Grażyna Szapołowska i Jan Frycz w „Królu dopalaczy”. „To moment, by pomagać młodszym” [WIDEO]
Nieczęsto się zdarza, żeby w filmach debiutantów grali bardzo znani aktorzy. Zaś w "Królu dopalaczy", który jest debiutem reżyserskim, scenariuszowym i producenckim Pata Howla i Katarzyny Samsel, wystąpiły ikony polskiego kina – Grażyna Szapołowska i Jan Frycz. "Wydaje mi się, że jestem w takim momencie, kiedy powinnam pomagać już młodszym ludziom w debiutach" – mówi PAP Life Grażyna Szapołowska.
- Miałem świadomość, że udział w projekcie o tak kontrowersyjnym tytule, w szczególności u debiutanta, niesie dla uznanych aktorów pewnego rodzaju zagrożenie, bo nie wiedzą, co z tej historii powstanie – przyznaje w rozmowie z PAP Life Pat Howl. - Na początku wszyscy mówili: „Absolutnie nie ma na to szans”, ale okazało się to możliwe. Zdecydowaliśmy się zwrócić się do Grażyny Szapołowskiej i Jana Frycza dopiero w momencie, kiedy już mieliśmy nagranych ileś scen i mogli zobaczyć próbkę, w jaką stronę to pójdzie. I wtedy to już poszło bardzo prosto. Właściwie w ciągu dwóch godzin Grażyna Szapołowska odpowiedziała nam: „tak”. W przypadku Jana Frycza, wymagało to dłuższego spotkania, ale też się zgodził wziąć udział. I oboje zagrali fenomenalnie.
„Król dopalaczy” to inspirowany prawdziwymi wydarzeniami dramat sensacyjny o powstaniu i upadku biznesu opartego na sprzedaży dopalaczy. Nie jest to jednak historia o uzależnieniu od narkotyków, choć ten wątek jest ważny. To raczej opowieść o pragnieniu bycia kimś, które sprawia, że przekracza się kolejne granice, aż do kompletnego zatracenia. Filmowy król dopalaczy, Dawid (w tej roli Tomasz Włosok) jest chłopakiem z normalnej rodziny. Po śmierci ojca odziedzicza po nim zadłużoną piekarnię. Mając na utrzymaniu matkę i młodszą siostrę, desperacko szuka sposobu, żeby spłacić gigantyczne długi. Przypomina sobie o dopalaczowym biznesie, z którym zetknął się, pracując w czasie wakacji za granicą. Handel dopalaczami przynosi ogromne zyski, a główny bohater zatraca się w świecie łatwego zysku oraz ryzykownych emocji. Główny bohater zaczyna czuć się kimś ważnym i pożądanym, wpływowym.
Grażyna Szapołowska, którą w ostatnich latach rzadko mamy szansę oglądać na ekranie, mówi PAP Life, że bardzo spodobał jej się scenariusz. – A po drugie, dowiedziałam się, że jest to debiut reżyserski i producencki. I to mnie zachęciło. Wydaje mi się, że jestem w takim momencie, kiedy powinnam pomagać już młodszym ludziom w debiutach - stwierdza.
W „Królu dopalaczy” Szapołowska wciela się w matkę Dawida, głównego bohatera. Jej filmowy mąż latami oddawał niesprzedany chleb do domów dziecka. Po jego śmierci rodzina musi z powodu tej darowizny zapłacić gigantyczny podatek. - Faktycznie był taki okres w Polsce, kiedy za oddany potrzebującym stary chleb naliczane były ogromne podatki. Jakiś kompletny nonsens. Potem kolejny nonsens, że można było zażywać dopalacze, które były dozwolone, a przecież były to środki narkotyczne. I bardzo długo trwało, zanim to zlikwidowano. „Król dopalaczy” to jest trochę pastisz na ten temat. To jest też pastisz na polityków, którzy są kompletnie niezaradni, na urzędy - komentuje aktorka.
Szapołowska pojawia się w filmie w kilku scenach, ale jej rola jest bardzo istotna. To właśnie przed nią Dawid chce ukryć problemy finansowe. Dlaczego to robi? - Może dlatego, że boi się, że kiedy matka się dowie, może zejść na zawał, tak jak ojciec? A może chce jej udowodnić, że pomimo braku środków finansowych będzie kimś i zabezpieczy rodzinę? Tutaj jest wiele wątków. Wydaje mi się, że można zrobić z tej historii jeszcze trzy inne filmy – zastanawia się.
Fabuła „Króla dopalaczy” skłoniła też Szapołowską do refleksji na temat uzależnienia od narkotyków. - Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy biorą narkotyki, a zdaję sobie sprawę, że to jest ogromny problem. To jest uzależnienie, z którym walka często bywa skazana na porażkę. Rodzice takich dzieciaków – bo często są to bardzo młodzi ludzie - nie potrafią sobie z tym poradzić. Są domy dla narkomanów, są psycholodzy, którzy pracują z nimi i też nie dają sobie z tym rady. Dlaczego ludzie biorą? Czy to jest chęć uśmierzenia wewnętrznego bólu, który wynika z niedowartościowania albo z braku rodziny, braku zrozumienia czy z chęci zaimponowania? To wszystko jest bardzo smutne – snuje rozważania.
Jan Frycz gra w „Królu dopalaczy” Gewera, gangstera starej daty, bezwzględnego, inteligentnego. Postać niemal metafizyczną, uosobienie zła. - To jest szubrawiec, który korzysta na tym, że ktoś jest w potrzebie. Obrzydliwa postać. Ale to jest w nim ciekawe, że on sam był kiedyś unieszczęśliwiony. I wydaje mi się, że kieruje nim pewnego rodzaju myślenie, że skoro ja cierpię, to będę przyczyną cierpień innych, co wcale nierzadko się zdarza – mówi PAP Life Jan Frycz.
Aktor zdradza, że jednym z powodów, dla których zdecydował się zagrać w „Królu dopalaczy”, była obsada, a zwłaszcza Tomasz Włosok w głównej roli. Podkreśla także, że historia, która opowiada ten film, jest niezwykle uniwersalna.
- Często się tak zdarza w życiu, że jeden nierozważny krok zmienia całkowicie nasze życie. Czy to będzie alkohol, czy jakaś zła decyzja. W filmie widzimy, że nagle z normalnego chłopaka robi się jakiś potwór, który wcześniej w ogóle nie miał żadnych predyspozycji do tego. Przecież to był naprawdę fajny gość. Okazuje się, że konsekwencje jednego wyboru determinują potem nasze życie. To jest ciekawe. „Król dopalaczy” chyba jest też o tym, że musimy świadomie podejmować decyzje, zwłaszcza dzisiaj. Wydaje się, że moje pokolenie mogło sobie bardziej "pobaraszkować" po życiu. Mogłem sobie wybierać. A dzisiaj już młody człowiek musi wiedzieć, co chce i musi brać pełną odpowiedzialność za to, na co się decyduje – zauważa Frycz.
W "Królu dopalaczy" zobaczymy również m.in. Vanessę Aleksander, Łukasza Simlata, Rafała Maćkowiaka i Katarzyną Gałązkę. Współscenarzystką i współproducentką filmu, obok Pata Howla, jest Katarzyna Samsel.
„Król dopalaczy” trafił do kin 13 marca. (PAP Life)
Autorka: Iza Komendołowicz
ikl/ag/ep/