Minister zdrowia na kierowanie resortem ma „kontrakt z premierem”
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaprezentowała w środę pakiet zmian, które mają poprawić sytuację w ochronie zdrowia. Mam kontrakt zawarty z premierem. Dopóki będziemy z panem premierem ten kontrakt kontynuowali, będę w Ministerstwie Zdrowia - zaznaczyła.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła w środę pakiet zmian, jakie mają zostać wdrożone w ochronie zdrowia. To między innymi limit płacowy dla pracowników tego sektora do 240 zł brutto za godzinę, zakaz zawierania umów przez szpitale z tzw. spółkami, obowiązek pracy medyków na co najmniej pół etatu w jednym miejscu czy stworzenie centralnej e-kolejki.
Konferencja prasowa w siedzibie resortu zdrowia przyciągnęła wielu dziennikarzy. Propozycje przygotowane przez resort miały być odpowiedzią na ultimatum postawione Jolancie Sobierańskiej-Grendzie w ub. tygodniu przez premiera Donalda Tuska.
Odpowiedź na kryzys w związku ze sprawą Szpitala Południowego
Szef rządu postawił przed nią zadanie przedstawienia gruntownej reformy systemu. Lawinę konferencji, spotkań, dyskusji wokół ochrony zdrowia oraz oczekiwań wobec MZ uruchomił cykl publikacji portalu Zero.pl z czerwca o nieprawidłowościach w Warszawskim Szpitalu Południowym. Ujawniono w nich m.in., że lekarz bez specjalizacji był koordynatorem SOR. W ubiegłym roku medyk, pracując w kilu placówkach, zarobił 1,6 mln zł, a tylko w Szpitalu Południowym w 2025 roku wypracował łącznie 3 976 godzin, co daje średnio 331 godzin miesięcznie na podstawie umów cywilnoprawnych/kontraktowych. Lekarz był także radnym dzielnicy Ursus z ramienia KO. Na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
Premier Tusk podkreślił w jednej z wypowiedzi, że działanie minister Sobierańskiej-Grendy nie ma nic wspólnego z tym, co działo się w Szpitalu Południowym. Ale zażądał propozycji wyeliminowania z systemu ochrony zdrowia patologii. Zapowiedział, że jeśli do minionego wtorku nie otrzyma takich propozycji, to podejmie decyzje personalne.
Tusk zastrzegł przy tym, że Sobierańska-Grenda ma „niepodważalne” kompetencje. - Natomiast czy starczy jej siły, determinacji, takiej przebojowości, najbliższe dni pokażą - stwierdził szef rządu.
Kim jest Jolanta Sobierańska-Grenda
Przesilenie nastąpiło niespełna równo rok po tym, jak Jolanta Sobierańska-Grenda objęła stanowisko ministra zdrowia.
Menadżerka i prawniczka z Pomorza objęła resort 24 lipca 2025 r. Zastąpiła na tym stanowisku Izabelę Leszczynę, posłankę i członkinię władz Koalicji Obywatelskiej.
Zanim Sobierańska-Grenda przyszła do MZ, od 2017 roku pełniła funkcję prezeski „Szpitali Pomorskich”, spółki zarządzającej czterema placówkami, których właścicielem jest samorząd województwa pomorskiego. Wcześniej przez sześć lat była dyrektorką Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Nadzorowała też w przeszłości placówki lecznicze, dla których podmiotem tworzącym jest samorząd województwa pomorskiego. Przeprowadzała ich konsolidację szpitali i przekształcenie tych placówek w spółki prawa handlowego. Doradzała także w procesie przekształcania i restrukturyzacji szpitali powiatowych.
Studia prawnicze ukończyła na Uniwersytecie Gdańskim. Skończyła też studia MBA dla Kadry Medycznej w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. W 2024 na UG obroniła doktorat w dziedzinie nauk społecznych, który dotyczył efektywności zarządzania i restrukturyzacji podmiotów leczniczych.
Odpolitycznienie ministerstwa zdrowia
Premier Donald Tusk, ogłaszając zmianę na stanowisku ministra zdrowia w lipcu ub. roku, podkreślił idące za nią odpolitycznienie ministerstwa. - W najbliższych dniach resort przejdzie w ręce wyłącznie fachowców od zarządzania całym systemem ochrony zdrowia – zapowiedział.
Po tamtych słowach dr Marek Balicki, który dwukrotnie pełnił funkcję ministra zdrowia (w 2003 r. i w latach 2004-2005), ocenił w rozmowie z PAP, że nie da się kierować tym systemem w oderwaniu od polityki. – Ochrona zdrowia we współczesnym europejskim państwie demokratycznym zawsze będzie domeną polityczną, ponieważ finansowana jest ze środków publicznych. Założenie, że przekazanie tego obszaru w ręce technokratów rozwiąże problemy, jest złudne. To resort, w którym potrzebny jest jednak polityk – stwierdził.
