O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Na trzech krańcach Ameryki. Jak Marcin Prokop zapamiętał Alaskę, Hawaje i Portoryko? [WYWIAD]

W marcu na antenie TVN zadebiutował szósty sezon programu „Niezwykłe Stany Prokopa”. Tym razem Marcin Prokop podróżuje przez Alaskę, Hawaje i Portoryko. - Znalezienie niektórych bohaterów i namówienie ich na spotkanie przed kamerą to często wielomiesięczny proces. Zwłaszcza w przypadku rdzennych mieszkańców Ameryki, którzy generalnie są bardzo nieufni wobec mediów – mówi PAP Life dziennikarz.

Prezenter Marcin Prokop. Fot. PAP/Marcin Obara
Prezenter Marcin Prokop. Fot. PAP/Marcin Obara

PAP Life: W nowym sezonie prowadzisz widzów od lodowców Alaski po tropiki Hawajów. Dwie skrajności czy - paradoksalnie - wiele te miejsca łączy?

Marcin Prokop: Postanowiłem wyruszyć na rubieże Ameryki - Hawaje, Alaskę i Portoryko - z kilku powodów. Po pierwsze, chciałem pokazać skrajną różnorodność przestrzeni, które należą do tego samego kraju, ale mają zupełnie inną kulturę, krajobraz, mentalność mieszkańców.

Po drugie – paradoksalnie - wiele te miejsca łączy. Przede wszystkim fakt, że w różnych momentach historii zostały one przyłączone do Stanów Zjednoczonych, bez liczenia się z głosem lokalnych mieszkańców. Kiedy Alaskę kupiono od Rosji za śmieszne 7 milionów dolarów, żyło na niej ponad 200 rdzennych plemion, których kultura została brutalnie zamerykanizowana. Hawaje - de facto - ukradziono podstępem, pozbawiając suwerenności królestwo, które miało swoją konstytucję, monarchię, tradycję. Z kolei Portoryko stało się dla USA terytorialnym łupem po wojnie z Hiszpanią i do dziś obywatele tego terytorium traktowani są jako Amerykanie drugiej kategorii, m.in. mają paszporty Stanów Zjednoczonych, ale nie mogą głosować na prezydenta oraz nie są objęci wieloma federalnymi programami socjalnymi.

Te wszystkie historie przypominają nam, że Ameryka zawsze była imperialnym mocarstwem, więc dzisiejsze poczynania Donalda Trumpa, odgrzewającego ducha przemocowych podbojów, nie powinny nikogo dziwić.

Więcej

Matera Fot. Adobe Stock/rudi1976
Matera Fot. Adobe Stock/rudi1976

Włoska Matera na jeden wrześniowy weekend stanie się stolicą disco

PAP Life: Twoją przewodniczką po Alasce była Indianka Karmen, wychowana w patologicznej rodzinie, przez lata zmagająca się ze swoimi demonami, uzależnianiami.

M.P.: Spotkałem wiele bardzo zamożnych osób, które przy bliższym poznaniu okazują się biedne, bo jedynym, co mają, są ich pieniądze. Karmen na odwrót - nie ma niczego poza prowizorycznym domkiem, w którym mieszka na środku niegościnnego, alaskańskiego pustkowia, a mimo to jest kobietą bogatą w piękny umysł i duszę. Potrafiła przekuć swoje życiowe traumy w życiową filozofię, w której najważniejsze są pokochanie siebie, zaakceptowanie swojego losu, oparcie poczucia własnej wartości na poczuciu sprawczości i osobistej wolności. Niezwykle zaimponowała mi tym, że nie tylko nie dała się złamać tragicznym wydarzeniom ze swojego życia, ale potrafi czerpać z nich siłę, optymizm, wdzięczność. Jej historia jest bardzo przejmująca. Dość wspomnieć, że jej matka została zamordowana niemal na jej oczach, a ojciec zaćpał się po latach walki z rozmaitymi uzależnieniami. Ona sama, już jako kilkuletnia dziewczynka, musiała usługiwać dorosłym w alkoholowej melinie, prowadzonej przez ojca, a w wieku 15 lat była już po kilku odwykach od różnych substancji. To, że dziś jest trzeźwa i szczęśliwa, jest prawdziwym cudem.

