Eksperci: Pomoc Iranowi nie leży obecnie w interesie Chin i Rosji
Dla Rosji priorytetem jest kontynuacja rozmów pokojowych z udziałem Ameryki, a Chiny liczą na to, że dogadają się z USA w sprawie podziału wpływów na Indo-Pacyfiku, dlatego Moskwa i Pekin nie pomagają bombardowanemu Iranowi – ocenili dla PAP eksperci.
Po dwóch dniach od rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi, Federacja Rosyjska i Chiny, sojusznicy Iranu z nieformalnego, antyzachodniego bloku państw CRINK (z ang. China, Russia, Iran, North Korea) ograniczyły swoją reakcję do retoryki: potępień i wezwań do negocjacji. Władimir Putin złożył także kondolencje prezydentowi Iranu Masudowi Pezeszkianowi w związku ze zgładzeniem najwyższego przywódcy ajatollaha Alego Chameneia.
– Uderzające, że w tej depeszy kondolencyjnej Putin nie pisze, kto jest winien. Nie chce pewnie zrażać sobie prezydenta Trumpa, bo Rosjanie wiele przełkną, żeby zakończyć wojnę z Ukrainą na swoich warunkach – ocenił dr Witold Rodkiewicz, główny specjalista w Zespole Rosyjskim Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) i podkreślił, że Kreml nie pomoże Iranowi.
W opinii eksperta Rosja stoi przed poważnym dylematem. Z jednej strony wciąż łudzi się, że dzięki Trumpowi zawrze na korzystnych warunkach pokój z Ukrainą, ale równocześnie zaczyna podejrzewać, że Amerykanie mają „sprytną strategię neutralizowania” wpływów Kremla i po kolei uderzają w reżimy z nim zaprzyjaźnione, przy jego kompletnej bezsilności. Stąd według Rodkiewicza nie dziwią takie publikacje jak poniedziałkowy tekst na portalu rządowej Rossijskiej Gazety Fiodora Łukianowa, przewodniczącego Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej, który sugeruje, że nawet zakończenie wojny z Ukrainą nie będzie oznaczało poprawy relacji z Amerykanami.
Z kolei według prof. Romana Baeckera z Uniwersytetu Mikołaj Kopernika w Toruniu pojawiają się pierwsze sygnały, że nastawienie rosyjskiej machiny propagandowej do prezydenta Trumpa i jego ruchu MAGA (Make America Great Again) może się zacząć zmieniać z „pozytywnego na negatywne”.
Aleksander Dugin uznawany przez wielu komentatorów za ideologa Putina, napisał w reakcji na amerykański atak bombowy na Iran, że MAGA jest „martwa” i hasło „America First” z którym Trump szedł do wyborów, to „stracona szansa”.
A jak zauważył Baecker, jeszcze niedawno, na krótko przed agresją Rosji na Ukrainę, Dugin w swojej antyliberalnej książce-manifeście („The Great Awakening vs the Great Reset”) zaliczył Trumpa i MAGA do pozytywnych ruchów w Ameryce opartych na wartościach moralnych.
– Takie delikatne sygnały mogą oznaczać powolną zmianę propagandy rosyjskiej wobec Trumpa, choć to nie jest jeszcze wyraźny proces. W ciągu najbliższych kilku dni będziemy wiedzieli, czy ten sygnał okaże się rzeczywistą linią propagandową Kremla – ocenił Baecker.
Na razie, jak przekonywał Rodkiewicz, Rosjanie są jednak tak bardzo zaangażowani w zakończeniu po swojej myśli negocjacji pokojowych, że postawili wszystko na jedną kartę.
– Dlatego w ich oficjalnych reakcjach nie ma najmniejszej zapowiedzi jakichś konkretnych działań na rzecz Iranu. A przecież Teheran bardzo im pomógł wysyłając na ukraiński front drony – zauważył Rodkiewicz.
Irański reżim nie może także liczyć na wsparcie Chin, mimo że Iran jest nie tylko politycznym sojusznikiem Pekinu, ale dostarcza Państwu Środka około 9 proc. całkowitego zużycia ropy tego kraju. W 2025 roku Chiny i Iran zawarły także tajny pakt „ropa za broń” i w ramach tej współpracy, Teheran miał otrzymać od Chin systemy obrony przeciwlotniczej.