Odcinanie się od partyjnego zaplecza Sobierańska-Grenda pokazywała od pierwszych dni urzędowania w resorcie zdrowia.
Niedługo po wejściu do gmachu przy ul. Miodowej w Warszawie (siedziba MZ) odwołała większość dotychczasowych wiceministrów, pozostawiając jedynie z grona zastępców Izabeli Leszczyny Katarzynę Kacperczyk - urzędniczkę cenioną w branży zdrowotnej za kompetencje. Do współpracy zaprosiła wieloletniego szefa Instytutu Matki i Dziecka Tomasza Maciejewskiego oraz specjalistkę zdrowia publicznego Katarzynę Kęcką.
Miesiąc po objęciu stanowiska powiedziała Polskiej Agencji Prasowej, że zależy jej na tym, by ochrona zdrowia została wyjęta spoza najostrzejszego politycznego sporu. - Mam nadzieję, że będę w stanie wraz ze współpracownikami stworzyć platformę do otwartej rozmowy o zdrowiu, oczywiście w połączeniu z rozwiązywaniem problemów. System jest poplątany i chaotyczny, a pacjent w nim zagubiony - powiedziała.
Konsolidacja kluczowym priorytetem
Jako priorytety wskazała kontynuację reformy szpitalnictwa, którą przygotowała jej poprzedniczka. Przyjęta w połowie ub. roku ustawa daje szpitalom możliwość konsolidacji, na co decydują się obecnie pierwsze samorządy, a, jak powiedziała w kwietniu w wywiadzie dla PAP szefowa MZ, w sumie w całym kraju planowanych jest ok. 80 procesów reorganizacyjnych.
Ministerstwo Zdrowia pod kierownictwem Sobierańskiej-Grendy traktowało konsolidację jako kluczową reformę. Urzędnicy MZ przekonywali, że sytuację finansową szpitali poprawi właśnie łączenie placówek, przeprofilowanie oddziałów szpitalnych i dostosowanie systemu do potrzeb wynikających z demografii, m.in. starzejącego się społeczeństwa. W ocenie Sobierańskiej-Grendy, o czym powiedziała PAP, sytuacja finansowa wielu z tych szpitali nie jest efektem ostatnich miesięcy, ale kilku lat. - W związku z tym należałoby skierować pytania do poszczególnych nadzorów właścicielskich i dyrektorów szpitali, jaka jest przyczyna tej sytuacji. My oczywiście wprowadzamy szereg narzędzi, które powinny menedżerom dać możliwości podniesienia efektywności pracy szpitali. Mam nadzieję, że z nich skorzystają - stwierdziła w udzielonym w kwietniu wywiadzie.
We wrześniu ub. roku szefowa MZ zapytana przez PAP, czy system ochrony zdrowia bankrutuje, odpowiedziała: - Bez przesady, dajmy mu szansę, choć oczywiście jest dużo do zrobienia.
Cięcia kosztów w NFZ
Pod koniec 2025 r. ujawniono korespondencję Ministerstwa Zdrowia wysłaną do Ministerstwa Finansów, do której dotarła także PAP. Dotyczyła ona planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 i na 2026 r., którego minister finansów nie zatwierdził. Resort zdrowia przedstawił w piśmie do MF datowanym na 29 października propozycje obniżenia kosztów NFZ. Zakładały one oszczędności w NFZ na blisko 10,4 mld zł w 2026 r. i blisko 213 mln zł jeszcze w roku 2025.
Największe cięcia miały dotyczyć limitów w poradniach specjalistycznych, zmian w wynagrodzeniach oraz taryfikacji świadczeń, ale także darmowych leków dla dzieci i seniorów (oszczędności na poziomie 1,5 mld zł). Po ujawnieniu tych informacji resort tłumaczył, że są to wstępne analizy, a decyzje jeszcze nie zapadły.
Ale w 2026 r. Ministerstwo Zdrowia i NFZ (jego tegoroczny budżet to w sumie 221 mld zł, a według ostatnich szacunków resortu zdrowia tegoroczna luka finansowa wyniesie ok. 18 mld zł) zaczęły wdrażać zmiany.
Budzącą emocje wśród pacjentów i lekarzy jest wprowadzona 1 kwietnia zmiana finansowania badań obrazowych. NFZ płaci obecnie 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię, a 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit określony w kontrakcie. Przed zmianą badania te były finansowane w 100 procentach. Wprowadzenie tzw. stawek degresywnych ma przynieść w 2026 r. 625 mln zł oszczędności. Nowe zasady nie dotyczą świadczeń dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia, a także pacjentów onkologicznych.