PAP Life: Jak znajdujesz swoich bohaterów?

M.P.: Odpowiem jak policjant - nie mogę ujawniać wszystkich swoich metod śledczych, ale znalezienie niektórych bohaterów i namówienie ich na spotkanie przed kamerą to często wielomiesięczny proces. Zwłaszcza w przypadku rdzennych mieszkańców Ameryki, którzy generalnie są bardzo nieufni wobec mediów, słusznie widząc w nich narzędzie opresyjnego systemu, często służące ich ośmieszaniu, degradowaniu, powielaniu stereotypów.

Więcej

Via dei Fori Imperiali. Fot. PAP/EPA/ANGELO CARCONI
Via dei Fori Imperiali. Fot. PAP/EPA/ANGELO CARCONI

W Rzymie wycięto część ikonicznych sosen w okolicy Koloseum

PAP Life: Utrzymujesz z nimi kontakt po zrobieniu programu?

M.P.: Z wieloma ze swoich bohaterów pozostaję w stałej relacji. Część z nich mogę wręcz uznać za swoich przyjaciół, bo rozmawiamy o bardzo intymnych sprawach, wychodzących poza nawias programu telewizyjnego. Czasami wynikają z tego zabawne sytuacje. Jedną z takich osób jest Mark Pankey, emerytowany pilot F-16, który od paru lat jeździ po świecie samodzielnie skonstruowanym kamperem. Ostatni raz widzieliśmy się dwa lata temu na pustyni Moab w Utah. Kiedy nagrywałem obecny sezon, zorientowałem się, śledząc jego media społecznościowe, że będzie stacjonował na Alasce, dokładnie w czasie, kiedy będę tam ze swoją ekipą. Postanowiliśmy złożyć mu więc wizytę-niespodziankę i „nakryliśmy" go akurat w trakcie romantycznego wieczoru z jakąś nowo poznaną koleżanką z pola kempingowego, która na widok kamery czmychnęła, pospiesznie zbierając swoje ubrania.

PAP Life: A co cię zaskoczyło na Hawajach?

M.P.: Wyobrażałem sobie Hawaje jako beztroski turystyczny raj, gdzie wszyscy tańczą hula, surfują i popijają drinki pod palmą. Oczywiście są tam miejsca, które tak wyglądają, ale jest to tylko dekoracja, za którą ukrywa się znacznie bardziej złożona rzeczywistość. Przede wszystkim, rdzenni Hawajczycy często nie czują się Amerykanami, lecz obywatelami okupowanego kraju, który został im podstępnie odebrany. Co z tego, że prezydent Clinton przeprosił swego czasu za tę aneksję, skoro Hawajczycy nigdy nie odzyskali swojej niepodległości? Zabrano im nie tylko ziemię, ale przede wszystkim kulturę - przez wiele dziesięcioleci zakazane było np. praktykowanie świętego tańca hula, mówienie po hawajsku w szkołach, oddawanie czci lokalnym bóstwom, itd. To, co było dla nich podstawą duchowej tożsamości, zostało przerobione na tanią, turystyczną papkę, np. magnesy na lodówkę z wizerunkami hawajskich tancerek, produkowane masowo w Chinach i sprzedawane w sieciowych sklepach z pseudopamiątkami.

