75. urodziny Robina Williamsa. Jazda na rowerze była dla niego formą medytacji
Gdy zakładał kask i ruszał na kalifornijskie podjazdy, hollywoodzki blichtr znikał. Samotne godziny w trasie, które kazał wpisywać do filmowych kontraktów, były dla niego ucieczką od presji sławy i szansą na wyciszenie pędzących myśli. Uważał, że kolarstwo to najbliższa lataniu rzecz, jakiej można doświadczyć. W dniu, gdy Robin Williams obchodziłby 75. urodziny, wielu będzie wspominać jego dorobek artystyczny, walkę z depresją czy poczucie humoru. Warto jednak przypomnieć to, co dawało mu najwięcej frajdy.
Rowerowa pasja Robina Williamsa
„Moją ulubioną rzeczą na świecie jest jazda na rowerze. Jeżdżę na szosówkach. Dla mnie to medytacja w ruchu” – stwierdził na portalu Reddit. Gdy z powodów bezpieczeństwa agenci zakazali mu tras górskich, Robin Williams zaprojektował sobie pętlę łączącą lokalne sklepy rowerowe, kawiarnie i księgarnie. „Przychodził, zamawiał części, a potem wracał i je odbierał. Mógł robić zakupy online albo wysłać asystenta, ale zawsze przychodził sam i czekał w kolejce, jak każdy inny” – wspominał w rozmowie z „The Hollywood Reporter” George Travin, mechanik rowerowy w Tam Bikes.
Na trasach wyróżniało go kilka elementów – barwne ubrania, wyjątkowe rowery, nierzadko robione na zamówienie i… bujne owłosienie, z czego sam wielokrotnie żartował.
„Możesz tu sobie spokojnie jeździć, nie czujesz się osaczony. Ludzie rzucają tylko: »Hej, co tam?«. A potem jadą z tobą kawałek dalej i kibicują. Albo komentują twój styl: »Podkręć tempo, futrzaku!«; »Chłopie, dlaczego nie ogoliłeś nóg?«. Cóż, pewnego dnia tego spróbuję, ale myślę, że to zajęłoby zbyt dużo czasu. Musiałbym mieć całą ekipę ogrodników, takich ludzi od zieleni, jak na stadionie Yankees” – żartował na jednym z nagrań zamieszczonych na platformie YouTube, na którym to wychwalał rowerowy potencjał San Francisco.
Ta miłość do dwóch kółek pchała go zresztą daleko poza granice hrabstwa Marin, pod San Francisco, gdzie mieszkał. Williams stał się stałym elementem krajobrazu Tour de France. Dopingował i wspierał zawodników, podziwiając ich tytaniczny wysiłek. Z wieloma sportowcami połączyła go autentyczna przyjaźń.
Imponująca kolekcja rowerów
Z czasem stał się też kolekcjonerem rowerów. W pewnym momencie Williams posiadał ponad 100 egzemplarzy. I to nie przypadkowych. W swojej „stajni” posiadał futurystyczny Zipp 2001, kultowe Pinarello czy Colnago. Robione na zamówienie ramy, piękne malowanie – były wyrazem jego miłości do kolarstwa. Jego chlubą były też jeżdżące dzieła sztuki od Włocha Daria Pegorettiego, który spawał stalowe ramy niczym rzeźbiarz, a potem pokrywał je ręcznie malowanymi grafikami.
W 2016 r., dwa lata po śmierci Williamsa, decyzją dzieci aktora, 87 rowerów z jego kolekcji trafiło na aukcję, z której dochód wsparł fundację Challenged Athletes Foundation – pomagającą niepełnosprawnym sportowcom, oraz organizację Christophera i Dany Reeve, która pomaga osobom z urazami rdzenia kręgowego. Zebrano wtedy ponad 600 tys. dolarów.
„Choć jaskrawy, obcisły spandex pozostanie jednym z bardziej żenujących strojów, w jakich przyszło nam oglądać tatę, gdy dorastaliśmy, to kolarstwo oraz ludzie, którym pomógł dzięki swojej miłości do tego sportu, zawsze będą mieć szczególne miejsce w naszych sercach” – wspominały z czułością dzieci aktora. Do nowych właścicieli rowerów skierowały też wyjątkową prośbę w duchu Williamsa: „Choć nie jest to wymagane, sugerujemy, aby wsiadając na nie, zakładać najbardziej krzykliwe, żywe, wzorzyste i obcisłe stroje kolarskie, jakie tylko istnieją. Podtrzymajcie tę tradycję”. (PAP Life)
Monika Dzwonnik
mdn/ag/