Odessa – miasto pod specjalnym nadzorem

2022-07-05 10:38 aktualizacja: 2022-07-06, 10:52
Żołnierz armii ukraińskiej z wyrzutnią MBT LAW w okolicach Odessy. Fot. PAP/Leszek Szymański
Żołnierz armii ukraińskiej z wyrzutnią MBT LAW w okolicach Odessy. Fot. PAP/Leszek Szymański
Granicząca z ostrzeliwanym od miesięcy obwodem mikołajowskim i okupowanym Krymem, Odessa jest gotowa do walki. Punkty kontrolne wojska są ustawione we wszystkich kluczowych dla miasta miejscach. Do większości zabytków nie ma dojścia. Przejść mogą jedynie mieszkańcy okolicznych budynków. Jednak strategicznym miejscem jest wybrzeże, które przygotowane jest na ewentualny atak Rosjan.

Alarmy przeciwlotnicze słychać tu częściej niż na zachodzie czy północy Ukrainy. Miasto stale narażone jest na ataki rakietowe Rosjan. Te od dłuższego czasu udaje się udaremniać. Mimo to pojedyncze rosyjskie rakiety trafiają w miejscowości w obwodzie odeskim. Ostatni ostrzał miał miejsce w oddalonej od Odessy o 80 km miejscowości Serhijiwka. 1 lipca rosyjski pocisk trafił w blok mieszkalny i ośrodek wypoczynkowy zabijając 21 osób i raniąc 36. W samej Odessie ludzie starają się żyć normalnie.

Teatr Opery i Baletu w Odessie. Fot. Daria Al Shehabi

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że miasto trochę opustoszało. Część sklepów jest zamknięta od początku rosyjskiej inwazji. Choć otwarte są restauracje i bary, widać w nich tylko pojedyncze zajęte stoliki. „Ciężko powiedzieć, ile ludzi wyjechało dokładnie, ale czuć, że miasto trochę wymarło. Myślę, że została połowa mieszkańców” – mówił w rozmowie z PAP.PL pochodzący z Odessy Andrij. „Ci, którzy wciąż tu są już raczej nie wyjadą. Są gotowi bronić naszego miasta przed okupantem. Nikt z nas nie chce dożyć dnia, kiedy w Odessie zawiśnie rosyjska flaga. Nie dopuścimy do tego” – kontynuuje.

Budynek po uderzeniu rosyjskiej rakiety. Fot. PAP/Daria Al Shehabi

Przed wojną w miesiącach letnich jedną z głównych atrakcji miasta była plaża. Dziś całkowicie pusta – zamknięta dla wszystkich – jest stale monitorowana przez wojsko i miejscową policję. Tu zagrożeniem jest nie tylko potencjalny rosyjski atak z morza. Niebezpieczeństwo mogą sprowadzić na siebie sami odessyjczycy. Co jakiś czas dochodzi do incydentów, kiedy ktoś mimo zakazu wchodzi na plażę lub do wody. A zarówno morze, jak i wybrzeże są zaminowane. Niestety mimo patroli dochodzi do wypadków, najczęściej śmiertelnych. 

Plaża w Odessie. Fot. PAP/Kamila Wronowska

Reporterki PAP.PL były świadkami tego typu niebezpiecznej sytuacji. Do morza z betonowego brzegu wskoczył młody mężczyzna. Miał szczęście, bo jego wyczyn zauważyli żołnierze i policjanci, którzy siłą wyciągnęli go z wody. Dlaczego ryzykował życiem? „Chciałem tylko popływać” – mówi krótko. Na dłuższą rozmowę nie ma szans, bo mężczyzna został natychmiast zabrany na pobliski komisariat. Z kolei patrolujący wybrzeże Ukraińcy w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że najczęściej tego typu śmiałkowie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia.

Fot. PAP/Kamila Wronowska

„Nie zważają na tabliczki ostrzegające przed minami, ani na nasze apele. Wydaje im się, że najgorsze, co może się wydarzyć, to wejście do miasta Rosjan czy wybuch rakiety. Rozumiem, że ludzie chcą normalnie żyć, ale dzisiaj plaża jest linią frontu” – mówi jeden z żołnierzy. 

Znak ostrzegający przed minami. Fot. PAP/Daria Al Shehabi

O tym, że istotnie jest to front i strategiczne miejsce z punktu widzenia bezpieczeństwa miasta, można przekonać się również przy próbie zrobienia zdjęcia, na którym widać linię wybrzeża. „Jest zakaz fotografowania plaży i infrastruktury na niej się znajdującej. Nawet ze specjalnym zezwoleniem od władz obwodu można fotografować tylko i wyłącznie wodę i niebo” – tłumaczy jedna z patrolujących wybrzeże policjantek. Dodała, że obostrzenia są potrzebne, by wróg nie miał dostępu do bieżących informacji na temat tego, co aktualnie dzieje się na wybrzeżu.

"Rosjanie cały czas nas obserwują, ale nie musimy ułatwiać im zadania. Dodatkowo jeśli otworzymy plażę, to wszyscy ludzie, którzy przyjdą na niej wypoczywać, staną się łatwym celem. Oprócz tego, byłby to znak dla wroga, że plaża jest bezpieczna również dla niego. Desant z morza stałby się dużo bardziej prawdopodobny" - wyjaśnia. Z tego powodu każde podejrzane zachowanie wzbudza natychmiastowe zainteresowanie funkcjonariuszy.

„W mieście niestety są dywersanci, którzy zbierają informacje i przekazują je okupantowi, dlatego musimy być tym bardziej ostrożni i sprawdzać też takie osoby, które na pierwszy rzut oka wyglądają np. jak turyści” – podkreśliła. (PAP)

Z Odessy Daria Al Shehabi, Kamila Wronowska

dsk/