Więcej

Isla Pasion. Fot. Nenad Basic/Adobe Stock
Isla Pasion. Fot. Nenad Basic/Adobe Stock

Isla Pasion w Meksyku najpiękniejszą plażą na świecie

Ciekawym przypadkiem, pokazującym napięcie pomiędzy lokalsami a Amerykanami, jest choćby obserwatorium astronomiczne, zbudowane na szczycie najwyższej góry Hawajów, Mauna Kea. Z jednej strony, jest to projekt służący nauce, napędzający naszą wiedzę o Wszechświecie. Z drugiej, dla Hawajczyków ten szczyt od zawsze był jednym z najważniejszych religijnie miejsc. Przestrzenią styku tego co ziemskie i co boskie. Budowa obserwatorium została więc uznana za świętokradztwo, naplucie im w twarz. Do dziś toczą się na ten temat ostre spory.

PAP Life: Co jest trudniejsze – dotarcie do bohaterów czy zrozumienie ich świata bez oceniania?

M.P.: Moją rolą nie jest rozstrzyganie za widza, jak ma interpretować zjawiska, które pokazuję w programie. Byłoby niestosowną arogancją, gdybym jeździł do miejsc, które nie są moim domem, z jakąś gotową tezą i próbował ją na miejscu udowodnić. Zawsze wyruszam w podróż z otwartą głową i naturalną ciekawością, co zastanę, kogo spotkam, jakie opowieści usłyszę. Oczywiście rodzą się we mnie w międzyczasie różne refleksje. Bo trudno pozostać obojętnym, kiedy np. rozmawiasz z katem z teksańskiego więzienia, który posłał na śmierć kilkadziesiąt osób. Ale przyjmuję, że rzeczywistość nigdy nie jest czarno-biała i moja opinia jest jedną z wielu równie uprawnionych interpretacji.

PAP Life: Czego nauczyłeś się od swoich bohaterów?

M.P.: Każde spotkanie wnosi w moje życie coś nowego. Można by o tym napisać książkę, co może kiedyś wreszcie zrobię, jak znajdę czas. Generalnie jednak nauczyłem się powściągliwości w serwowaniu opinii, czego brak jest zmorą dzisiejszych czasów. Każdy, kto ma dostęp do mediów społecznościowych, czuje się dziś uprawniony do publicznego wyrażania swojego nieomylnego zdania. Nawet zanim zdoła jeszcze podłączyć swój mózg do klawiatury. Głupota, niewiedza i brak refleksji przestały być powodem do wstydu, a ignorancja wyrosła na cnotę. Niczym w kultowym filmie „Idiokracja", który kiedyś był surrealistyczną komedią, a dziś ogląda się go niemal jak proroczy dokument.

Więcej

Mateusz Waligóra. Fot. Materiały prasowe
Mateusz Waligóra. Fot. Materiały prasowe

Sukces mierzony kompletem palców. Mateusz Waligóra o swoich zimowych wyprawach [WYWIAD]

PAP Life: Kręcicie program w dużym tempie, w ciągu miesiąca powstaje 8-12 odcinków. Możesz sobie pozwolić na spontaniczność, zmianę planów, czy wszystko musi być perfekcyjnie zaplanowane i konsekwentnie realizujesz to, co zamierzałeś?

M.P.: Proces produkcji jest tak zoptymalizowany, żeby zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, bez szkody dla jakości. Dlatego podróżuję z bardzo małą ekipą - zaledwie cztery osoby, łącznie ze mną. Dzięki temu jesteśmy bardziej elastyczni i mobilni w działaniu, możemy w ostatniej chwili zmieniać plany. Niektórzy zazdroszczą nam, że jedziemy sobie na miesięczną „wycieczkę" w egzotyczne miejsca, nie zdając sobie sprawy, jak ciężko podczas takiego wyjazdu pracujemy. Każdy dzień to kilkanaście godzin zdjęć, przejazdów, logistyki, walki z różnymi przeciwnościami. Jak 42-stopniowy upał, kiedy dosłownie gotują nam się kamery, odmawiając posłuszeństwa. Nie mówiąc o tym, że jako producent, reżyser i prowadzący tego programu muszę mieć non stop maksymalnie wytężoną koncentrację, bo nie mamy zbyt dużego marginesu na popełnianie błędów.

