Ekspert OSW: Kijów pomaga USA i państwom arabskim, bo chce pokazać, że nie jest tylko odbiorcą wsparcia
Kijów oferuje pomoc USA i państwom arabskim, chcąc pokazać, że nie jest wyłącznie odbiorcą wsparcia – powiedział PAP ekspert OSW Jacek Tarociński. Dodał, że Ukraina liczy także na dostęp do pocisków Patriot, których w ciągu kilku dni walk w Zatoce wystrzelono więcej niż przez cztery lata wojny w Ukrainie.
W tym tygodniu na internetowych kontach monitorujących sytuację militarną w oparciu o otwarte źródła (OSINT) pojawiły się zdjęcia i zapisy z transponderów, z których wynika, że w Jasionce kilkakrotnie lądował katarski wojskowy transportowiec C-17 Globemaster oraz jedna taka maszyna należąca do sił powietrznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zdaniem ekspertów może to mieć związek z deklaracją Kijowa, że pomoże chronić niebo nad krajami regionu Zatoki Perskiej przed irańskimi dronami.
W ubiegłym tygodniu „Financial Times” donosił, że ZEA złożyły ofertę zakupu 5 tys. dronów przechwytujących ukraińskiego producenta TAF Industries. Katar wyraził chęć zakupu 2 tys. takich aparatów bezzałogowych. Ich pozyskaniem zainteresowany był również Kuwejt.
Ochrona amerykańskich baz w Jordanii
W opublikowanym we wtorek w „New York Times” wywiadzie Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że na prośbę Waszyngtonu Ukraina udostępni zespoły specjalistów i drony przechwytujące do ochrony amerykańskich baz w Jordanii. W środę Zełenski oświadczył, że Kijów wysłał trzy grupy ekspertów wojskowych na Bliski Wschód. „W tym tygodniu wszystkie trzy zespoły będą w trzech różnych krajach: Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej” – poinformował ukraiński prezydent.
Jak podkreślił Jacek Tarociński, analityk w Zespole Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich, wciąż nie ma pewności, co z Rzeszowa poleciało na Bliski Wschód.
– Kursy odbyły się z włączonymi transponderami, a nasi spotterzy zrobili i opublikowali liczne zdjęcia z ich postoju w Jasionce. Tym niemniej nie wiemy, czy odebrały jakiś ładunek, czy tylko ludzi. Pamiętajmy, że jeśli Ukraina udostępnia swoich specjalistów, to trzeba ich jakoś dowieźć do Zatoki Perskiej, a w obecnej sytuacji najprościej jest wysłać po nich samolot transportowy – zastrzegł.
Dodał, że maszyny mogły też przewozić systemy antydronowe niezbędne do celów szkoleniowych.
Analityk: dla Ukrainy to dobra polityczna okazja, by pokazać się na arenie międzynarodowej
Rozmówca PAP ocenił, że dla Ukrainy to dobra polityczna okazja, by pokazać się na arenie międzynarodowej nie tylko jako państwo biorące, lecz także jako takie, które ma coś do zaoferowania. – Tę politykę równoważenia narracji różnych grup nacisku, według których Ukraina tylko bierze i wciąż prosi o więcej, Kijów realizuje od dłuższego czasu. Przykładem jest centrum kompetencyjne w Bydgoszczy, w którym ukraińscy żołnierze dzielą się ze stroną natowską doświadczeniami z ukraińskiego pola walki – wskazał.
Jak podkreślił, konflikt na Bliskim Wschodzie daje Kijowowi sposobność, żeby zaoferować coś nie tylko państwom Zatoki Perskiej, ale też Stanom Zjednoczonym, których infrastruktura na Bliskim Wschodzie jest rażona przez Iran.
Tarociński przypomniał, że na Ukrainie obowiązuje memorandum na eksport ukraińskiego uzbrojenia, ponieważ jest ono potrzebne do odpierania agresji Rosjan. Dlatego, jak wskazał, tamtejszym firmom zbrojeniowym tak zależy na utworzeniu filii w Polsce, państwach bałtyckich, Niemczech czy Danii. W ten sposób chcą obejść memorandum i eksportować swoje produkty poza Ukrainę. – Natomiast jeśli ukraińskie siły zbrojne i prezydent Zełenski podejmą decyzję, żeby te antydrony przekazać państwom arabskim czy USA, będzie to możliwe – dodał.
Brak pocisków PAC-3 MSE
Oprócz korzyści finansowych i wizerunkowych Kijów może próbować poprawić ochronę własnego nieba. Jak wskazał rozmówca PAP, największą bolączką Ukraińców jest obecnie brak pocisków PAC-3 MSE. – Jak twierdzi strona ukraińska, przez cztery lata inwazji otrzymała ich mniej niż zostało wystrzelane przez USA i państwa Zatoki Perskiej w pierwszych dniach konfliktu w tym rejonie – podkreślił.
Ich produkcja wciąż jest rozwijana i została zwiększona z ok. 450 do 620 sztuk rocznie. Pentagon porozumiał się z ich wytwórcą, koncernem Lockheed Martin, że produkcja w ciągu siedmiu lat zostanie zwiększona do 2 tys. sztuk rocznie. Pomimo to, zdaniem analityka, obecnie ich zasoby są jednak mocno wyeksploatowane i Ukraina zapewne liczy na jakiś barter.
Aby zobrazować, jak bardzo Ukraina potrzebuje tych rakiet, Tarociński przypomniał o inicjatywie niemieckiego ministra obrony Borisa Pistoriusa, który zadeklarował, że przekaże Ukrainie pięć tych pocisków, jeśli pozostałe kraje europejskie udostępnią kolejne 30. – Spiegiel donosił, że inicjatywa ta się powiodła. Ale jedna wyrzutnia do Patriota przenosi takich pocisków 12, a w baterii jest od czterech do siedmiu wyrzutni, więc to śmieszne liczby – podsumował ekspert.
Jak podaje amerykański Departament Wojny, koszt jednej rakiety PAC-3 MSE to – w zależności od kontraktu – 4-4,2 mln dol. do nawet 7 mln dol. (PAP)
gru/ bst/ ktl/