Bez konsensusu ws. kolejnego pakietu sankcji. Szef MSZ o szczegółach
Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że poniedziałkowe posiedzenie unijnych ministrów spraw zagranicznych w Brukseli nie przyniosło konsensusu w sprawie 20. pakietu sankcji na Rosję z powodu blokady ze strony Węgier.
Jak podkreślił szef polskiej dyplomacji, „szantaż Węgier” wobec Ukrainy spotkał się z niezadowoleniem większości unijnych ministrów spraw zagranicznych, który zaapelowali do Budapesztu, by odstąpił od blokowania sankcji. Nowe restrykcje miały zostać przyjęte we wtorek, 24 lutego, w czwartą rocznicę pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę.
Węgry blokują sankcje
Węgierskie władze jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia w Brukseli zapowiedziały, że będą blokować zarówno unijną pożyczkę dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro, jak i 20. pakiet sankcji, dopóki Kijów nie wznowi tranzytu rosyjskiej ropy ropociągiem Przyjaźń. Rurociąg został uszkodzony pod koniec stycznia w wyniku rosyjskich ataków.
Sikorski przypomniał, że Węgry stosują szantaż nie po raz pierwszy - stosowały go już w przypadku Europejskiego Funduszu Pokojowego (chodzi o zwroty na rzecz krajów, które na początku wojny wysłały sprzęt do Ukrainy - PAP) i w sprawie uruchomienia pierwszego klastra negocjacyjnego w rozmowach akcesyjnych UE z Ukrainą.
Zapytany o możliwość zorganizowania w najbliższym czasie szczytu przywódców Ukrainy i Rosji, co sugerował specjalny wysłannik USA Steve Witkoff, Sikorski powiedział, że nie jest „zwolennikiem nieprzygotowanych szczytów”.
- Mieliśmy już szczyt na Alasce (z udziałem przywódców USA i Rosji - PAP), który nie przyniósł postępów. Szczyty powinny przypieczętować wynik negocjacji (...) na niższych szczeblach. A moim zdaniem stanowiska negocjacyjne Rosji i Ukrainy są jeszcze daleko od siebie - powiedział szef MSZ. Dodał, że wolałby mniej spektakularnych szczytów, a więcej wywierania nacisku na agresora.
Reprezentanci UE w negocjacjach pokojowych
Sikorski powiedział też, że wielokrotnie podkreślał, że negocjacje pokojowe nie powinny się odbywać bez udziału Europy. Na pytanie, kogo z UE widziałby przy stole rozmów, minister ocenił, że odpowiedź jest dość oczywista, bo skoro w traktatach państwa członkowskie zobowiązały się do prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej, to muszą umożliwić przedstawicielom UE reprezentować Unię jako całość. W tej sytuacji na szczeblu ministrów Unię powinna reprezentować szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, a na szczeblu szefów rządów i głów państw - przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa.
- Jeżeli poszczególne państwa będą coś uzgadniały, a potem bokiem próbowały dochodzić do czegoś na płaszczyźnie dwustronnej, to nie możemy się dziwić, że głos Europy jest osłabiony. Ja chciałbym, żeby głos Unii był skuteczny, bo to służy także naszym interesom, tak handlowym, jak i w dziedzinie bezpieczeństwa - ocenił minister.
Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)
jowi/ akl/ mhr/ ppa/