Codzienność w cieniu wojny. Coraz więcej mieszkańców wraca do Kijowa [FILM]

2022-05-24 16:27 aktualizacja: 2022-05-24, 21:12
Coraz więcej mieszkańców wraca do Kijowa. Fot. PAP/ABACA
Coraz więcej mieszkańców wraca do Kijowa. Fot. PAP/ABACA
Z każdym dniem do stolicy Ukrainy wraca coraz więcej mieszkańców, którzy kilka tygodni temu uciekli przed rosyjskimi rakietami. Czynne są już niektóre kawiarnie, restauracje, sklepy, funkcjonuje też komunikacja miejska. Wraz z ludźmi do Kijowa powraca normalność, jest to jednak nowa codzienność w cieniu wojny.

„Otworzyliśmy się jako jedni z pierwszych” – mówi PAP Dalia podając menu w jednej z kijowskich restauracji. Dziewczyna przyznaje, że szczególnie w ostatnich dniach klientów jest więcej.

„Tak, z każdym dniem miasto wraca do życia. Ale będzie to inne, nowe życie. Jakie? Nie wiem, mam dopiero 20 lat. Jednak w naszym kraju cały czas jest wojna, np. w obwodzie z którego pochodzę. Nie zapomnimy o tym co się stało, nie da się” – mówi kelnerka.

Podobnego zdania jest Ołeksandr, fotograf z Kijowa. W pierwszych dniach rosyjskiej inwazji wywiózł żonę z dzieckiem do Polski i wrócił. Teraz swoimi zdjęciami opowiada o okrucieństwie wojny i cierpieniu. „Ponad miesiąc temu na tej ulicy byłem tylko ja. A teraz popatrz” – mówi wskazując na długie szeregi aut oczekające na zielone światło.

Według niego miasto na pewno się zmieni. „Tak w zasadzie to już się zmienia. Tu niektórzy mówili głównie po rosyjsku, teraz uczą się ukraińskiego” – zaznacza. Dopytywany, czy nowy Kijów będzie lepszy od tego przedwojennego, zmienia temat.

Mieszkańcy wracają

Powroty ludzi do miasta potwierdzają statystyki. Przed niespełna tygodniem mer Kijowa, legenda boksu Witalij Kliczko podał, że w stolicy Ukrainy jest już 2,5 mln mieszkańców, czyli dwie trzecie stanu sprzed wojny. Jednocześnie władze miasta ostrzegają, że ryzyko ostrzału nadal jest wysokie i apelują o wstrzymanie się z powrotami.

Mimo to mieszkańcy wracają do stolicy, która nie wygląda już jednak tak samo. I nie chodzi tu o zniszczone budynki, ale o inne ślady toczącej się nadal wojny, które pozostały w ludziach i na ulicach. Są one wyraźnie widoczne przy Majdanie Niepodległości, głównym placu Kijowa, nad którym góruje charakterystyczna, wysoka na 60 metrów kolumna ze słowiańskim bóstwem Berehynią. Tu między rabatami kolorowo kwitnących tulipanów stoją solidne umocnienia strzeleckie wzniesione z worków z piaskiem. Nieopodal równo zasadzonych kwiatów w podobnie ułożonych rzędach stoją pokryte świeżą warstwą rdzy masywne jeże przeciwczołgowe. Takie umocnienia rozsiane są po całym mieście, zabezpieczając w szczególności najważniejsze budynki i instytucje.

Mieszkańcy wydają się jednak nie zwracać już uwagi na barykady, mijając je beznamiętnie lub wykorzystując jako tor przeszkód dla cieszących się wyjątkową popularnością elektrycznych hulajnóg. Dostrzegają je za to nieprzyzwyczajone oczy przybysza.

Stałym elementem nowej codzienności miasta są też liczne patrole wojskowe na ulicach. Uzbrojeni w karabiny żołnierze i policjanci są obecni niemal na każdej centralnej ulicy Kijowa. Jednak nawet w dalszych dzielnicach niczym niezwykłym jest widok wojskowych z długą bronią na plecach i kubkiem kawy w dłoniach.

Niczym wyjątkowym są też dziesiątki pomników, które w trosce przed ostrzałami rakietowymi zabezpieczono różnego rodzaju płytami ochronnymi. Wiele z nich ich jak np. pomnik księżnej Olhi obłożono szczelnie workami z piaskiem.

Barykady zbudowane z podobnych worków strzegą także niektórych wejść do metra, które ponownie zapełniło się podróżującymi. Kijowska podziemna kolejka działa jednak w zmienionych godzinach, kursuje rzadziej niż przed wojną, a przed wejściem na stacje należy się wylegitymować. Mimo to na przyjazd każdego pociągu czekają w godzinach szczytu setki osób.

Na rozkład jazdy metra wpływają też alarmy przeciwlotnicze, do których ludzie już chyba przywykli. Są one ogłaszane niemal codziennie. Ulice jednak wtedy nie pustoszeją, a kawiarnie się nie zamykają. „Jeślibyśmy za każdym razem schodzili do schronu to trudno byłoby pracować, spać, żyć" - mówi PAP jedna z mieszkanek. „Pytasz co wtedy robić? Nic. To jest wojna. Jak możesz to idź na korytarz, tam ściany są najgrubsze” – radzi.

Z tygodnia na tydzień otwiera się też na powrót coraz więcej sklepów, restauracji, kawiarni i innych lokali usługowych. Tym samym z ulic systematycznie znikają zabezpieczenia witryn sklepowych, które pospiesznie montowano w przededniu i na początku wojny. Niektóre z nich nadal jednak pozostają zabite płytami wiórowymi lub są zabezpieczone taśmą.

We wtorek kartony z drogocenną zawartością wnoszono do otwierającego się właśnie sklepu jubilerskiego przy Chreszczatyku. Dzień wcześniej działalność wznowił położny kilkadziesiąt metrów dalej sklep z wyrobami regionalnymi. Drzwi dla klientów otworzył też w ostatnich dniach pobliski sklep z elektroniką o wdzięcznej nazwie „Jabłko”, pod szyldem amerykańskiego giganta.

"Po co ta wojna?"

Odradzający się handel ma jednak pewne ograniczenia. Wynikają one głównie z obowiązywania godziny policyjnej, która jeszcze do niedzieli rozpoczynała się o godz. 22. W związku z tym większość sklepów zamykała się i nadal zamyka już o godz. 20. Obecnie godzina policyjna obowiązuje od godz. 23 do godz. 5 rano.

Ograniczenia dotyczą też sprzedaży alkoholu. Można go kupić w kijowskich sklepach w godzinach 11-16, później natomiast można starać się o kupno butelki piwa lub wina jedynie w barach i restauracjach, gdzie sprzedaż trwa do godz. 22.

Choć ulice Kijowa zapełniają się mieszkańcami, to na brak klientów narzeka jednak Nadia, która sprzedaje mięso na jednym z targowisk miejskich, klimatycznym Rynku Besarabskim. Na jej stoisku solidne kawałki surowego mięsa leżą na metalowej ladzie, bez chłodni, po czym owijane w papier lądują w torbach klientów. Jak się jednak okazuje nielicznych.

"Przed wojną było dużo więcej ludzi. Może i powoli wracają do miasta, ale nie kupują" - mówi kobieta. Zapytana, czy dalej będzie sprzedawać na rynku wzrusza ramionami i z wyraźną bezsilnością w głosie sama zadaje pytanie: "Po co to? Po co ta wojna? Tyle nieszczęścia".

Z Kijowa Mateusz Mikowski (PAP)

an/