Trener Wisły Płock po meczu z Rakowem Częstochowa: wygraliśmy, mimo, że nie zagraliśmy jakoś super
Wisła Płock w 19. kolejce piłkarskiej ekstraklasy pokonała na własnym boisku Raków Częstochowa 2:1. - Cieszymy się, że zaczynamy od zwycięstwa, a dodam, że oprócz końcówki meczu, mieliśmy to spotkanie pod kontrolą – powiedział po pojedynku trener gospodarzy Mariusz Misiura.
Szkoleniowiec przyznał na konferencji, że cały mecz, w geście solidarności z zawodnikami, stał za linią boczną bez czapki. - Wczoraj rozmawiałem z zawodnikami czy gramy, czy nie gramy i obiecałem, że będę obserwował spotkanie bez szalika i czapki. Szczerze mówiąc były chwile, że czułem, że szczęka jest sztywna – powiedział Misiura.
I dodał, że drużyna cieszy się, że zaczęła 2026 rok od zwycięstwa. - Cieszymy się, że na tle jednej z najlepszych drużyn w Polsce wygraliśmy, mimo, że nie zagraliśmy jakoś super bardzo dobrze. Aczkolwiek mieliśmy sporo 100-procentowych sytuacji. Dobrze, że na tle takiego przeciwnika wygrywamy zasłużenie, bo wydaje mi się, że wynik powinien być dzisiaj dużo wyższy.
Świetna bramka
Misiura podkreślił, że spodziewali się takiej gry, jaką zaprezentowała drużyna Rakowa. - Wiedzieliśmy, że rywal zagra z dużą intensywnością, a my będziemy musieli szukać momentów, by przebić się przez obronę Rakowa. Dlatego ustawiłem Wiktora Nowaka i Damiana Sarapatę, by zniwelować tę ich broń. I to się udało. Bo jeśli otwierasz grę na swojej połowie, a siedmiu lub ośmiu piłkarzy próbuje odebrać ci piłkę, a ty i tak się przedzierasz, to jest to dobrze przemyślane i przećwiczone. Efektem tego była druga, świetna bramka.
Trener gości Łukasz Tomczyk, debiutujący w roli pierwszego trenera, nie krył rozczarowania z rezultatu. - Ja się odniosę do momentów, bo będzie lepiej tak skomentować, bo piłka nożna to momenty. Do straty bramki mieliśmy kluczowy moment i sytuację bramkową. Straciliśmy prostą bramkę ze stałego fragmentu gry. Później próbowaliśmy i to był znowu nasz moment. W drugiej połowie mieliśmy również swój moment, ale bez sytuacji. Później kolejny moment zmiany, później moment Wisły, sytuacja jedna i druga. Potem nasz moment bramka i na koniec również nasz moment, gdzie mogliśmy wyrównać na 2:2 ale nie wykorzystaliśmy tej sytuacji ze stałego fragmentu gry – podsumował spotkanie.
Dodał też, że było dużo momentów, kiedy jego drużyna pozwalała przeciwnikowi na odbudowę. - Mogliśmy więcej zaryzykować. Zabrakło nam czegoś ekstra, choć mieliśmy wejście, czy to bokiem, czy z dośrodkowania, bo wiadomo, że nie gra się prosto w takich warunkach i na takiej murawie, ale i tak wymagamy od siebie dużo.
Częstochowski szkoleniowiec dużo mówił na konferencji, że to jego debiut i były duże emocje. - A teraz jest smutek, że przegraliśmy, nie zdołaliśmy wywalczyć choćby punktu na trudnym boisku. Powinniśmy zagrać bardziej kombinacyjnie, poszukać dośrodkowania. O tym też rozmawialiśmy sobie w przerwie. (PAP)
marc/ sab/gn/