Eksperci: to nie czas na zmianę konstytucji
Polaryzacja sprawia, że każda poważna inicjatywa ustrojowa zostaje odczytana jako element bieżącej walki politycznej – uważa konstytucjonalista Ryszard Balicki. Również według politolożki Renaty Mieńkowskiej-Norkiene zmiana konstytucji jest rzeczą niepotrzebną, a nawet szkodliwą w warunkach ostrej polaryzacji.
- Gdyby konstytucyjny zwyczaj był przestrzegany, gdybyśmy mieli praworządność, dyskusji o konstytucji by nie było - mówiła ekspertka PAP.
Prezydent Karol Nawrocki podczas uroczystości 3 maja zaproponował, by rozpocząć pracę nad zmianą konstytucji. Przyznał, że obecna konstytucja z 1997 roku była „potrzebnym momentem kompromisu w czasach transformacji ustrojowej”, natomiast - jak dodał - obecnie „zmieniło się wszystko na świecie”. - Trzeba zmodernizować konstytucję z 1997 roku albo ją zmienić - podkreślił prezydent.
Karol Nawrocki powołał też Radę Nowej Konstytucji, akty powołania otrzymali pierwsi jej członkowie. - Zaczynamy pracę nad konstytucją nowej generacji roku 2030 - mówił. Dodał, że wysłał już zaproszenia do wszystkich klubów i kół parlamentarnych do uczestnictwa w Radzie. Jak dodał, „tak dalej być nie może, że władza w Polsce rozkłada się na dwa ośrodki”. Zastrzegł, że nie odpowie dziś, czy system powinien być premierowski, czy prezydencki. Zdaniem Nawrockiego Polska jest jednak dzisiaj w „momencie konstytucyjnym”.
Uroczystości 3 maja były także w przeszłości okazją do zgłaszania inicjatyw dotyczących konstytucji. W 2017 roku prezydent Andrzej Duda zaproponował, aby w 2018 roku - czyli w roku stulecia odzyskania niepodległości - odbyło się referendum konstytucyjne. Jak mówił, w referendum „naród polski powinien się wypowiedzieć co do przyszłości ustrojowej swojego państwa”, m.in. jaka powinna być rola prezydenta, Sejmu i Senatu.
Inicjatywa nie została podjęta przez siły polityczne. Dystansowała się od tego pomysłu nie tylko ówczesna opozycja, ale i ugrupowanie rządzące, z którego wywodził się prezydent Duda, czyli PiS. Przedstawiciele PiS przyznawali w nieoficjalnych rozmowach, że pomysł Dudy nie został z nimi wcześniej skonsultowany.
Komentatorzy przyznają, że podobny los może spotkać obecną inicjatywę prezydenta Nawrockiego, który zapowiedział prace nad nową konstytucją już w orędziu wygłoszonym przed Zgromadzeniem Narodowym po zaprzysiężeniu.
Najważniejszym problemem może okazać się parlamentarna arytmetyka, ponieważ zmiany w konstytucji wymagają w Sejmie większości 2/3 głosów, której obecnie nie posiada żadna siła polityczna. Ponadto - jak zauważył we wpisie na Facebooku konstytucjonalista Ryszard Balicki - obecna polaryzacja sprawia, że – wbrew opinii prezydenta – nie ma dziś „momentu konstytucyjnego”, który umożliwiłby osiągnięcie szerszego konsensusu w sprawie zmian w konstytucji.
„Problem polega jednak na tym, że potrzeba rozmowy o Konstytucji nie oznacza jeszcze istnienia warunków do jej uchwalenia. Konstytucja nie jest (i nie może być) programem politycznym ani manifestem jednego obozu. Jest aktem założycielskim wspólnoty politycznej. Dlatego wymaga nie tylko sprawności organizacyjnej i powołania kolejnego gremium doradczego, lecz przede wszystkim minimum zaufania, gotowości do samoograniczenia i przekonania, że ustawa zasadnicza ma wiązać także tych, którzy w danym momencie sprawują władzę. Tego warunku dzisiaj w Polsce nie widać” - podkreślił Balicki.
Jego zdaniem, „nie ma szerokiego porozumienia co do diagnozy państwa, wspólnego języka opisu kryzysu instytucjonalnego, ani zgody co do legitymacji niektórych organów”. „Jest natomiast głęboka polaryzacja, która sprawia, że każda poważna inicjatywa ustrojowa zostaje natychmiast odczytana nie jako próba urządzenia państwa na przyszłość, lecz jako element bieżącej walki politycznej” - zaznaczył ekspert.
