsze zaangażowanie USA może zachęcić Kreml do częstszego testowania NATO, a skutki najmocniej odczują państwa wschodniej flanki, które już są głównym celem rosyjskiej presji i agresji
Jak dodała, „Biały Dom wyraźnie sygnalizował również, że nie traktuje rosyjskiej agresji hybrydowej tak samo poważnie jak europejscy sojusznicy”. Oznacza to, że państwa takie jak Polska i kraje bałtyckie, będą musiały w większym stopniu samodzielnie reagować na sytuacje kryzysowe - podkreśliła. Jej zdaniem, w odpowiedzi na prawdopodobne nasilenie rosyjskich działań hybrydowych i prowokacji o charakterze taktycznym, europejscy sojusznicy będą musieli wypracować bardziej spójny system reagowania kryzysowego.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ akl/