Anna Próchniak jako gwiazda francuskiego kabaretu. Aktorka opowiada o swoim nowym zagranicznym filmie
Od ponad 10 lat gra głównie w zagranicznych produkcjach. Teraz Anna Próchniak wystąpiła we francuskim filmie „Les Rayons et les Ombres” Xaviera Gianolliego, u boku Jeana Dujardina - laureata Oscara za rolę w "Artyście". "To było dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie, bo pierwszy raz w życiu miałam możliwość zagrać tancerkę. A tańczyłam od dzieciństwa i zawsze było to moim marzeniem" - powiedziała PAP Life aktorka.
Jej delikatna, trochę retro uroda sprawia, że często jest obsadzana w filmach kostiumowych, szczególnie tych osadzonych w latach II wojny światowej. Jedną z pierwszych ważnych ról Anny Próchniak była łączniczka Kama w „Mieście 44” (2014) Jana Komasy. Dwa lata później zadebiutowała na arenie międzynarodowej w „Niewinnych” Anne Fontaine. Od tamtej pory zagrała w wielu europejskich produkcjach. Szczególne znaczenie w jej dorobku ma miniserial „Tatuażysta z Auschwitz” (2024), w którym stworzyła kreację Gity, za którą była nominowana do szkockiej BAFTY.
Niedawno Anna Próchniak wystąpiła w wysokobudżetowej francuskiej produkcji „Les Rayons et les Ombres” w reżyserii Xaviera Gianolliego. Film, którego premiera odbyła się w drugiej połowie marca w Paryżu, inspirowany jest prawdziwą biografią Jeana Luchaire'a, znanego paryskiego dziennikarza, który z lewicowego pacyfisty stał się kolaborantem współpracującym z nazistami. W rolę Luchaire’a wcielił się Jean Dujardin, laureat Oscara za film „Artysta”. Na ekranie towarzyszy mu m.in. August Diehl (znany między innymi z filmów Terrence'a Malicka czy „Bękartów wojny” Quentina Tarantino), który gra ambasadora Trzeciej Rzeszy w Paryżu. Z Luchaire'em łączy go wieloletnia, skomplikowana relacja. Film opowiada także o córce Luchaire’a, Corinne (Nastya Golubeva) - młodziutkiej aktorce, której losy po wojnie stają się punktem wyjścia do refleksji nad odpowiedzialnością za decyzje rodziców. „Les Rayons et les Ombres” to wielowymiarowa historia, która pokazuje konsekwencje wyborów i skutki chodzenia na kompromisy. Kolaboracja Francuzów z nazistami była wcześniej tematem przełomowego dokumentu Marcela Ophülsa „Le Chagrin et la Pitié” z 1969 roku, czy takich filmów jak „Lacombe Lucien” (1974) Louisa Malle'a czy „Pan Klein” (1976) z Alainem Delonem. Ale to zagadnienie wraca i ciągle budzi ogromne emocje.
Aktorka o wyzwaniach w międzynarodowej karierze
W nowej produkcji polska aktorka wciela się w Lydię Rogers - gwiazdę francuskiego kabaretu, tancerkę. Postać, która skrywa wiele tajemnic. Nie wiadomo dokładnie, skąd pochodzi. - Lydia udaje że jest Amerykanką. Jaka jest prawda - nie wiemy. Jej postać inspirowana jest kilkoma prawdziwymi bohaterkami, między innymi muzą Mana Raya - Lydią, tancerka can-cana. To mocna inspiracja, ale nie jedyna. Nie było bowiem konkretnej biografii, do której mogłabym się odwoływać w pracy, tylko kilka różnych postaci, tropów, dzięki którym narodziła się Lydia Rogers. W filmie moja bohaterka zaprzyjaźnia się z Corinne Luchaire, córką Jeana. Nie chcę za dużo zdradzać, żeby można było samemu odkryć całą historię – mówi PAP Life Próchniak.
Rola, którą kreuje, jest drugoplanowa, ale bardzo ważna w tej historii. - To było dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie, bo pierwszy raz w życiu miałam możliwość zagrać tancerkę. A tańczyłam od dzieciństwa i zawsze było to moim marzeniem. Sprawiało mi ogromną przyjemność to, że podczas prób z tancerkami z „Le Plumettes” miałyśmy możliwość pracy nad rolą od strony fizycznej. Dla mnie było to niezwykle spełniające. Grałam po francusku, co było dużym wyzwaniem. Uczyłam się francuskiego przez trzy lata w liceum i wtedy mój francuski był na dobrym poziomie, jednak później nie kontynuowałam nauki. Ale te podstawy pomogły mi w pracy nad rolą Lydii – opowiada.
