Jan Kounen: zależało mi, aby „Pomniejszony” angażował różne zmysły [WYWIAD]
Zależało mi, aby „Pomniejszony” był doświadczeniem angażującym różne zmysły, a widz pozostał jak najbliżej naszego bohatera, czuł jego osamotnienie – powiedział PAP Jan Kounen. Jego film z Jeanem Dujardinem w roli głównej można oglądać na platformach VoD.
„Pomniejszony” to remake klasycznego filmu science fiction „Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza” Jacka Arnolda z 1957 r., stworzonego na kanwie powieści Richarda Mathesona. Główny bohater Paul (w tej roli Jean Dujardin) jest everymanem dzielącym czas między pracę i rodzinę. Mieszka z żoną Elise (Marie-Josée Croze) i kilkuletnią córką w przestronnym domu. Pewnego dnia podczas podróży morskiej mężczyzna staje się świadkiem niewyjaśnionego zjawiska meteorologicznego. Niedługo później spostrzega, że wszystkie ubrania są na niego za duże. W ciągu kilku miesięcy Paul kurczy się o 15 cm, traci 17 proc. masy ciała. Lekarze rozkładają ręce, nie potrafią wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, ani powstrzymać tego procesu. Elise postanawia sprzedać dom, by pomóc ukochanemu, ale zanim dochodzi do finalizacji transakcji, Paul jest już wielkości kota. W końcu staje się niewidoczny dla swoich bliskich. Mężczyzna nie traci jednak nadziei, że uda mu się wydostać z potrzasku.
PAP: Pomysł stworzenia remake’u wyszedł od Jeana Dujardina. Przechadzając się między sklepowymi półkami, aktor trafił na zremasterowaną wersję „Człowieka, który się nieprawdopodobnie zmniejsza” i przypomniał sobie, jakie emocje wzbudził w nim przed laty. A kiedy pan zetknął się po raz pierwszy z dziełem Jacka Arnolda?
Jan Kounen: Zanim producent Alain Goldman zaproponował mi udział w projekcie, widziałem ten film zaledwie raz – w telewizji, w salonie moich rodziców. Miałem bodaj 11 lat, oglądałem mnóstwo rzeczy, o większości z nich dawno zapomniałem. Kiedy zacząłem odtwarzać sobie w pamięci „Człowieka, który się nieprawdopodobnie zmniejsza”, okazało się, że wciąż kojarzę szczegóły. Nie mogłem wyjść ze zdumienia. To najlepszy dowód, jak świetna i osobliwa jest ta historia. Gdy tylko pojawiła się okazja do stworzenia remake’u, nie wahałem się ani sekundy. Książka Richarda Mathesona, przeniesiona na ekran przez Arnolda, jest arcydziełem science fiction. Cenię ten gatunek, ponieważ daje twórcom poczucie kreowania wszechświata, widzom zaś – przeżycia czegoś wyjątkowego. Zależało mi, by „Pomniejszony” wiernie nawiązywał do literackiego i filmowego pierwowzoru, a zarazem wnosił coś nowego.
PAP: Co z dzisiejszej perspektywy najbardziej uderzyło pana w adaptacji Arnolda?
J.K.: Odczytałem ją jako opowieść o nietrwałości rzeczy. Zwykliśmy postrzegać świat z określonej perspektywy. Inne stworzenia, chociażby muchy, widzą go zupełnie inaczej. Ten film przypomina, że żyjemy w świecie percepcji, nie w obiektywnej rzeczywistości. Z dnia na dzień wszystko się zmienia – miejsca, my, inni ludzie. „Pomniejszony” to metafora podróży, jaką jest ludzkie życie. A zarazem metafora rzeczywistości wymykającej się z naszych rąk. Paul musi się wydostać z pułapki. Ma przeczucie, że nie skończy się to dobrze, ale mimo wszystko chce się uwolnić. Jego historia do mnie przemawia, ponieważ stworzyliśmy świat, w którym odcięliśmy się od natury. Straciliśmy kontrolę nad tym, dokąd zmierzamy.
PAP: Matheson ujął to następująco: „Jesteśmy podróżnikami w kosmosie pełnym niezrozumiałych sekretów”. Tylko jak zaakceptować to, że dryfujemy w oceanie?
J.K.: Trzeba zrezygnować z potrzeby kontroli. Jej brak nie oznacza słabości. Wręcz przeciwnie, pozostawieni sami sobie czujemy się częścią czegoś większego. Bohater „Pomniejszonego” uświadamia nam, z czym prędzej czy później przyjdzie nam się zmierzyć – z utratą bliskich, sprawności i sprawczości. Kiedy wszystko stracisz, możesz stać się wszystkim. Na tym polega piękno tej historii. Jesteśmy sumą swoich wyobrażeń o świecie. One mogą nas wzmacniać, karmić, budować. Trzeba tylko nabrać pokory.
