Kibice Argentyny z pewnymi ograniczeniami. Ekspertka: Malwiny to część tożsamości narodowej
Kibice Argentyny mają zakaz wnoszenia na środowy mecz półfinałowy piłkarskich mistrzostw świata z Anglią flag z odniesieniami do wojny z 1982 roku o archipelag Falklandy-Malwiny. - Malwiny to część tożsamości narodowej Argentyńczyków - uważa latynoamerykanistka Magdalena Lisińska.
W obawie o ewentualne zamieszki kibice Argentyny mają - zgodnie z decyzją FIFA - zakaz wnoszenia na stadion w Atlancie flag i banerów z hasłami odnoszącymi się do wojny o wyspy Falklandy-Malwiny, którą w 1982 roku Argentyńczycy przegrali z Brytyjczykami.
Przy okazji tego spotkania odżyła bowiem sprawa argentyńskich roszczeń do archipelagu, nazywanego w Argentynie Malwinami (hiszp. Islas Malvinas), a w Wielkiej Brytanii - Falklandami.
Obecnie, leżące 480 km od wybrzeża Argentyny atlantyckie wyspy falklandzkie, są częścią zamorskiego terytorium Wielkiej Brytanii. Wprawdzie w kwietniu 1982, na rozkaz władz w Buenos Aires argentyńskie wojska zajęły na krótko archipelag, ale w wyniku natychmiastowej interwencji zbrojnej Brytyjczyków wrócił on do Zjednoczonego Królestwa.
W opinii latynoamerykanistki z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Magdaleny Lisińskiej, którą PAP poprosiła o przypomnienie źródeł brytyjsko-argentyńskiego sporu o te wyspy, odzyskanie archipelagu jest w powszechnym przekonaniu Argentyńczyków niezałatwioną sprawą i „niezagojoną raną”.
Malwiny jako terytorium utracone, które kiedyś powinno wrócić do Argentyny, jest częścią tożsamości narodowej Argentyńczyków.
Przekonanie o przynależności Malwinów do Argentyny jest jej zdaniem w społeczeństwie argentyńskim bardzo żywe, dlatego nie zdziwiły ją flagi z napisem „Malwiny są argentyńskie”, które pojawiły się w Atlancie jeszcze na długo przed półfinałem mundialu.
W mistrzostwach świata nie zabrakło także innych odniesień do argentyńsko-brytyjskiej wojny sprzed dekad. Argentyńscy piłkarze, po zwycięstwie nad Egiptem w 1/8 finału, zostali sfilmowani w trakcie śpiewania piosenki nawiązującej do sporu o Malwiny. – Po prostu nie da się być Argentyńczykiem bez emocjonalnego przywiązania do archipelagu – podkreśliła Lisińska.
Zapytana o korzenie brytyjsko-argentyńskiego konfliktu, oceniła, że sięgają one czasów odkryć geograficznych. Przypomniała, że ten atlantycki archipelag nie był nigdy zamieszkany przez rdzenną ludność, dlatego jego przynależność państwowa zależała od tego, kto pierwszy go skolonizował. Argentyńczycy uważają dziś, że pierwsi byli Hiszpanie, jednak prawa do odkrycia Falklandów roszczą sobie także Anglicy.
Problem polegał na tym, że wyspy były kolonizowane jednocześnie przez kilka państw i w XVIII wieku zachodnią stronę archipelagu zajęła Wielka Brytania, a wschodnią najpierw Francja, a później Hiszpania.
Argentyńsko-brytyjski spór o archipelag
Hiszpanie dążyli jednak do przejęcia kontroli nad całym archipelagiem i udało się im to pod koniec XVIII wieku, kiedy Brytyjczycy byli zajęci wojną o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
Brytyjczycy nie upomnieli się o wyspy, kiedy w 1816 roku Argentyna ogłosiła niepodległość. Podpisali z nią traktat o handlu i uznali jej suwerenność.
Sytuacja zmieniła się - według Lisińskiej - w 1833 roku, kiedy Brytyjczycy przypomnieli sobie o wyspach i usunęli argentyńskich zarządców, rozpoczynając kolonizację archipelagu i zasiedlając go swoją ludnością napływową.
– To dlatego mieszkańcy Falklandów nie mają dziś de facto żadnych związków z Ameryką Południową i w referendum z 2013 roku opowiedzieli się za pozostaniem przy Wielkiej Brytanii – podkreśliła.
Po zajęciu wysp przez Brytyjczyków Argentyńczykom pozostały – jak zauważyła latynoamerykanistka – bezskuteczne protesty dyplomatyczne. Jednak z upływem czasu, sprawa archipelagu przestała być, według niej, jedynie sporem dyplomatycznym toczonym przez urzędników i stała się sprawą ogólnonarodową.
Zapytana o bezpośrednią przyczynę wybuchu wojny z Wielką Brytanią, Lisińska wskazała na okres rządów wojskowej junty w Argentynie, która na początku lat 80., po krwawym rozprawieniu się z lewicową partyzantką, zaczęła się zastanawiać, jak uzasadnić utrzymywanie się przy władzy. To wtedy narodził się pomysł zbrojnego odebrania archipelagu.
Jak przypomniała, w Wielkiej Brytanii rządziła wówczas Partia Konserwatywna na czele z premier Margaret Thatcher, która cieszyła się coraz mniejszym poparciem. Argentyńscy wojskowi zdecydowali się - według ekspertki - wykorzystać tę sytuację i odebrać Brytyjczykom Malwiny.
– Nie byli przygotowani na wojnę, ale liczyli, że postawiona przed faktem dokonanym Wielka Brytania nie odpowie militarnie i zasiądzie do negocjacji – zaznaczyła.
Stało się inaczej. Po tym, jak 2 kwietnia 1982 Argentyńczycy zajęli Malwiny, wywołując euforię społeczeństwa, Wielka Brytania zareagowała zbrojnie i wojna została szybko przez Argentynę przegrana.
W opinii ekspertki Argentyńczycy cały czas próbują jednak działać i odzyskać archipelag. Zdołali dotychczas osiągnąć jedynie tyle, że na forum międzynarodowym sprawa jest określana jako spór o charakterze kolonialnym, a ONZ nawołuje obie strony do negocjacji.
Problem Argentyńczyków polega na tym, że nie da się nic zrobić do momentu, kiedy Wielka Brytania, która jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, sama nie zrezygnuje z archipelagu.
Brytyjczycy zaś skutecznie powołują się na to, że mieszkańcy Falklandów nie chcą żadnej zmiany, więc nie można ich siłą usuwać z własnego dominium.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ pp/ grg/