Brytyjskie media przed półfinałem z Argentyną: mecz z podtekstami
Brytyjskie media przed meczem Anglii z Argentyną w półfinale mistrzostw świata dużo piszą o historii, ale przede wszystkim o historii futbolu. Zauważają z kolei, że dla rywali istotna jest historia polityczna. Na boisku spodziewają się zaciętej walki, w której ekipa „Trzech Lwów” może zwyciężyć.
„Czas na rewanż” - taki tytuł wybił na głównej stronie sekcji sportowej „Daily Mail”.
„Oto moment, by przejść do historii, po »ręce Boga« Maradony (golu strzelonym ręką podczas mundialu w 1986 – przyp. PAP) i czerwonej kartce Beckhama w 1998 roku" - zaznaczono.
Argentyna na razie bez błysku
Gazeta podkreśliła, że angielska reprezentacja tylko trzykrotnie dotarła do półfinału MŚ, gdy odbywały się w innym kraju.
„To mecz ich życia. I naszego także” - napisał wysłannik dziennika, który ocenił, że "to najważniejsze spotkanie reprezentacji od sześciu dekad".
Zdaniem wielu komentatorów Argentyna nie olśniewa w turnieju za oceanem, a ekipa angielska, trenowana przez Thomasa Tuchela, ma w środę duże szanse.
„Anglia ma narzędzia i trenera dające szanse, by wygrać. Jeśli spokój i chłodne głowy zwyciężą" - ocenia komentator „Timesa”.
Jak dodano, nieprzypadkowo niemiecki selekcjoner próbuje studzić atmosferę.
„Przed poprzednimi meczami starał się swoimi wypowiedziami podgrzewać atmosferę i dodawać drużynie energii; tym razem najwyraźniej zależy mu na tym, by tonować nastroje” - podkreślono.
A jest co tonować, bo – jak napisał „Guardian” - spotkanie ma dodatkowe smaczki, szczególnie dla kibiców z Ameryki Południowej.
„Dla Anglików nie chodzi już o wojnę o Falklandy. A Argentyńczycy? Konflikt wciąż tkwi w ich pamięci, która przekazana została ustnie piłkarzom i trenerowi. Nie da się od niej uciec w mediach tradycyjnych i portalach społecznościowych” - zaznaczyła gazeta.
Chodzi o wojnę z 1982 roku o Falklandy czy też - jak nazywają ją Argentyńczycy - o Malwiny. Siły argentyńskie przypuściły szturm na odległe terytorium zamorskie, a po ponad dwóch miesiącach zostały odepchnięte przez brytyjską armię.
Kto drugim finalistą?
„Independent” ocenił, że w drużynie argentyńskiej panuje syndrom oblężonej twierdzy, który często pojawia się podczas wielkich turniejów. Tym razem jednak natężenie emocji jest większe.
„Ci, którzy są teraz w Argentynie mówią, że spora część kraju dostała na punkcie meczu histerii” - wspomniał dziennik.
„Argentyna jest na tym mundialu drużyną najlepiej przygotowaną do walki. Nawet jeśli rywale przechytrzą ją taktycznie albo po prostu grają lepiej, a zdarzało się to już kilka razy, to wszyscy wiedzą, że potrafi sprowadzić mecz do walki, do próby charakterów” - nadmienił dziennik.
"Choć na logikę Anglia ma w składzie więcej klasowych graczy, to wszystko wskazuje, że czeka nas gorące spotkanie, podczas którego reguły logiki ulegną tymczasowemu zawieszeniu" - podsumowano.
Mecz Anglii z broniącą tytułu Argentyną w środę o godz. 21 czasu polskiego.
Z Londynu - Adam Dąbrowski (PAP)
ada/ pp/ ppa/