Francuskie media o Le Pen: idzie na wybory zgodnie ze swą wiarą w „szczęśliwą gwiazdę”
„Le Monde”, komentując decyzję Marine Le Pen, by kandydować w wyborach prezydenckich we Francji mimo wyroku skazującego w sądzie apelacyjnym i podejmując ryzyko zgłoszenia skargi kasacyjnej, ocenia, że wpisuje się to w mit „feniksa” skrajnej prawicy. Według dziennika Le Pen często polegała na swojej „szczęśliwej gwieździe”.
„Przywódczyni skrajnej prawicy, ponownie skazana za »sprzeniewierzenie środków publicznych« skorzystała z największej pobłażliwości sędziów drugiej instancji, przy ograniczeniu nakazu ubiegania się o funkcje publiczne do ścisłego minimum, by potwierdzić (...) swą kandydaturę w wyborach prezydenckich w 2027 roku. Nieważne, że po drodze jest niepewna skarga kasacyjna, którą ona sama w lutym br. uważała za zbyt ryzykowną, by uzależnić od niej przyszłą kampanię” - relacjonuje „Le Monde”.
"Szczęśliwa gwiada" Le Pen
Jak prognozuje, teraz „nieprzewidziane wypadki posłużą narracji o »ofierze« polityki”.
Liderka skrajnej prawicy - jak dodaje dziennik - często na przestrzeni ostatnich 20 lat polegała na swojej „szczęśliwej gwieździe”, „tak cennej przy maskowaniu braku pracy, niepowodzeń i przypadków nielojalności towarzyszących jej karierze”. Le Pen również „nigdy nie zapominała”, gdy dobra passa ją zawodziła, aby „przypomnieć o swej władzy nad rodzinnym przedsięwzięciem politycznym i francuską skrajną prawicą”.
„Dwie kary sądowe, zwykle będące stygmatami dyskwalifikującymi w pretendowaniu do Pałacu Elizejskiego, będą prezentowane jako ostatnie ataki rzekomego »systemu« przeciwko tej, która zaprzysięgła mu upadek” - prognozuje dziennik. Ostrzega przy tym, że „populistyczny odruch” i przedstawianie w duchu martyrologii poważnych naruszeń uczciwości (czyli wyroku za defraudację funduszy publicznych - PAP) „źle pasują do partii (Le Pen), która dziś tak troszczy się o swoją nobilitację”.
Przypominając o działaniach Le Pen, by „oddemonizować” Front Narodowy (partię założoną przez jej ojca Jean-Marie Le Pena - PAP), „Le Monde” zauważa, że „marinizm” - głoszone przez nią poglądy - „nigdy nie wydawał się tak silny”. Jednakże - zastrzega - „znaczna część działaczy i wyborców pogodziła się z tym, że jego wcieleniem jest ktoś inny niż Marine Le Pen”. Liderka skrajnej prawicy „będzie musiała dopasować się do popularności”, jaką w ostatnich miesiącach zyskał jej współpracownik Jordan Bardella, który z „planu B” (jako ewentualny kandydat - PAP) stał się „faworytem sondaży i mityngów” - zauważa „Le Monde”.
Wyrok francuskiego sądu
We wtorek sąd apelacyjny w Paryżu wydał wyrok wobec Le Pen i jej współpracowników w sprawie dotyczącej zatrudniania przez nich w przeszłości asystentów w Parlamencie Europejskim. Sąd potwierdził decyzję sądu pierwszej instancji z marca 2025 roku, tzn. uznał Le Pen za winną sprzeniewierzenia funduszy publicznych i orzekł zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Skrócił jednak ten zakaz do 45 miesięcy, w tym 30 w zawieszeniu. „Niezawieszone” pozostaje więc 15 miesięcy i sąd uznał, że Le Pen już je odbyła, bowiem odliczane są one od marca 2025 roku, czyli wyroku niższej instancji.
Sąd skazał także Le Pen na trzy lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu, a przez pozostały rok nakazał jej noszenie bransoletki elektronicznej. W tym wypadku kara liczona jest dopiero od założenia bransoletki i oznacza to, że Le Pen musiałaby prowadzić przynajmniej część kampanii prezydenckiej nosząc bransoletkę elektroniczną. Polityczka we wtorek wieczorem ogłosiła, że zaskarży wyrok do Sądu Kasacyjnego, który może wydać wyrok najwcześniej w styczniu 2027 roku i będzie kandydować w wyborach, zaplanowanych na przełom kwietnia i maja.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ ap/ kgr/