PAP Life: Czy jest jeszcze coś w Stanach, co potrafi cię autentycznie zaskoczyć?

M.P.: Staram się pielęgnować w sobie świeżość spojrzenia na rzeczywistość i pozwalać się jej zaskakiwać, niezależnie od tego, czy jestem w Stanach, czy na Żoliborzu. Nie pozwalam sobie na skostnienie poglądów i zamknięcie się na nowe perspektywy. Nie chcę wychodzić z założenia, że ja już wiem, jak jest rzeczywistość skonstruowana, bo widziałem niejedno. To wszystko są objawy zestarzenia się, nie w znaczeniu metrykalnym, lecz mentalnym. A ja tego nie chcę. Imponuje mi na przykład Clint Eastwood, który zbliża się do setki, wciąż tworząc nowe filmy i mając w sobie głód życia. Gdy kiedyś spytano go, jaka jest jego tajemnica, odpowiedział: „Nic specjalnego. Po prostu nie wpuszczam do swojej głowy starego człowieka".

PAP Life: „Niezwykle Stany Prokopa” to dziś program podróżniczy czy społeczny?

M.P.: Nie lubię etykietek i szufladkowania. Rzeczywistość nigdy nie jest czarno-biała. Mój program jest po prostu formą mojej autorskiej wypowiedzi na temat rzeczywistości, której doświadczam, podróżując po świecie. Nie jestem wykształconym filmowcem, nie skończyłem w szkole reżyserii, więc podchodzę do tej materii bez żadnych ograniczeń i schematów, robiąc to tak, jak w danej chwili dyktuje mi intuicja.

Więcej

Oslo. Fot. ungry_herbivore/Adobe Stock
Oslo. Fot. ungry_herbivore/Adobe Stock

Oslo na szczycie listy najbardziej zielonych miast świata

PAP Life: Co twoim zdaniem jest teraz w Ameryce najbardziej przytłaczające?

M.P.: Ameryka jest zwierciadłem, w którym odbijają się problemy całego zachodniego świata. Tam, po prostu, są one bardziej wyraziste, ze względu na skalę tego kraju oraz jego znaczenie geopolityczne. Po pierwsze, w ciągu ostatnich dekad doszło do potężnego przetasowania układu sił na świecie, więc obecna polityka USA próbuje zahamować rozmontowywanie amerykańskiej potęgi przez rozbudzone, coraz śmielej poczynające sobie Chiny. Co oznacza m.in. odwracanie uwagi Stanów od Europy, osłabiające nasze poczucie bezpieczeństwa. Po drugie, Amerykanie stali się zakładnikami hiperpopulizmu uprawianego przez Trumpa, który może nie jest subtelnym intelektualistą, ale za to wybitnie zręcznym demagogiem, medialnym graczem, potrafiącym skomunikować się z prostymi ludźmi, oczekującymi prostych diagnoz rzeczywistości i rozwiązania ich problemów. Odkąd Trump wygrał drugą kadencję, Demokraci nie są w stanie wystawić mu żadnego przeciwnika, zdolnego pokonać go tą samą bronią. Trump bezceremonialnie rozmontowuje więc dotychczasowy, demokratyczny porządek, testuje i przesuwa granice swojej władzy oraz wprowadza do dyskusji politycznej język rozkapryszonego, złośliwego i nieprzewidywalnego pięciolatka. To wszystko, w mojej ocenie, szkodzi Ameryce i rozbudza w ludziach demony, które doprowadzą do fatalnych konsekwencji, w tym coraz częstszych wybuchów przemocy.

PAP Life: Czy Ameryka może być wciąż dla kogoś ziemią obiecaną?

M.P.: Oczywiście, przecież nadal mówimy o jednej z najmocniejszych gospodarek świata oraz kraju wielkich możliwości. Pod warunkiem jednak, że ktoś zaakceptuje twarde warunki funkcjonowania w tamtejszym systemie. To nie jest państwo opiekuńcze. Jeśli nie potrafisz tam o siebie zadbać, szybko wypadniesz z gry, a koszty życia cię zniszczą.

