Tragiczny pożar pubu w Bangkoku. Bilans ofiar śmiertelnych wzrósł do 32
Do 32 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych pożaru w barze muzycznym w Bangkoku - poinformowały w środę władze Tajlandii. Premier Anutin Charnvirakul zapowiedział kontrole lokali rozrywkowych w całym kraju, zarzucając ich właścicielom chęć maksymalizowania zysków kosztem bezpieczeństwa.
Władze potwierdziły w środę śmierć kolejnych dwóch osób, które po pożarze trafiły do szpitali. Ciała wszystkich ofiar zostały już zidentyfikowane, a część z nich przekazano rodzinom.
Liczba ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć
Liczba ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć. Jak podało rządowe Centrum Medyczne Erawan, w szpitalach wciąż przebywa 30 poszkodowanych osób, a 15 z nich jest w stanie krytycznym.
Pożar w barze Rong Beer Na Ladprao wybuchł tuż przed północą w niedzielę podczas koncertu na żywo. Przerażeni klienci uciekali w panice, gdy budynek błyskawicznie wypełnił się płomieniami i gęstym dymem. Wezwana na miejsce straż pożarna potrzebowała około pół godziny na opanowanie żywiołu.
Policja dotychczas przesłuchała 52 osoby w sprawie zdarzenia. Analizowane są nagrania z 16 kamer w klubie i sprzeczne zeznania dotyczące rzekomego zablokowania tylnych drzwi ewakuacyjnych. Większość ciał znaleziono w pozbawionych okien toaletach.
Eksperci oceniają, że do tragedii przyczyniły się łatwopalne materiały dźwiękoszczelne na scenie, które po spięciu w klimatyzatorze błyskawicznie zajęły się ogniem i zaczęły wydzielać toksyczny dym.
Szef rządu Tajlandii potępił postawę właścicieli lokali, podkreślając, że podobne katastrofy wynikają z „chciwości przedsiębiorców”, którzy z chęci zysku ignorują wymogi bezpieczeństwa. Zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami bar Rong Beer Na Ladprao działał jako lokal rozrywkowy, choć miał licencję jedynie na prowadzenie restauracji, co pozwalało mu omijać surowsze rygory budowlane i przeciwpożarowe.
Charnvirakul nakazał przeprowadzenie w ciągu 30 dni rygorystycznych, niezapowiedzianych kontroli we wszystkich lokalach rozrywkowych pod kątem bezpieczeństwa pożarowego.
Rodziny zmarłych skrytykowały wstępną ofertę rekompensaty od właścicieli lokalu w wysokości 10 tys. bahtów (ok. 300 dolarów). — To nie wystarczy nawet na pogrzeb. Musiałam wziąć pożyczkę, żeby zorganizować ceremonię dla mojej mamy – powiedziała agencji AP córka jednej z ofiar pożaru.
W trudnej sytuacji jest też kilku pracowników klubu, migrantów zarobkowych z Laosu. Jak zauważył portal Thai PBS, ocalali koledzy nie wiedzą, jak sfinansować transport ciała zmarłego w pożarze rodaka, a obywatel Laosu, który odniósł obrażenia w pożarze, nie jest w stanie zapłacić 200 tys. bahtów (ok. 600 dol.) za opiekę szpitalną.
Krzysztof Pawliszak (PAP)
krp/ akl/gn/