O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Momoko Seto: „Dmuchawce” to „Indiana Jones” świata roślin [WYWIAD]

Chciałam stworzyć film przygodowy z nasionami w rolach głównych. One same w sobie są frapującymi bohaterami. „Dmuchawce” to „Indiana Jones” świata roślin – powiedziała PAP reżyserka Momoko Seto. Animacja, która zapewniła jej nagrodę FIPRESCI w Cannes – od piątku w polskich kinach.

Momoko Seto. Fot. Gabriel Hutchinson/Wikimedia Common/domena publiczna
Momoko Seto. Fot. Gabriel Hutchinson/Wikimedia Common/domena publiczna

„Dmuchawce” to animowana opowieść stworzona z myślą o miłośnikach natury. Obraz śledzi losy niezwykłej rodziny nasion dmuchawca. Dendelion, Baraban, Léonto i Taraxa zostali oddzieleni od rośliny matki wskutek eksplozji nuklearnej, która zniszczyła Ziemię. Ocaleni z katastrofy, podróżują w kosmosie. Tułając się między planetami, przeżywają kolejne przygody. Poznają nowych przyjaciół i niejednokrotnie narażają się na niebezpieczeństwa generowane przez żywioły. Poszukują miejsca, które stanie się ich domem.

PAP: Olga Tokarczuk w przemowie noblowskiej powiedziała, że „czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu”. Mam poczucie, że te słowa są bliskie twojemu podejściu do pracy. Czy uważasz, że kino – podobnie jak literatura – może być oparte na czułości wobec innych bytów?

Więcej

Susan Seidelman. Fot. PAP/ EPA/RICCARDO ANTIMIANI
Susan Seidelman. Fot. PAP/ EPA/RICCARDO ANTIMIANI

Susan Seidelman: feminizm miał ogromny wpływ na moje życie i filmy [WYWIAD]

Momoko Seto: Film jest wspaniałym narzędziem współodczuwania. Daje nam coś, czego nie wyniesiemy z lektury podręczników do biologii. Pozwala stać się innymi, podążać za nimi, oglądać świat czyimiś oczami. Wtedy czas płynie inaczej, ponieważ skala jest inna. Drzewa żyją pięciokrotnie dłużej niż ludzie. Ale wcale nie muszą to być drzewa – weźmy choćby najmniejszą roślinę, paproć, kijankę, ślimaka albo – tak jak w mojej animacji – nasiona. Każdy z tych żywych organizmów znajdziemy w naszym otoczeniu, a jednak na co dzień w ogóle o nich nie myślimy. Wspaniale, że dzięki narracji, emocjom, dźwiękom i ruchowi możemy przyjąć czyjąś perspektywę. Kiedy kończą się „Dmuchawce”, widzowie przyznają, że poczuli coś niezwykłego. Spostrzegli, że zupełnie inaczej patrzy się na świat z wysokości dwóch milimetrów nad poziomem ziemi. Realizacja tego obrazu była wyzwaniem. Cieszę się, że udało mi się skłonić publiczność do refleksji nad tym, jak traktujemy naturę.

PAP: Twoje obserwacje potwierdzają, że Japończycy szanują ją bardziej niż Europejczycy?

M.S.: Na pewno odmiennie podchodzimy do kwestii ochrony środowiska. W Europie istnieje obszerna spuścizna filozoficzna autorów, którzy uznali, że człowiek jest o wiele ważniejszy niż natura, że stoi na czele piramidy. Zgodnie z tą koncepcją panujemy nad środowiskiem i możemy dowolnie je kształtować – zabierać to, co wyrasta z ziemi, wycinać lasy. Japończycy raczej podporządkowują się naturze niż ją podbijają. Potrafią dostosować się do zmiennych warunków – tsunami, trzęsień ziemi, burz. Pracując nad filmem, pojechaliśmy na wyspę Yaku-shima, gdzie prawie ciągle pada deszcz. Ilekroć zaczyna lać, wszystko się zatrzymuje. Łodzie przestają kursować do portu. Po trzech dniach wszystkie półki w supermarketach są opróżnione, dlatego mieszkańcy uprawiają warzywa w ogródkach. W takim miejscu żyje się inaczej.