Według Marcina Przychodniaka, analityka ds. Chin w PISM, Pekin ograniczył się jednak na razie do aktywności dyplomatycznej, czyli dokładnie tak jak w styczniu br., kiedy Amerykanie uprowadzili przywódcę Wenezueli Nicolasa Maduro. Chińczycy powtarzają, że są za pokojem i za suwerennością Iranu i że będą robić wszystko, żeby rozpoczęły się negocjacje.
– Za tą retoryką nie pójdą raczej żadne, gwałtowne działania, które zmieniłyby sytuację w regionie. Tym bardziej, że zbliża się wizyta Donalda Trumpa w Pekinie, a Chińczycy nadal uważają, że Stany Zjednoczone są gotowe, żeby rozmawiać na temat stref wpływów w regionie Indo-Pacyfiku i współpracy – podkreślił w rozmowie z PAP Przychodniak. W opinii eksperta, Pekin nawet po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran jest przekonany, że pomimo „nieprzewidywalności prezydenta Trumpa” uda się jakoś dogadać z Waszyngtonem.
– Myślę, że nawet gdyby się spełnił najbardziej radykalny scenariusz, czyli zmiana reżimu w Iranie i powstanie po upadku republiki islamskiej nowego państwa, Chińczycy to jakoś przełkną – ocenił Przychodniak. Jego zdaniem Pekin pogodziłby się z tą sytuacją podobnie jak w przypadku utraty strategicznego partnera w Syrii Baszara al-Asada w 2024 roku.
Jak zauważył w swojej analizie na łamach dziennika „Telegraph” korespondent wojenny Adam Blomfield, Trump może na razie „smakować zwycięstwo”, podczas gdy Moskwa i Pekin „bezradnie stoją z boku”. Zwrócił jednak uwagę, że Rosja i Chiny będą czekać na potknięcia amerykańskiego prezydenta. Jeśli wojna się przedłuży, wyższe ceny ropy naftowej przyniosą korzyści machinie wojennej Putina. Na szali leży także według Blomfielda wiarygodność prezydenta Trumpa. Jego zdaniem, jeśli zaniepokojone państwa Zatoki Perskiej staną się celem ciągłych ataków ze strony Iranu i będą naciskać na Waszyngton, żeby zakończyć wojnę, dominacja USA na Bliskim Wschodzie może się załamać.
Także Baecker podkreślił, że wprawdzie scenariusz, w którym Iran zostanie całkowicie rozbrojony i reżim padnie byłby ciosem dla Rosji, ale możliwy jest także inny rozwój wydarzeń „bardzo optymistyczny zarówno dla Rosji jak i Chin”.
– Może się zdarzyć, że irański reżim wszystko przetrwa, a wojna będzie się przedłużać. Na razie Iran najwyraźniej nie chce się poddać, a to oznacza, że po prostu te pierwotne kalkulacje, że pierwszy atak izraelsko-amerykański zniszczy całkowicie zdolności bojowe Iranu okazały się nietrafne – zauważył ekspert i dodał, że w interesie Zachodu leży szybkie zakończenie tej wojny, bo inaczej jej rezultaty będą „katastrofalne dla USA”.
W Teheranie są mechanizmy mające zapewnić ciągłość władzy i ograniczyć ryzyko destabilizacji państwa w razie śmierci Chameneia. Zgodnie z konstytucją zarządzanie państwem do czasu wyboru następcy przejęła tymczasowa rada przywódcza. W jej skład wchodzą trzy osoby. Pierwszą z nich jest prezydent Iranu Masud Pezeszkian. W irańskim ustroju prezydent nie jest jednak głową państwa. Funkcję tę sprawuje najwyższy przywódca, a prezydent odpowiada za bieżące zarządzanie pracą rządu. Od momentu wyboru Pezeszkian był łagodniejszą, bardziej umiarkowaną twarzą władzy musi jednak współpracować z dwoma przedstawicielami establishmentu uznawanymi za twardogłowych.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ bst/ pś/ ktl/ grg/