Jak przygotować dzieci do wakacyjnych sytuacji kryzysowych? Oto „Plan Awaryjny”
Na każdym etapie rozwojowym wakacje stają się momentem zwrotnym w usamodzielnieniu się dzieci – zauważa w rozmowie z PAP Life psycholog Justyna Żukowska-Gołębiewska. Zaś dla rodziców wakacje to często wizja realnych zagrożeń, jakie czyhają na ich pociechy. Jednak zamiast czekać na nerwowy telefon od dziecka, warto wyposażyć je w narzędzia, które przygotują je na sytuacje kryzysowe. W tym celu powstał bezpłatny scenariusz zajęć dla szkół - „Plan Awaryjny”.
Wakacje to czas wolności, przygód i pierwszych samodzielnych doświadczeń. Pierwszy wyjazd bez rodziców, festiwal, obóz, nowe znajomości, więcej swobody. Ale lato to także moment, w którym młode osoby często tracą codzienny dostęp do swojej sieci wsparcia osób dorosłych. To nierzadko czas próby dla ich samodzielności, odpowiedzialności i asertywności. To także test dla rodziców, jak zauważa psycholog, Justyna Żukowska-Gołębiewska - ekspertka projektu MŁODE GŁOWY, Fundacji UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej, autorka bezpłatnego materiału edukacyjnego dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych „Plan Awaryjny”.
- Świat jest pełen zagrożeń, ale i szans. Gdy widzimy moment dorastania dziecka, to dostrzegamy głównie zagrożenia. I bylibyśmy ignorantami gdybyśmy udawali, że ich nie ma. Jednak, jako dorośli, nie możemy nieustannie pilnować dzieci i kontrolować ich codziennych zachowań, bo inaczej one nie dojrzałyby do samodzielności. Wtedy następuje test - nie tyle dziecka i jego dojrzałości, ale i skuteczności wychowawczej rodziców. Test tego, jakie wartości udało się dziecku przekazać i tego, jak zareagowałoby w trudnej sytuacji – zauważa ekspertka w rozmowie z PAP Life.
Jak wskazuje raport „MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym”, ponad 80 proc. młodych osób deklaruje, że w trudnej sytuacji nie znajduje rozwiązania. Można zatem wysnuć wniosek, że choć w domach mówi się o zagrożeniach, ostrzega przed nimi, to nie mówi się o tym, w jaki sposób sobie z nimi radzić.
- O zagrożeniach mówimy: „Nie rób, nie wolno, nie pozwalam, nie zgadzam się”. W rozmowie z dzieckiem, po pierwsze, brakuje wyjaśnienia tej decyzji, a po drugie rozmowy o tym, czego my, jako dorośli, obawiamy się. Jako rodzice chcemy, by dziecko było samodzielne, trenowało tę autonomię, miało szansę ją realizować, umiało sobie poradzić w trudnych sytuacjach, a w razie potrzeby, gdy znajdzie się w tarapatach, bez wahania dzwoniło do rodziców. By to jednak mogło nastąpić, to rodzic musi najpierw zbudować dzieckiem taką relację, w której ten młody człowiek wie, że otrzyma pomoc, a nie wyrzuty, moralizowanie, pretensje i „a nie mówiłam” – wskazuje psycholog.
Choć wakacje wydają się newralgicznym momentem, takie dyskusje powinny być na porządku dziennym. I nie chodzi o to, by straszyć swoje pociechy, a otwarcie rozmawiać o tym, z czym mogą się zetknąć. Tu potrzebny jest otwarty dialog. Na przykład o tym, co dziecko sądzi o używkach, jak by się zachowało, gdy ktoś zaproponuje mu niewiadomą substancję do spróbowania, czy wie, jak zachować się asertywnie w sytuacji, która jest dla niego niekomfortowa. Niestety, te rozmowy, jak zauważa psycholog, często przypominają monolog - informujemy dziecko, że to jest niedobre, to jest niebezpieczne i tak masz robić.
- Eksperymentowanie, doświadczanie jest wpisane w młodość. To są pierwsze momenty, kiedy młodzi ludzie mają sobie poradzić w sytuacjach kryzysowych samodzielnie. Ale żeby mogli to zrobić, to my nie możemy umówić: „Nie wolno ci tego”, „Nie zdarzy ci się to, a jak się zdarzy to absolutnie uciekaj”. Zamiast tego warto powiedzieć dziecku: „Wyobraź sobie taką sytuację, bo ona prędzej czy później pewnie i tobie także się przydarzy”. Następnie warto zapytać tę młodą osobę, co wtedy poczuje, jak na taką sytuację zareaguje, co konkretnie zrobi, po czym pozna, że jest to dla niej niebezpieczne. Chodzi o znalezienie w sobie takiego wewnętrznego głosu, który ostrzega i każe reagować lub zwrócić się o pomoc, np. do rodzica – tłumaczy Żukowska-Gołębiewska.
By wspierać taką dyskusję, nie tylko przy rodzinnym stole, ale i w szkolnych klasach, powstał „Plan Awaryjny”, który oferuje gotowe scenariusze zajęć dla czterech grup wiekowych: klas 4-8 szkół podstawowych i 1-5 ponadpodstawowych. To materiał, który można wykorzystać podczas jednej godziny lekcyjnej. W trakcie takich zajęć dzieci i młodzież uczą się rozpoznawać sytuacje ryzykowne, ćwiczą podejmowanie decyzji pod presją, poznają sposoby szukania wsparcia, tworzą własny plan działania na trudne sytuacje. Scenariusze opierają się na realnych sytuacjach znanych młodym ludziom, takich, które mogą wydarzyć się właśnie latem.