PAP Life: Powiedziałeś niedawno, że po podróżach po Ameryce stałeś się jeszcze większym patriotą i bardziej doceniasz nasz kraj. Co w Ameryce najbardziej kontrastuje z codziennym życiem w Polsce?

M.P.: Polska na tle Ameryki jest przede wszystkim krajem bardzo bezpiecznym. Nikt nie biega po ulicach z bronią. Nie strzela do dzieci w szkołach. Nie dokonuje bezczelnych, brutalnych rabunków pod nosem policji, która odmawia ścigania sprawców, bo ma niewystarczające zasoby, żeby się tym wszystkim zajmować. Nie mamy też większych problemów z imigrantami, bo większość przybyszów z zewnątrz jest w Polsce zasymilowana, pochodzi z podobnego kręgu kulturowego, nie tworzy hermetycznych gett, które często stają się siedliskiem przestępczości. Nie mamy też takich etnicznych i rasowych napięć, które dzielą USA. Oczywiście w ostatnim czasie pojawiają się doniesienia o rozmaitych gangach ze Wschodu, które coraz mocniej wrastają w Polską rzeczywistość i jest to bardzo niepokojące, ale nie jest to jeszcze taka skala, z jaką muszą mierzyć się Amerykanie. Po drugie, koszty życia w Polsce są relatywnie niższe, skala ubóstwa jest więc u nas niższa niż w Stanach. No i po trzecie, widać u nas znacznie większą dbałość o przestrzeń publiczną. Większość polskich miast jest czysta i zadbana, podczas gdy w USA w wielu miejscach panuje po prostu publiczny śmietnik.

Więcej

Montepulciano. Fot. stevanzz/Adobe Stock
Montepulciano. Fot. stevanzz/Adobe Stock

Oto najbardziej gościnne miasta na świecie

PAP Life: Czy są miejsca w USA, do których chciałbyś wrócić dla siebie?

M.P.: Jest ich bardzo wiele, ale ostatnio miałbym ochotę poszwendać się trochę dłużej po Nowym Orleanie. Bo bardzo podobała mi się karnawałowa, radosna atmosfera tego miasta, skąpanego w muzyce, a jednocześnie mającego w sobie jakiś mroczny mistycyzm. W końcu to kolebka amerykańskiego voodoo, synkretycznej religii, która łączy chrześcijaństwo z tajemniczymi, afrykańskimi obrzędami. Jeśli dodać do tego fakt, że w niektórych dzielnicach wciąż oświetla się ulice tradycyjnymi, gazowymi latarniami, których blask tańczy i pełza po elewacjach zabytkowych, francuskich kamienic, to łatwo ulec fascynacji tym miastem.

PAP Life: Czy zbliżasz się do momentu, w którym uznasz, że opowiedziałeś o Ameryce wszystko, co chciałeś? Masz już pomysł, jaki inny region świata chciałbyś odkrywać?

M.P.: Jak to mawia nasz narodowy wieszcz, Zenon Martyniuk: „Czas pokaże, czas pokaże...". (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/moc/ag/ep/

Marcin Prokop – dziennikarz, prezenter telewizyjny, publicysta. Karierę w mediach rozpoczął od publikowania tekstów w prasie. Był redaktorem naczelnym „Machiny”, „Filmu” i „Przekroju”. Od 2007 roku związany ze stacją TVN. Widzowie kojarzą go z takimi formatami, jak m.in. „Dzień dobry TVN”, „Mam talent!” i „Lego Masters”. Prowadził także audycje dla TVN Turbo. Od 2017 realizuje swój autorski program podróżniczy o USA - „Niezwykłe Stany Prokopa”. Ma 48 lat.

Serwisy ogólnodostępne PAP