Film „Wielka Warszawska” - przyspieszony kurs Tomasza Kota i Marcina Bosaka z wyścigów konnych [WIDEO]
Z wyścigami i „Wielką Warszawską” mam podobnie jak ze „Skazanym na bluesa”. Czyli wcześniej nie słuchałem Dżemu, ani w ogóle tego rodzaju muzyki. Ale w trakcie kręcenia filmu poznałem ją i polubiłem. Wcześniej nigdy nie byłem na służewieckim torze, a pracując przy „Wielkiej Warszawskiej”, poznałem świat wyścigów i oczywiście się zakochałem – opowiada Tomasz Kot, grający rolę właściciela koni w produkcji, która w piątek zadebiutuje w kinach.
Wyścigi, marzenia i brudne interesy początku transformacji
„Wielka Warszawska” przenosi nas do pierwszych lat transformacji ustrojowej. W świat dżokejów, trenerów koni, biznesmenów i gangsterów, którzy kręcą się wokół Toru Wyścigów Konnych na Służewcu. Głównym bohaterem jest Krzysiek Salomon (Tomasz Ziętek), młody dżokej marzący o wygranej w Wielkiej Warszawskiej, najważniejszej gonitwie w Polsce. Naiwnie wierzy, że wygra najlepszy. Dopiero po pewnym czasie przekonuje się, że w tym środowisku jest mnóstwo korupcji i nieczystych zagrywek, a gonitwy to siatka zależności, potężnych interesów i manipulowania wynikami.
W filmie oglądamy Warszawę początku lat 90. - z budkami telefonicznymi, Ikarusami czy klubami go-go. Pokazany został m.in. kultowy Bazar Różyckiego, gdzie można było kupić wszystko, także broń. Bohaterowie noszą ubrania, które wówczas były modne: za duże garnitury, skórzane kurtki, pstrokate koszule, szerokie spodnie ściśnięte paskiem, kreszowe dresy.
Tomasz Kot: wspomnienia z planu i epoki
- Już sama obecność na planie, gdzie człowiek jest otoczony tymi rekwizytami, samochodami z epoki i kostiumami, natychmiast przywołuje wspomnienia. Dziś wszyscy młodzi ludzie zachwycają się tamtym stylem, którym myśmy się nie zachwycali, bo to była trochę taka zbieranina – mówi PAP Life Tomasz Kot, który w „Wielkiej Warszawskiej” wciela się w rolę właściciela koni, Marka Lewandowskiego.
- Mój bohater ma wielką szansę na bycie złotym dzieckiem transformacji. W tamtych czasach, jak ktoś był obrotny, odważny i odpowiednio kreatywny, to miał szansę się urządzić, chociaż oczywiście nie wszyscy tego dokonali. Trochę było tak, że kto pierwszy, ten lepszy. Nagle upadła komuna i otworzyły się nowe możliwości. Lewandowski był w odpowiednim wieku, żeby korzystać na transformacji – podkreśla Kot.
Transformacja widziana oczami nastolatka
Dodaje, że prywatnie patrzy na tamte czasy trochę z innej perspektywy. - Byłem wtedy bardzo młody. Z punktu widzenia trzynastolatka, czternastolatka, który obserwował dorosłych, tamte czasy nie kojarzyły się z krainą mlekiem i miodem płynącą. To było trochę straszne, kiedy nagle ludzie stracili pracę, w ciągu paru miesięcy chleb kosztował pięć milionów złotych.
Czy zanim dołączył do projektu, świat wyścigów konnych był mu bliski? - Z wyścigami i „Wielką Warszawską” mam podobnie jak ze „Skazanym na bluesa”. Czyli wcześniej nie słuchałem Dżemu, ani w ogóle tego rodzaju muzyki. Ale w trakcie kręcenia filmu poznałem ją i polubiłem. Wcześniej nigdy nie byłem na służewieckim torze, a pracując przy „Wielkiej Warszawskiej”, poznałem świat wyścigów i oczywiście się zakochałem. Kiedyś ten tor kojarzył mi się tylko z długim murem, który widziałem, jadąc Puławską na Ursynów. Kiedy znalazłem się na planie, byłem bardzo ciekawy tej przestrzeni. Nie miałem pojęcia, że to jest tak rozległy teren w centrum miasta. Opowiadano mi, że tam była cała infrastruktura. To był jakby zamknięty obieg gospodarczy - naprawdę imponujące – mówi Kot.
Gangsterska strona wyścigów
Środowisko gangsterskie w „Wielkiej Warszawskiej” reprezentuje m.in. Marcin Bosak, który wciela się w rolę mafiosa Waldka Basiora. - W „Wielkiej Warszawskiej” gram dość podłego typa. Nie wzbudza sympatii, ale mam nadzieję, że chociaż wzbudzi zainteresowanie – mówi Bosak PAP Life.
Aktor zdradza, że lubi jazdę konno, ale nigdy nie miał ciągot do jakiegokolwiek hazardu. - Kompletnie mnie to ominęło, pierwszy raz poszedłem na wyścigi na studiach, żeby się zorientować, jak to wygląda. A drugi raz, w trakcie realizacji zdjęć do filmu, kiedy dyrekcja toru zaprosiła nas, żebyśmy sobie się zorientować, jak to wygląda. To jest wspaniały obiekt modernistyczny, zbudowany w latach 30. ubiegłego wieku. Wszystkie zabudowania, stajnie, tor ćwiczebny, o którym mało kto wie, tor reprezentacyjny. To jest bardzo ciekawe miejsce - opowiada.
Moda lat 90. i budowanie postaci
Bosak, podobnie jak Kot, podkreśla ogromne zaangażowanie scenografów i kostiumografów, którzy fantastycznie odtworzyli realia lat 90. - Budowanie postaci to jest też współpraca aktora z działem charakteryzacji i z kostiumami. Jeżeli to wszystko jest spójne, to mamy postać, której wierzymy i która nas za sobą ciągnie. Ostatnio wraca moda lat 90. Jest to niezły miks, można np. do dresów założyć skórę i mokasyny. Dziewczyny od kostiumów w „Wielkiej Warszawskiej” wykonały świetną robotę, a ja mówiłem im o swoich pomysłach. Jest tam także moja inspiracja Michaelem Jacksonem, czyli mokasyny i biała skarpeta do spodni z kantem – zdradza.
W „Wielkiej Warszawskiej”, obok Tomasza Ziętka, Tomasza Kota i Marcina Bosaka, zobaczymy m.in. Mary Pawłowską (debiut na dużym ekranie), Agnieszkę Żulewską, Ireneusza Czopa, Tomasza Sapryka i Andrzeja Konopkę.
Reżyserem i współscenarzystą filmu jest Bartłomiej Ignaciuk. Pierwsza wersja scenariusza „Wielkiej Warszawskiej” powstała w latach 80. i jej autorem był Jan Purzycki, legendarny scenarzysta „Wielkiego Szu” i „Piłkarskiego pokera”.
„Wielka Warszawska” wchodzi do kin 23 stycznia.
Autorka: Iza Komendołowicz
ikl/ag/ep/