Wiem, że czasami trudno jest odnaleźć magię codzienności, lepszą stronę życia. Ale warto próbować. W moim filmie staram się wpoić to przekonanie publiczności. Reakcje – również przedstawicieli najmłodszych pokoleń – są bardzo pozytywne. O ile dane mi będzie długo żyć, jestem przekonany, że w przyszłości usłyszę od młodych, że ten film w nich został. Dla nich może być nawet ważniejszy niż dla dorosłych.
PAP: „Pomniejszony” pozostawia widzom pole do interpretacji. Nie wiadomo, dlaczego bohater się zmniejsza. Utwór Mathesona sugeruje, że ma to związek z radioaktywną chmurą, ale ze współscenarzystą Christophe’em Deslandesem nie rozwinęliście tego tropu. Sformułował pan jakieś wyjaśnienie na własny użytek, by lepiej zrozumieć Paula?
J.K.: To ciekawa kwestia. Film o tajemnicy musi dać odbiorcy poczucie, że rozwiązuje zagadkę, a jednocześnie nie może odsłaniać zbyt wiele. Nie dowiemy się, dlaczego bohater się kurczy, tak jak nie wiemy, dlaczego żyjemy lub umieramy ani co będzie po śmierci. Możemy jedynie snuć domysły. W książce zasugerowano, że kondycja Paula ma związek ze strachem przed upływającym czasem. Zacząłem się zastanawiać, co potęguje ten stan. Nie jesteśmy dobrzy dla naszej planety. Zabijamy ją, niszczymy statek, którym płyniemy. Mamy coraz gwałtowniejsze burze, globalne ocieplenie, epidemie. Nie wiemy, jak się do tego odnieść. Zaburzenie równowagi w naturze to choroba naszych czasów.
PAP: Potrzebuje pan sparingpartnera podczas pisania? Gdy prześledzi się pana filmografię, nasuwa się taki wniosek.
J.K.: Tak. Uwielbiam zbierać i zapisywać pomysły, ale później muszę je z kimś skonsultować. Kino to praca zespołowa. Lubię mieć obok osobę, która kwestionuje moje idee, a ja mogę zakwestionować jej. Mam szczęście, że jestem reżyserem i ostatecznie to ja decyduję, co znajdzie się w filmie. Choć często zdarza się, że jakiś pomysł wydaje mi się bardzo interesujący, a współscenarzysta sugeruje zmianę... Sam pracuję właściwie tylko wtedy, gdy otrzymuję gotowy scenariusz i moja rola polega na zaadaptowaniu go. Zazwyczaj mam sparingpartnera.
PAP: W pewnym momencie bliscy przestają widzieć Paula, więc nie mogą mu pomóc. Jego życie staje się samotną walką. Jak stworzyć fabułę bez dialogów, by przez ponad godzinę utrzymać uwagę widza?
J.K.: Zależało nam, by film był doświadczeniem angażującym różne zmysły, a widz pozostał jak najbliżej bohatera, czuł jego osamotnienie. Dlatego od pewnego momentu nie pokazujemy scen z udziałem żony i córki Paula. Kreujemy wrażenie, że nie tyle on się zmniejsza, ile świat wokół niego staje się coraz większy i bardziej tajemniczy. Aby uzyskać ten efekt, scenariusz nie mógł być przegadany. Swoją drogą, uwielbiam nieme kino. Kręciłbym tylko takie filmy, gdybym miał możliwość. Uważam, że naprawdę wiele możemy osiągnąć dzięki subtelności, wyrafinowaniu i oszczędnej grze aktorskiej.
PAP: Myślał pan o tym obrazie jako hołdzie dla klasyki kina gatunkowego?
J.K.: Oczywiście. Jestem nie tylko reżyserem, ale również kinomaniakiem. Chciałem oddać cześć dziełu, które wywarło na mnie wpływ w latach 70. „Pomniejszony” był także ukłonem w stronę czarodzieja ekranu Georges'a Mélièsa, ponieważ nakręciliśmy go bardzo klasycznie, z pełną kontrolą ruchu kamery. Dedykuję mój film kinu gatunkowemu w całym jego pięknie. I muzyce wplecionej w historię X muzy.
Rozmawiała Daria Porycka
Jan Kounen (ur. 1964 r.) jest francuskim reżyserem, scenarzystą, aktorem i producentem, absolwentem École des arts décoratifs w Nicei. Jego pełnometrażowy debiut fabularny „Doberman”, stworzony na podstawie powieści Joela Houssina, miał miejsce w 1997 r. Siedem lat później twórca przeniósł na ekran popularną serię komiksową Moebiusa i Jeana-Michela Charliera „Blueberry”. W kolejnych latach zrealizował dokumenty „Inne światy – Ayahuasca” i „Darshan – L'étreinte”. Drugi z nich zaprezentowano podczas festiwalu w Cannes. W programie tego wydarzenia znalazła się również fabuła „Chanel i Strawiński” z 2009 r.
„Pomniejszony”, najnowszy film Kounena, jest dostępny w serwisach VoD TVP, Amazon Prime, Polsat Box Go i Canal+. Dystrybutorem jest Monolith Films. (PAP)
dap/ wj/ miś/ kgr/