Drugi dzień szczytu w Brukseli. Głównym tematem nowy europejski budżet
W piątek przed południem w Brukseli rozpoczął się drugi dzień obrad Rady Europejskiej. Głównym tematem będzie debata o przyszłym unijnym budżecie, którego propozycja już teraz wywołuje głębokie podziały między państwami członkowskimi.
Unijny budżet będzie jednym z najtrudniejszych tematów najbliższych miesięcy. Dla Polski jest on szczególnie ważny, bo dotyczy tego, ile miliardów z unijnej kasy trafi do kraju w kolejnej perspektywie budżetowej w latach 2028-2034.
Punktem wyjścia w debacie unijnych przywódców w piątek będzie propozycja kompromisu, którą w zeszłym tygodniu zaprezentował sprawujący prezydencję w Radzie UE Cypr. Jednak jeszcze zanim szefowie państw i rządów zasiedli do stołu negocjacyjnego, było wiadomo, że dla wielu stolic cypryjska propozycja jest nie do przyjęcia. Zasygnalizowały to już Niemcy, Holandia, Dania i Finlandia, które chcą dalszych cięć w budżecie.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział w piątek, że obecna propozycja budżetowa jest „abstrakcyjnie wysoka”.
Liczby muszą zostać obniżone. Trzeba przedstawić nową propozycję. A potem musimy porozmawiać o strukturze dochodów i wydatków, ponieważ możemy wydać tylko tyle pieniędzy, ile faktycznie mamy
Merz podkreślił też, że Berlin nie zgodzi się na nowy unijny dług.
Wraz z nową perspektywą budżetową Unia Europejska zacznie spłacać dług zaciągnięty na fundusz odbudowy, utworzony w trakcie pandemii COVID-19 instrument, z którego finansowane są Krajowe Plany Odbudowy. Spłata ma stanowić 8 proc. całości unijnych wydatków planowanych w kolejnej „siedmiolatce”.
Na drugim biegunie są tzw. przyjaciele polityki spójności, a więc kraje opowiadające się za utrzymaniem na wysokim poziomie wydatków na rozwój regionów. Opowiadają się za tym kraje Europy Środkowo-Wschodniej naszego regionu, ale też Włochy, Hiszpania i Portugalia.
Premier Czech Andrej Babisz jeszcze przed przyjazdem do Brukseli zapowiadał, że projekt nowego unijnego budżetu jest dla Pragi nie do przyjęcia. W piątek przed szczytem przyznał, że choć dokument negocjacyjny został nieco poprawiony, Czechy nadal nie są zadowolone. Babisz podkreślił, że nie spodziewa się przełomu w dyskusjach w piątek. – Główna bitwa (o budżet - PAP) zostanie stoczona w listopadzie. Nie spodziewam się, że teraz zapadną jakiekolwiek decyzje – powiedział.
Premier Łotwy Andris Kulbergs domagał się, by w kolejnej puli unijnego budżetu zabezpieczyć środki dla krajów i regionów położonych przy wschodniej granicy UE. – Musimy zwrócić szczególną uwagę na obszary najbardziej dotknięte problemami. Nie możemy pozwolić, by ludzie opuszczali ten obszar z powodów geopolitycznych, bo to osłabia nasze granice – powiedział.
Kompromis w sprawie nowego budżetu ma przygotować Irlandia, która 1 lipca obejmie prezydencję w Radzie UE. Premier Micheal Martin powiedział w piątek, że wyzwaniem będzie pogodzenie ze sobą sprzecznych żądań. - Sednem sprawy jest to, że niektórzy uważają, że budżet jest za wysoki, mimo że Cypryjczycy w pewnym stopniu ograniczyli go w ramach negocjacji - zaznaczył.
- Wiemy, że na wschodniej flance (Unii) istnieje znaczna presja wynikająca z egzystencjalnego strachu przed zagrożeniem ze strony Rosji, a co za tym idzie, konieczności inwestowania w obronę - zwrócił uwagę Martin.
Cypryjska prezydencja zaproponowała redukcję budżetu o 2 proc. w stosunku do propozycji wyjściowej. Komisja Europejska zaproponowała w lipcu 2025 r., by nowy budżet wyniósł 1,76 bln euro w cenach z 2025 r. (1,98 bln euro w cenach bieżących). Miałby to być największy budżet w historii UE, ale po uwzględnieniu inflacji jego udział w unijnym dochodzie narodowym brutto (DNB) wzrósłby tylko z 1,1 do 1,26 proc. Cypryjska propozycja opiewa na sumę 1,73 bln euro w cenach z 2025 r. (1,95 bln euro w cenach bieżących), co daje 1,23 proc. unijnego DNB.(PAP)
mce/ jowi/ luo/ akl/ sma/