PAP: Jak sprawić, by widz współodczuwał z dmuchawcami choć nie zna ich języka?

Więcej

Robbie Ryan. Fot. PAP/Mikołaj Kuras
Robbie Ryan. Fot. PAP/Mikołaj Kuras

Robbie Ryan: praca autora zdjęć filmowych jest jak jazda rollercoasterem [WYWIAD]

M.S.: Chciałam stworzyć film przygodowy z nasionami w rolach głównych. One same w sobie są frapującymi bohaterami. Mają różne strategie zakorzenienia. „Dmuchawce” to „Indiana Jones” świata roślin. Umieściłam kamerę tuż nad ziemią, by publiczność mogła poczuć, jak to jest być nasionem przenoszącym się wraz z podmuchem wiatru. Bohaterowie mojego obrazu nie mają płci. Są drobnymi, delikatnymi kropkami, a jednak zawierają w sobie całe życie. Ujęło mnie, że te milimetrowe organizmy mogą rozprzestrzeniać się po świecie. Postanowiłam utrwalić je w formie filmowej, przypomnieć o ich istnieniu. Uważność na naturę zmienia nasze podejście do codzienności.

PAP: Sądzisz, że film pozbawiony tradycyjnych dialogów niesie silniejszy przekaz?

M.S.: Wierzę, że tak jest. „Dmuchawce” to kino zarówno dla wąskiej, jak i szerokiej publiczności – niszowe, a przy tym uniwersalne. Jako osoba posługująca się japońskim i francuskim dość długo miałam problemy z przełożeniem myśli z jednego języka na drugi. Może dlatego bardzo ważne były dla mnie filmy nieme. Oczywiście, moi bohaterowie nie są niemi. Mają własny system komunikacji, oparty na efektach dźwiękowych. Nie musimy wiedzieć, o czym rozmawiają, żeby poczuć to, co oni. Gesty i język ciała mówią więcej niż tysiąc słów. Uważam, że taka sztuka jest znacznie bardziej demokratyczna. Zrozumie ją każdy, niezależnie od tego, skąd pochodzi.

PAP: Cała twoja zawodowa aktywność kręci się wokół przyrody. Od dziecka interesowałaś się tym tematem?

M.S.: Urodziłam się w Tokio. Gdy byłam mała, przyjechałam z rodziną na francuską wieś. Nigdy wcześniej nie byłam w miejscu, w którym nie słychać warkotu samochodów. To miejsce wydawało mi się egzotyczne. Z ekscytacją oglądałam rośliny w ogrodzie. Ślimaki kojarzyły mi się z postaciami z „Gwiezdnych wojen”. Dziecięca wyobraźnia i zdolność do zachwytu otaczającym światem to cechy, które pozostały mi do dziś. Swego czasu pewna etnografka powiedziała mi, że piękno jej dziedziny polega na zainteresowaniu innymi. Nie chodzi o to, by nieustannie skupiać się na własnym „ja”, lecz skierować uwagę na zewnątrz. To pomaga nam zrozumieć samych siebie. Podoba mi się jej tok rozumowania. Kiedy zajmujemy się naturą, otwieramy oczy na różne rzeczy i za każdym razem dowiadujemy się o sobie czegoś nowego.

PAP: Ten film jest pokłosiem twojej fascynacji kinem science fiction?

Więcej

Jan Kounen. Fot. PAP/EPA/SIU WU
Jan Kounen. Fot. PAP/EPA/SIU WU

Jan Kounen: zależało mi, aby „Pomniejszony” angażował różne zmysły [WYWIAD]

M.S.: Można to tak ująć. Oglądając obrazy z tego nurtu, łapię się na myśli: wow, to wygląda naprawdę dziwnie. Ale przecież nie musimy lecieć na Marsa, żeby zobaczyć coś niezwykłego. Wystarczy, że rozejrzymy się wokół. Uważam, że znajomość otoczenia jest absolutnie kluczowa. Dzięki niej uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami planety. Stanowimy cząstkę większej całości. Aby istnieć, potrzebujemy innych organizmów. Ta optyka różni się od opowieści, do jakich przyzwyczaiły nas produkcje science fiction z lat 60. i 70. Wówczas dominowały idee podboju obcych lądów. Po wojnach światowych XX wieku ludzie przywykli do myśli, że konflikty zbrojne są nieodłącznym elementem rzeczywistości. Teraz już nie musimy niczego podbijać. Powinniśmy żyć razem. Wspólnota to nasza przyszłość. Taką narrację prezentuję w moim kinie.