Próchniak wspomina, że nad scenariuszem pracowała z coachem językowym. - W trakcie pracy okazało się jednak, że reżyser bardzo mocno pracuje na improwizacji. Było to dla mnie dodatkowym wyzwaniem, żeby przełamać się i dać sobie możliwość improwizowania po francusku. W momencie, kiedy nie mówisz płynnie, jest to trudne. Ale kiedy masz przy sobie wsparcie w postaci coacha, okazuje się to możliwe. Jestem z siebie bardzo dumna, że mi się to udało. A sama postać i to, co zrobiliśmy na planie, okazało się na tyle ważne, że finalnie reżyser nie wyciął żadnej sceny ze mną. To dla mnie ważne. I bardzo się z tego cieszę.
Aktorka podkreśla, że doświadczenie pracy w produkcji o gigantycznym budżecie (ponad 30 milionów euro), z robiącą ogromne wrażenie scenografią i kostiumami z epoki i związane z tym kilkumiesięczne mieszkanie w Paryżu, było dla niej niezwykle inspirujące. - Pracowaliśmy w niezwykle pięknych lokacjach. W Paryżu i w jego okolicach, w różnych zamkach, często będących prywatnymi rezydencjami - opowiada Próchniak. Co ciekawe, do stolicy Francji przyjechała prosto z ponad czteromiesięcznego planu zdjęciowego w deszczowej Szkocji, gdzie grała w brytyjskim serialu "Sommerwater".
Udział w „Les Rayons et les Ombres” to dla Próchniak nie tylko kolejne, ważne doświadczenie aktorskie, ale też spotkania z fantastycznymi ludźmi. Niezwykle ciepło wspomina współpracę z Jean Dujardin, który zrobił na niej ogromne wrażenie. - We Francji w dalszym ciągu żywy jest kult gwiazd, obdarza się je dużą estymą. A on jest gwiazdą w najlepszym tego słowa znaczeniu, taką w duchu starego kina - jak z "Artysty". Dżentelmenem, wokół którego czuć niezwykłą aurę. Kiedy mieliśmy zdjęcia na zewnątrz, w obecności dużej ilości statystów, wyraźnie było widać, że jest traktowany przez wszystkich w bardzo szczególny sposób. I szanowany za swój elegancki styl bycia. W bezpośrednim kontakcie jest bardzo przyjazny, skromny, zabawny. Żartuje i rozmawia ze wszystkimi członkami ekipy. Nie alienuje się, ani nie wywyższa. Myślę, że właśnie w takim zachowaniu rozpoznaje się prawdziwą gwiazdę. Jest ogromnym profesjonalistą, bardzo taktownym i wspierającym – opisuje 53-letniego Francuza.
Aktorka wspomina moment, kiedy powiedziała mu, że francuski nie jest jej najmocniejszą stroną. - Odpowiedział, że bardzo dobrze mnie rozumie, bo kiedy grał w filmach amerykańskich po angielsku, czuł się podobnie. To było bardzo ludzkie, ciepłe – podkreśla.
Rola w „Les Rayons et les Ombres” to kolejny etap międzynarodowej kariery Próchniak. Na przestrzeni ostatnich lat stara się łączyć pracę w kraju z projektami zagranicznymi, współpracując z producentami z różnych części Europy oraz Wielkiej Brytanii. Jak zaznacza, kluczową rolę w rozwoju jej zagranicznej kariery odgrywa londyńska agencja, z którą związana jest od dziewięciu lat.
Proces castingu do najnowszej francuskiej produkcji był stosunkowo krótki. Reżyser znał wcześniejsze dokonania aktorki i zaprosił ją do przygotowania improwizowanego monologu w trzech językach – polskim, angielskim i francuskim. Po obejrzeniu nagrania zaprosił ją na spotkanie, a następnie zaproponował rolę.
"Les Rayons et les Ombres" miał we Francji bardzo dobre otwarcie. W najbliższych miesiącach ma trafić do dystrybucji w kolejnych krajach, także w Polsce. W przyszłości pojawi się również prawdopodobnie na platformie Netflix, która była jednym z producentów.
Próchniak podkreśla, że mimo rozwijającej się kariery międzynarodowej, pozostaje otwarta na projekty w kraju. Niedawno można było ją oglądać w filmie „Pojedynek” w reż. Łukasza Palkowskiego. A ostatnio zakończyła także pracę nad krótkometrażowym filmem, którego reżyserem jest Marcin Kempski. (PAP Life)
Autorka: Iza Komendołowicz
ikl/ ag/ ał/