Jak podkreśla autorka scenariuszy, które powstały w ścisłej współpracy z osobami młodymi, „Plan Awaryjny” nie tylko otwiera dyskusję na temat zagrożeń i sposobów radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. Przerabianie ich, jest dla młodych niczym trening. W przyszłości taki „trening” może przyczynić się do tego, że osoba, która znajdzie się w trudnym położeniu, nie zostanie sparaliżowana strachem, poczuciem zagubienia, co w obliczu zagrożenia jest niezwykle istotne.
- Jeśli mam w głowie jakąś odpowiedź, konkretne zachowanie, wcześniej wyobraziłam sobie jakąś sytuację i to, jak na nią reaguję, to wzmacnia to poczucie sprawczości i wpływu. Co jest niezwykle istotne. I nie chodzi o to, by było to idealne rozwiązanie. Chodzi o reakcję, która da mi szansę na to, że wyjdę z tego trudnego doświadczenia bez szwanku, nie pozostanę bezradna, bo nie wiem, co zrobić. To może być - dosłownie i w przenośni - taka karteczka z podstawowymi numerami telefonów do bliskich, numerami alarmowymi, instrukcją jak mam się zachować, gdy np. mnie okradną. Kiedy jesteśmy zestresowani, nie mamy dostępu do tej części naszej naszego mózgu, która analizuje i myśli logicznie. Świadomość, że jesteśmy przygotowani sprawia, że czujemy się pewniej – zauważa ekspertka.
Zapytana o zagrożenia, czy trudne sytuacje, których młodzi obawiają się najczęściej, nie wymienia alkoholu czy innych używek. Jej doświadczenia i spotkania z młodzieżą pokazują, że wielu nastolatków ma wobec nich wyrobioną postawę. Problemem jest umiejętność reagowania, gdy młodzi są świadkami, np. przemocy wobec innych lub gdyby zostali okradzeni.
- Telefon jest dla nich niczym centrum dowodzenia wszechświatem. Nie mają doświadczeń analogowych, nie wiedzą, jak czytać mapę, jak szukać informacji, nie pamiętają numerów telefon do bliskich. Dla młodszych dzieci sytuacją kryzysową może być oddzielenie się od grupy i zagubienie w tłumie. W takiej sytuacji dziecko wpada w panikę. Warto je przygotować na taki scenariusz i poinstruować, że jeśli się zgubi, powinno pozostać w miejscu i zwrócić się o pomoc do kobiety z dziećmi. Ona będzie wiedziała, co w takiej sytuacji zrobić - wyjaśnia.
Istotnym zagadnieniem jest także presja grupy i umiejętność nieulegania jej, ale także omawianie konsekwencji takiej asertywności. Odmowa, wyłamanie się, mogą sprowokować lawinę przykrych reakcji ze strony rówieśników. Dziś nie jest to wyłącznie obmawianie na korytarzu czy nazwanie kogoś nudziarzem. - Młodzi ludzie najczęściej potrafią mówić „nie”, stawiać granice. Problem polega na tym, że grupy rówieśnicze mają coraz bardziej wyspecjalizowane środki nacisku, że tak je nazwę. Presja jest zdecydowanie silniejsza niż, kiedy my byliśmy nastolatkami, bo dochodzi do tego środowisko internetowe. Co zrobimy w sytuacji, kiedy dziecko, które potrafiło się sprzeciwić grupie, nagle staje się memem, zostaje wykluczone z klasowego czatu, jest hejtowane czy wyśmiewane w social mediach, bo miało odwagę się sprzeciwić? Jako dorośli musimy rozumieć zjawiska, które dzisiaj towarzyszą młodym. Social media wciąż są bardzo niedocenianym i nadal ignorowanym przez nas dorosłych narzędziem przemocy rówieśniczej – mówi psycholog.
Jak zaznacza, w takiej sytuacji wyłamanie się z grupy jest dla młodych aktem odwagi i nie można oczekiwać, że zawsze i każdemu przyjdzie ono z łatwością. Ale warto też pokazywać młodym różne rozwiązania, np. posługiwanie się humorem i ironią, kiedy chcemy czegoś odmówić. Albo sięgnięcie po bardzo praktyczny aspekt i odwracanie uwagi, np. „Ok, to wy idźcie, a ja popilnuję plecaków czy namiotów”.
I choć scenariuszy jest wiele, rozwiązań jeszcze więcej, to w międzypokoleniowym dialogu wciąż kluczowa jest szczera rozmowa. - Oczekujemy, że dzieci będą się nas słuchały, będą umiały reagować zawsze i wszędzie i będą się zwracały do dorosłych z każdym problemem. Podczas gdy my nie umiemy z nimi rozmawiać z szacunkiem i z uznaniem dla ich wieku, kompetencji. Skoro nie znamy ich kompetencji, z góry zakładamy, że nie wiedzą, co mają zrobić. Nie pytamy czy potrafią. Po prostu zakładamy, że nie wiedzą – kwituje ekspertka. (PAP Life)
Monika Dzwonnik
mdn/ag/grg/