Wiceprezes PKOl Konopka: idziemy pod nieszczęśliwym sztandarem
Wiceprezes PKOl Adam Konopka, komentując w Studiu PAP sytuację tej organizacji po wybuchu afery dotyczącej jej głównego sponsora - Zondacrypto, przyznał, że problem nie leży w samej instytucji, a on i inni przeciwnicy prezesa Radosława Piesiewicza „idą teraz pod nieszczęśliwym sztandarem”.
Śledztwo w sprawie Zondacrypto Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła 17 kwietnia. Jest ono prowadzone pod kątem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. W dniu wszczęcia postępowania kwota szkody była szacowana na co najmniej 350 mln zł, ale - jak zaznaczają śledczy - rośnie z każdym kolejnym dniem, podobnie jak liczba pokrzywdzonych.
Giełda od października jest sponsorem generalnym PKOl. Zgodnie z umową siedziba PKOl zmieniła nazwę na „zondacrypto Centrum Olimpijskie”, a w lutym na budynku, który od 20 lat nosi też imię Jana Pawła II, pojawił się wielki neon reklamujący sponsora. Od miesięcy nie brakuje głosów krytycznych wobec prezesa PKOl Radosława Piesiewicza, które nasiliły się po wyjściu na jaw problemów sponsora.
- Pewnie dopiero się dowiemy, jak to się rozwinie, natomiast rzeczywiście były sygnały niepokojące, że dzieje się coś, co jest poza standardami normalnego rynku. No i się wydarzyło, czego my się spodziewaliśmy, więc teraz jesteśmy w dość kryzysowej sytuacji nieszczęśliwego podpisania umowy z Zondacrypto jako sponsorem głównym Polskiego Komitetu Olimpijskiego i dość dramatycznym uwidocznieniem tego na budynku. Strona giełdy zgasła, a neon na Polskim Komitecie Olimpijskim błyszczy nocą - zauważył Konopka w Studiu PAP.
- My się też zastanawiamy, jaka będzie nasza potencjalna odpowiedzialność, czy do takiej będziemy pociągnięci, bo takie ryzyko też istnieje. Pytanie, czy my, jako PKOl, braliśmy udział w namawianiu ludzi do inwestowania. Nie potrafię na nie odpowiedzieć, natomiast na pewno swoim zachowaniem uwiarygodniliśmy tę firmę, która już w momencie, kiedy przychodziła do nas, była w kłopotach. Wszystkie analizy, które są robione, czy też które powstawały w trakcie tego problemu z Zondacrypto, były jasne, czytelne i zrozumiałe dla wszystkich, chyba tylko poza kilkoma osobami, które nie przyjęły tego do wiadomości - przyznał wiceprezes PKOl.
Konopka potwierdził, że Piesiewicz jako prezes sam podjął decyzję o podpisaniu umowy z tym sponsorem, a członkowie zarządu dowiedzieli się o tym po fakcie. Pojawia się pytanie - czy prezes rządzi w PKOl sam?
- Niestety tak się dzieje. To jest dość zastanawiające. Ja stoję na stanowisku z moimi przyjaciółmi, że prezes nie ma prawa podejmować jednoosobowych decyzji, ale on tu się z nami nie zgadza, uważa, że ma taką możliwość i że może to robić, że nie musi nas informować. W prezydium mamy mniejszość, tam jest więcej zwolenników pana prezesa Piesiewicza. W zarządzie już tak nie jest. Jest kierowanie przez prezydium, ale też te informacje, które dostajemy wydają mi się selekcjonowane - ocenił prezes honorowy Polskiego Związku Szermierczego.
Był on jednym z przedstawicieli związków sportowych, którzy po wybuchu afery z Zondacrypto, spotkali się na PGE Narodowym z ministrem sportu i turystyki Jakubem Rutnickim, by porozmawiać o możliwych rozwiązaniach tej sytuacji. Efektem było oświadczenie nawołujące prezesa do dymisji.
- Bardzo fajna dyskusja była, dużo rzeczy powiedziano. Było pytanie ministra, czy jest jakiś głos przeciw, nie spotkaliśmy się z takim głosem, ale należy zrozumieć, a też nie bądźmy pięknoduchami, że być może ci, którzy są najbardziej po stronie prezesa Piesiewicza, odczuli presję i być może dlatego nie chcieli się odezwać. Znamy stanowisko ministerstwa, znamy stanowisko większości tych, którzy się czują niekomfortowo w sytuacji, jaka powstała. Niemniej jednak nie chcielibyśmy, żeby było wrażenie, że my cokolwiek wymuszamy, więc zakładam, że powstanie jakaś myśl wokół tego, co się powinno wydarzyć - podkreślił Konopka.
W Studiu PAP nie chciał określać przeciwników Piesiewicza w PKOl jako opozycję, ale przyznał, że na jego miejscu podałby się do dymisji.
- Nie wiem, czy powinniśmy to nazywać opozycją, bo jesteśmy ważnym elementem Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Polskim Komitetem Olimpijskim jesteśmy my. Po prostu idziemy teraz pod nieszczęśliwym sztandarem. To jest ta największa niezręczność. Z biznesowego punktu widzenia, jak się komuś nie udaje projekt, to odchodzi. Ja też zapytany, co powinien zrobić pan prezes Piesiewicz, mówię, jak ja bym się zachował. Jakby mi nie wyszedł projekt pod tytułem Zondacrypto i naraziłbym instytucję, której przewodzę, to pewnie podałbym się do dymisji - zaznaczył wiceprezes PKOl i dodał, że taka instytucja, jaką jest PKOl, musi być ostrożniejsza w dobieraniu partnerów i sponsorów.
Konopka nie zgadza się z tym, czym stał się PKOl pod rządami Piesiewicza.
- Miał być nowy PKOl, bardzo dynamiczny, a skupiliśmy się na pieniądzach, co jest niezrozumiałe. Bardziej powinniśmy się skupiać wokół idei, mniej wokół pieniędzy. Zostaliśmy jakąś taką maszynką do robienia pieniędzy, ale też uzurpujemy sobie prawo, jako Polski Komitet Olimpijski, do nadzoru nad polskim sportem. Ani nie jesteśmy do tego powołani, ani nie jest to nasze zadanie. Musimy wrócić do korzeni, czyli do tego, czym powinniśmy się zająć - sportem, pomocą tym, którzy sobie w tym sporcie nie radzą, natomiast nie tym, jak się nim powinno zarządzać, bo trudno przesądzić, że my mamy do tego największe kompetencje - zakończył.
Najbliższe Walne Zgromadzenie PKOl, tzw. sprawozdawcze, musi się odbyć do końca czerwca. Zarząd może też zwołać nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, by odwołać prezesa, do tego potrzebne jest jednak 2/3 głosów.
Zondacrypto, mimo postępowania prokuratorskiego, pozostaje sponsorem generalnym PKOl. Prezes Piesiewicz zapowiedział, że jeśli do 30 kwietnia na konto Komitetu nie wpłyną środki zapisane w umowie, zostanie ona zerwana.
Monika Sapela (PAP)
msl/ pp/ know/