Igrzyska 2026. Biathlon - Polki na fali, atmosfera w kadrze dużym plusem
Reprezentantki Polski w biathlonie na igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina d'Ampezzo cenią sobie atmosferę w kadrze, a także sam pobyt w Anterselvie. W sobotę trzy z nich wezmą udział w biegu ze startu wspólnego na 12,5 km. O medale w tej konkurencji powalczy łącznie 30 zawodniczek.
Joanna Jakieła, Natalia Sidorowicz i Kamila Żuk prezentują się w Tyrolu Południowym powyżej oczekiwań. Żuk była ósma w sprincie, a wszystkie trzy ukończyły bieg na dochodzenie w drugiej dziesiątce. Co więcej, w środę wraz z Anną Mąką zajęły szóste miejsce w sztafecie 4x6 km - najwyższe w olimpijskiej historii Polski w tej konkurencji.
Z rozmów z nimi można szybko wyciągnąć wniosek, że niczego im podczas tych igrzysk nie brakuje, a atmosfera w zespole jest bardzo dobra. Wprost mówiła o tym Mąka, która jako jedyna nie zakwalifikowała się do sobotniego biegu. Mimo że jest domatorką, nie wraca wcześniej do domu i zamierza wspierać koleżanki, być może w jakimś punkcie na trasie.
- Mamy super trenera, myślę, że chłopaki też są zadowoleni z trenera Urosa Velepca. Wnosi fajną energię do naszej ekipy. Mamy fajnych fizjoterapeutów, super serwismenów, mam nadzieję, że będą dalej z nami. Trzeba tylko podziękować za te wszystkie możliwości i mieć nadzieję, że to przyniesie efekt - podkreśliła.
Jak przypomniała, ta czwórka zawodniczek pracuje od początku z trenerem Tobiasem Torgersenem.
- Zmieniały się inne dziewczyny, zmieniał się sztab, zmieniali się fizjoterapeuci, nawet zastępca trenera. Ale my i trener jesteśmy razem od początku do końca. Fajnie to wszystko zbudowałyśmy i z trenerem, i między sobą. Mam nadzieję, że to zaowocuje - dodała Mąka.
Norweski szkoleniowiec także uważa, że atmosfera w drużynie jest bardzo dobra i cieszy się, że współpraca układa się tak dobrze.
- Jestem dumny z tej grupy, z tych dziewczyn. Polska jest dużym narodem, ale małym, jeśli chodzi o biathlon. Serwismeni, trenerzy, wszyscy, którzy są blisko tego teamu - można prawie policzyć na palcach jednej ręki, ile jest tych osób. Jestem dumny z nich wszystkich - podkreślił.
W dni wolne przed sobotnim biegiem zachęcał podopieczne, aby nie koncentrowały się na sobie, swoich oczekiwaniach i obawach, a nacieszyły się faktem, że w ogóle są w Anterselvie.
- To jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Do tego to są igrzyska, czyli coś, o czym wszyscy marzymy. Więc trzeba umieć się zatrzymać, popatrzeć na góry, nie koncentrować się tylko na sobie. A potem trzeba się przełączyć na pełną koncentrację - powiedział Torgersen.
Także Żuk nazwała Anterselvę wspaniałym miejscem z przepiękną atmosferą. Dodała, ze w biegu ze startu wspólnego nie ma już nic do stracenia.
- Jestem w najlepszej „30” igrzysk olimpijskich, a mogę być jeszcze wyżej. To napawa optymizmem. Znając swoją dyspozycję biegową, a teraz też i strzelecką - nic, tylko robić swoją pracę i zobaczyć, jaki to da rezultat - stwierdziła.
Z kolei Jakieła sam udział w tych zawodach nazwała „nagrodą za te igrzyska”.
- Drugi raz w życiu pobiegnę w biegu masowym. Bardzo się cieszę, bo wystartuję wraz z tą elitą, 30 najlepszymi dziewczynami świata. Zawsze mi przychodzą łatwiej starty indywidualne. Sztafeta stresuje, bo wiem, że walczę nie tylko dla siebie, ale i dla całej drużyny. Myślę, że będzie mi łatwiej - oceniła.
Dzień po występie Polek w tej konkurencji - ostatniej biathlonowej - odbędzie się ceremonia zamknięcia igrzysk.(PAP)
mm/ sab/ kgr/