PAP: Jak wspomniałaś, urodziłaś się i wychowałaś w Tokio. Studiowałaś we Francji, przez pewien czas mieszkałaś w San Francisco, jednak wróciłaś do Europy. „Dmuchawce” są metaforą twojego życia?

M.S.: Tak, to bardzo osobisty film. Życie każdego z nas jest podróżą. Przenosimy się ze wsi do miasta, z małego miasteczka do stolicy. Różne czynniki decydują o tym, że postanawiamy osiąść w danym miejscu. Dla jednego będzie to miłość albo praca, dla drugiego – przyjaciele, klimat, kuchnia. Ja też miałam powody, by zostać we Francji. Kiedy pisałam scenariusz, zastanawiałam się, gdzie powinny zakorzenić się nasiona dmuchawca. Na jakiej glebie? Ziemia jest bardzo zanieczyszczona, nadmiernie eksploatowana. Bohaterowie mojego filmu trafiają do różnych miejsc. Niektóre z nich są przeludnione, nieprzyjazne. Musi minąć sporo czasu, zanim odnajdzie się swoją oazę. W moim wypadku też tak było. Zdarzały się trudne chwile, czułam się samotna. Musiałam się z tym zmierzyć, by znaleźć własną drogę.

PAP: Długo trwało, zanim osiadłaś w Paryżu i poczułaś się tu jak w domu?

M.S.: Mniej więcej 25 lat. Tylko gdzie tak naprawdę jest mój dom?

Rozmawiała Daria Porycka

Momoko Seto (ur. 1980 r. w Tokio) jest reżyserką i artystką wizualną. Ukończyła École Supérieure des Beaux-Arts w Marsylii oraz Le Fresnoy – Studio national des arts contemporains. Początkowo realizowała filmy dla Centre national de la recherche scientifique (CNRS) w Paryżu. W 2021 r. otrzymała wyróżnienie przyznawane twórcom filmów naukowych CNRS Crystal. Równolegle pracowała nad serią czterech obrazów krótkometrażowych „Planet”. Jeden z nich „Planet ∑” doceniono w 2015 r. podczas festiwalu filmowego w Berlinie. Z kolei pełnometrażowy debiut fabularny „Dmuchawce” zapewnił twórczyni Fondation Gan pour le Cinéma oraz nagrodę FIPRESCI w towarzyszącej festiwalowi canneńskiemu sekcji La Semaine de la Critique.

Od piątku „Dmuchawce” można oglądać w polskich kinach. Dystrybutorem obrazu jest Best Film. (PAP)

dap/ wj/ kgr/

Zobacz także

  • Mario Adorf. Fot. PAP/EPA/ANDREAS GEBERT
    Mario Adorf. Fot. PAP/EPA/ANDREAS GEBERT

    Zmarł Mario Adorf, aktor znany z roli w „Blaszanym bębenku”

  • Timothee Chalamet. Fot. Instagram/dunemovie
    Timothee Chalamet. Fot. Instagram/dunemovie

    Pokazano pierwsze zdjęcia Timothee Chalameta i i Zendayi z trzeciej części „Diuny”

  • Twórcy filmu "Jedna bitwa po drugiej". Fot. PAP/EPA/CHRIS TORRES
    Twórcy filmu "Jedna bitwa po drugiej". Fot. PAP/EPA/CHRIS TORRES

    „Jedna bitwa po drugiej” Paula Thomasa Andersona triumfuje na tegorocznych Oscarach

  • Chris Lavis, Maciek Szczerbowski. Fot. PAP/ EPA/JILL CONNELLY
    Chris Lavis, Maciek Szczerbowski. Fot. PAP/ EPA/JILL CONNELLY

    "Dziewczyna, która płakała perłami" wyróżniona! Maciek Szczerbowski i Chris Lavis z Oscarem

Serwisy ogólnodostępne PAP