Ministerstwo Zdrowia wyjaśniło decyzję m.in. wynikiem audytu, który wykazał, że do tej pory system często premiował liczbę badań, a nie ich jakość. W efekcie dochodziło do powtarzania badań w krótkim czasie, braku uzasadnienia medycznego dla niektórych procedur oraz niepotrzebnych wizyt i obciążenia pacjentów. Jednocześnie z danych NFZ wynika, że w ciągu czterech lat - od 2021 r. do 2025 r. - średni koszt tomografii komputerowej wzrósł o 64 proc., rezonansu magnetycznego o 58 proc., kolonoskopii o 82 proc., a gastroskopii o 133 proc.
Eksperci zaczęli ostrzegać, że cięcia w finansowaniu diagnostyki opóźnią rozpoznawanie chorób. - Lekarze będą musieli decydować o leczeniu bez ostatecznej diagnozy - powiedziała PAP prezes Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego prof. Katarzyna Karmelita-Katulska.
Szefowa MZ nie zmieniła zdania. Tłumaczyła, że uporządkowanie systemu jest konieczne. - Musimy wyciągać wnioski z tego, co zadziało się w systemie. Nie możemy bezkrytycznie podchodzić do sytuacji, w której od 2021 roku czterokrotnie wzrosło finasowanie świadczeń. Musimy tak uporządkować finansowanie, aby pieniądze w pierwszej kolejności przekładały się na szybszą i bardziej skuteczną diagnostykę pacjentów, zwłaszcza tych w najpilniejszej potrzebie - powiedziała na początku kwietnia PAP.
Minister zdrowia odpowiada na zarzuty
Kilka tygodni później opozycyjny klub Prawa i Sprawiedliwości podjął próbę przeforsowania wotum nieufności wobec Sobierańskiej-Grendy. Według posłów PiS szefowa MZ ponosiła „pełną odpowiedzialność za pogłębienie kryzysu finansowego w ochronie zdrowia, chaotycznie wprowadzane zmiany w szpitalnictwie i niezrealizowanie postawionych celów”.
Odnosząc się do tych zarzutów minister zdrowia powiedziała z sejmowej mównicy, że do miejsca, w którym jest, doprowadziły ją „misja, odwaga i zaufanie”. Zaznaczyła, że nie jest „człowiekiem znikąd”, lecz pracuje w systemie ochrony zdrowia od ponad 20 lat. Rządząca koalicja obroniła szefową MZ przed odwołaniem.
Dyskusja wokół wynagrodzeń
Uruchomiona przy okazji sprawy Szpitala Południowego dyskusja wokół tzw. kominów płacowych w ochronie zdrowia, tzw. lekarzy milionerów i niezadowolenia pacjentów z sytuacji w ochronie zdrowia, media zaczęły się też przyglądać zarobkom minister zdrowia.
Dziennikarz Wirtualnej Polski zapytał pod koniec czerwca w wywiadzie Jolantę Sobierańską-Grendę o jej oświadczenie majątkowe z ub. roku. Wynikało z niego, że w 2025 r. zarobiła niecałe 114 tys. zł brutto jako minister zdrowia i 63 tys. z tytułu najmu. 725 tys. zł minister określiła jako „inne dochody". Tę ostatnią kwotę tłumaczyła pracą w roli radcy prawnego, zarządzającego i wykładowcy.
Dopiero później wydała oświadczenie zawierające bardziej szczegółowe wyjaśnienie.
Jak przekazała, na kwotę określoną w oświadczeniu majątkowym opisaną jako „inne osiągnięte dochody” w 2025 r. składają się: „kwota 530 221,66 zł brutto, która zawiera m.in.: część stałą wynagrodzenia za 2025 r., część zmienną wynagrodzenia za 2024 r., odszkodowanie za zakaz konkurencji wynikający z zawartego ze spółką Szpitale Pomorskie kontraktu menadżerskiego; kwota 128 000 zł brutto z tytułu współpracy na umowie z Województwem Podlaskiem, przy czym projekt ten zakończył się w kwietniu 2025 r.; pozostała kwota brutto za działalność naukowo-dydaktyczną”.
„Gazeta Wyborcza” wyliczyła, że w ramach odszkodowania za zakaz konkurencji, odkąd odeszła ze szpitala do resortu zdrowia, szefowa MZ otrzymała do tej pory w sumie ok. 200 tys. zł.
Podczas środowej konferencji Sobierańska-Grenda została zapytana, dlaczego w obliczu tego, co dzieje się w ochronie zdrowia, nie poda się do dymisji. – Mam kontrakt zawarty z premierem. Każdego dnia zgodnie z tym kontraktem kontynuuję swoją pracę. Jak państwo widzą, bardzo dużo aktów prawnych i dużo decyzji zostało podjętych przez te jedenaście miesięcy. I dopóki będziemy z panem premierem ten kontrakt kontynuowali, będę w Ministerstwie Zdrowia – odpowiedziała.
Anita Karwowska (PAP)
akar/ mark/ ał/