Podobnie uważa politolożka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z UW. - Żeby można było mówić o momencie konstytucyjnym, musi być jakiś konsensus wokół konieczności zmiany konstytucji albo jej niedomagań. W tej chwili debata nie koncentruje się wokół tego, że są jakieś problemy konstytucyjne, tylko odbywa się raczej wokół tego, że niektóre instytucje w państwie konstytucji po prostu nie przestrzegają - zaznaczyła w rozmowie z PAP ekspertka. - Gdyby konstytucyjny zwyczaj był przestrzegany, gdybyśmy mieli praworządność, dyskusji o konstytucji by nie było - dodała.
Według Mieńkowskiej-Norkiene problem nie leży też w braku adekwatności zapisów konstytucji do współczesnych czasów. Jak zwróciła uwagę, w Belgii jest np. konstytucja z 1830 r. - Polska konstytucja jest relatywnie nowa, była mowa o tym, że ona jest na czas określony i być może trzeba ją będzie zrewidować. Ale do takich rzeczy, w tak młodych demokracjach potrzebujemy momentu konstytucyjnego, a tego momentu w tej chwili nie ma - podkreśliła.
Zmiana konstytucji jest rzeczą niepotrzebną, a nawet szkodliwą w warunkach tak ostrej polaryzacji. Polaryzacja powoduje bowiem, że pomysły zmiany konstytucji będą raczej instrumentalną próba legitymizowania naruszeń konstytucji.
Czy jednak polska konstytucja nie powinna stworzyć bardziej spójnego systemu ustrojowego, który minimalizowałby spory kompetencyjne, na co zwracał uwagę prezydent? Jeśli miałby być to ustrój parlamentarno-gabinetowy, czy prezydent nie powinien być wybierany przez Zgromadzenie Narodowe? A jeżeli jest wybierany w wyborach powszechnych, czy nie powinien powstać ustrój prezydencki?
Mieńkowska-Norkienie przyznała, że rzeczywiście „lepszym pomysłem w polskich warunkach byłoby, gdyby prezydent pochodził z wyboru parlamentarnego”. To bardziej pasowałoby do zapisów obecnej konstytucji, w myśl której obowiązuje ustrój parlamentarno-gabinetowy. Jednak połączenie ustroju parlamentarno-gabinetowego z powszechnymi wyborami prezydenckimi też występuje w kilku państwach, np. na Litwie czy w Czechach i państwa te funkcjonują - zwróciła uwagę.
Bez momentu konstytucyjnego, gdzie większość społeczeństwa widzi potrzebę zmiany konstytucji, nie należy nic robić. Manipulowanie przy zmianie konstytucji, w warunkach silnej polaryzacji, platform społecznościowych, algorytmizacji, tego, że funkcjonujemy w erze postprawdy, jest proszeniem się o solidne ustrojowe kłopoty.
Problem ze znalezieniem większości konstytucyjnej
Znalezienie większości konstytucyjnej zawsze było politycznym problemem. Uchwalenie obecnej konstytucji w 1997 roku było możliwe m.in. dlatego, że w Sejmie II kadencji (1993-97) dominowały dwa grupowania rządzące - SLD i PSL, zaś zabrakło w nim formacji prawicowych. Te bowiem, startując z różnych list, nie przekroczyły progu wyborczego w 1993 roku. Brak prawicy ułatwił kompromis między ugrupowaniami rządzącymi, a parlamentarną opozycją, reprezentowaną wtedy głównie przez Unię Wolności. To polityk UW Tadeusz Mazowiecki był np. współautorem preambuły do konstytucji.
Prawica, zwłaszcza powstała wtedy Akcja Wyborcza Solidarność, krytykowała uchwaloną konstytucję jako przyjętą przez parlament niereprezentatywny dla całego społeczeństwa. Jednak w referendum przeprowadzonym 25 maja 1997 roku minimalna większość biorących udział poparła ustawę zasadniczą (choć przy frekwencji 42 proc.).
Od 1997 tylko dwukrotnie udało się znaleźć wystarczającą większość, by konstytucję znowelizować. W 2006 roku wpisano do niej artykuł związany z członkostwem w UE i umożliwiający stosowanie w Polsce Europejskiego Nakazu Aresztowania, zaś w 2009 r. wpisano zakaz kandydowania do Sejmu osób prawomocnie skazanych za przestępstwo umyślne. (PAP)
pś/ bst/ par/ grg/