Ekspert: Polska stoi przed kryzysem wodnym, potrzebne są pilne decyzje i retencja zamiast betonu
Polska już dziś mierzy się z deficytem wody, który w najbliższych latach może ograniczyć rozwój gospodarczy i zwiększyć ryzyko kryzysów – ocenił w rozmowie z PAP Kamil Kulesza z WWF. Kluczowe znaczenie ma retencja oraz odejście od polityki szybkiego odprowadzania wody.
Polska stoi w obliczu narastającego kryzysu wodnego, który – jak wskazują eksperci – już dziś wpływa zarówno na bezpieczeństwo energetyczne, jak i sytuację gospodarczą oraz społeczną. Problem ten był jednym z tematów Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
– To temat, który już nas dotyka i będzie dotykał coraz bardziej w codziennym życiu – powiedział w Studiu PAP w Katowicach Kamil Kulesza, specjalista WWF Polska.
Ekspert przypomniał, że w ostatnich dekadach Polska doświadczała zarówno ekstremalnych susz, jak i powodzi, a skala strat rośnie. Jak wskazał, susza generuje rocznie koszty rzędu 3–11 mld zł, szczególnie dotykając sektor rolniczy, podczas gdy brak wody może prowadzić także do zakłóceń w dostawach energii, czego przykładem był kryzys zasilania w 2015 roku. – Powtarzamy te same błędy, nie wyciągając wniosków z wcześniejszych doświadczeń, takich jak powódź z 1997 roku czy jej konsekwencje widoczne również w 2024 roku – zaznaczył.
Zdaniem Kuleszy kluczową barierą nie jest brak technologii czy wiedzy, lecz brak decyzji politycznych, które wymagałyby długofalowego myślenia wykraczającego poza cykl wyborczy. – Rozwiązania są znane, ale wymagają odwagi i uwzględnienia głosu ekspertów, a nie tylko działań nastawionych na szybki efekt – powiedział.
Ekspert zwrócił uwagę, że dotychczasowa polityka wodna w Polsce opierała się w dużej mierze na szybkim odprowadzaniu wody, co w warunkach zmian klimatu pogłębia problem jej niedoboru. – Przez dekady robiliśmy wszystko, żeby woda jak najszybciej spłynęła, zamiast ją zatrzymywać – wskazał, podkreślając znaczenie retencji jako podstawowego kierunku działań.
Jak wyjaśnił, retencja powinna być realizowana zarówno na poziomie systemowym, jak i lokalnym – od inwestycji infrastrukturalnych po działania indywidualne, takie jak gromadzenie deszczówki czy ograniczanie powierzchni nieprzepuszczalnych.
W kontekście rozwoju nowych technologii, w tym centrów danych i sztucznej inteligencji, Kulesza zwrócił uwagę na rosnące zapotrzebowanie na wodę, szczególnie w procesach chłodzenia. – Jedno centrum danych może zużywać tyle wody, co kilkudziesięciotysięczne miasto – zaznaczył, dodając, że brak stabilnych źródeł wody może stać się barierą dla inwestycji w Polsce. Choć istnieją rozwiązania umożliwiające ponowne wykorzystanie wody, jak np. w Szwecji, gdzie ciepło z centrów danych służy do ogrzewania budynków, to – jak ocenił ekspert – mają one charakter punktowy i nie rozwiązują problemu w skali systemowej.
Kulesza podkreślił również znaczenie tzw. rozwiązań opartych na naturze, wskazując na przykład gminy Wołów, gdzie odsunięcie wałów przeciwpowodziowych i przywrócenie naturalnych terenów zalewowych pozwoliło ograniczyć skutki powodzi w 2024 roku. – Oddanie przestrzeni rzece obniżyło falę powodziową o około 50 cm i zapobiegło zalaniu gminy – powiedział. Jako modelowy przykład skutecznej retencji wskazał także mokradła w dolinie Biebrzy, które działają jak naturalna „gąbka” – magazynują wodę w okresach nadmiaru i oddają ją w czasie suszy.
Ekspert odniósł się również do kontrowersji wokół działalności bobrów, podkreślając, że choć ich aktywność może powodować lokalne straty, to pełnią one ważną funkcję w zatrzymywaniu wody w krajobrazie. – To naturalny mechanizm retencji, który może wspierać gospodarkę wodną – wskazał.
Zdaniem Kuleszy kluczowe jest jednak znalezienie kompromisu między interesami rolników, a potrzebą zwiększania retencji, zwłaszcza w kontekście prognoz spadku plonów nawet o 20 proc. w ciągu najbliższych dekad.
Ekspert podkreślił, że Polska stoi dziś przed wyborem: kontynuować dotychczasowe podejście lub wdrożyć systemowe zmiany oparte na współpracy różnych sektorów. – Musimy zacząć ze sobą rozmawiać i podejmować decyzje w oparciu o wiedzę, a nie krótkoterminowe kalkulacje – zaznaczył.
Jak dodał, proces ten nie polega już na powrocie do przeszłości, lecz na adaptacji do nowych warunków klimatycznych. – Jesteśmy w stanie się dostosować, ale musimy chcieć – podsumował. (PAP)
mt/ mir/ mark/ kj/ kgr/