Lekkoatletyczne HMŚ. Szymański: w tym roku czuję się pełnoprawnym faworytem [WIDEO]
Będę pierwszy z rekordem Polski 7,34 - zapowiedział odważnie dzień przed lekkoatletycznymi halowymi mistrzostwami świata w Toruniu niepokonany w tym sezonie Jakub Szymański. Biegający na 60 m ppł Polak przyznał, że czuje presję, ale mu ona nie przeszkadza.
- W zeszłym sezonie nie miałem nic do udowodnienia. Po prostu biegałem, bardzo dobrze biegałem. Niektóre mityngi wygrane wówczas, niektóre w czołówce, w Top 3. Było łatwiej. Byłem znikąd i nagle zdobyłem tytuł mistrza Europy. W Chinach byłem pewnym kandydatem do medalu halowych mistrzostw świata, ale mało zabrakło, bo jeden przypadek mnie wyeliminował - powiedział PAP Szymański, który z wynikiem 7,37, czyli nowym rekordem Polski, jest ex aequo na pierwszym miejscu listy zgłoszeń do HMŚ.
To on z polskiej kadry przyciągał na czwartkowym wieczornym treningu w Arenie Toruń największą grupę przedstawicieli mediów. Przekonywał jednak konsekwentnie, że presję czuje, ale nie przeszkadza mu ona i nie robi na nim wielkiego wrażenia.
- W tym roku czuję się pełnoprawnym faworytem i mam wrażenie, że wszyscy się zasadzają na mnie, aby mnie w hali pokonać. Jakoś jednak nikomu się nie udało przez jedenaście biegów. Tutaj, podczas mistrzostw świata, apetyt rywali będzie zaostrzony. Mój plan to czternaście biegów wygranych z rzędu. Brakuje trzech - powiedział rekordzista Polski. To oznaczałoby wygraną w eliminacjach, półfinale i finale HMŚ przed własną publicznością.
23-letni Szymański stwierdził także, że w przyszłej karierze czekają go jeszcze większe wyzwania.
Jego zdaniem hala wypełniona polskimi kibicami będzie niosła biało-czerwonych, a nie stwarzała dodatkową presję. - Na Orlen Copernicus Cup ta hala też bywała zapełniona, ale tutaj jest inna atmosfera. Przyjechali zawodnicy z całego świata walczyć o medale. Kolorystyka, napisy „World Athletics”. To oczywiście podwyższa adrenalinę, bo jesteśmy świadomi tego, że halowe mistrzostwa świata nie powtórzą się w Polsce przez następne X lat. Trzeba to dobrze wykorzystać będąc Polakiem, będąc u siebie i zaliczyć jak najlepszy występ - wskazał płotkarz.
W hali będą go dopingowali przedstawiciele rodziny, trener, znajomi i sponsorzy. - Przede wszystkim będą jednak kibice, którzy mnie wspierają. Ciężko znaleźć się w kręgu kibiców z lepszą atmosferą niż na HMŚ - ocenił Szymański.
Pytany o rozpoznawalność przyznał z uśmiechem, że gdy idzie obok hali, to ludzie go poznają, bo to głównie fani lekkiej atletyki.
- Na mieście tak się nie czuję. Czasami ktoś mnie pozna, ale ja wolę być incognito. Nawet nie staram się ubierać tak, żeby obnosić się z tym, że jestem mistrzem Europy czy coś w tym stylu. Staram się być w cieniu, ale jak mnie ktoś rozpozna, to jest to fajna niespodzianka. Wychodzą z tego miłe rozmowy i zdjęcia - dodał faworyt gospodarzy.
Zapytany o przewidywania wyniku w HMŚ powiedział, że uzyska 7,34, czyli zwycięży z kolejnym rekordem kraju, a drugi i trzeci zawodnik osiągną 7,39 i 7,42.
Lekkoatletyczne halowe mistrzostwa świata potrwają w Toruniu od piątku do niedzieli. Wystartuje w nich 32 reprezentantów Polski.
Tomasz Więcławski (PAP)
twi/ cegl/ ał/