Tajemnicze spojrzenie Mony Lisy rozkodowane

2019-01-09, 13:26 aktualizacja: 2019-01-09, 13:37
Fot. EPA/DANIEL KARMANN
Fot. EPA/DANIEL KARMANN
Tzw. efekt Mony Lisy polegający na wrażeniu, że osoba z portretu na nas patrzy, na słynnym obrazie Leonarda da Vinci wcale nie występuje - doszli do wniosku naukowcy po przeanalizowaniu kierunku patrzenia Giocondy. Złudzenie może wynikać z naturalnej potrzeby skupiania uwagi innych - argumentują badacze.

Kiedy patrząc na obraz lub zdjęcie można odnieść wrażenie, że widoczna na nim osoba spogląda na nas i śledzi nas wzrokiem, mamy do czynienia z tzw. efektem Mony Lisy. "Ludzie są bardzo dobrzy w ocenie, czy inni na nich spoglądają. Psychologia percepcyjna pokazała to już w latach 60-tych" - zwraca uwagę prof. Gernot Horstmann, jeden z autorów pracy opublikowanej na łamach pisma "i-Perception".

"Ludzie mogą czuć, że spogląda na nich ktoś widoczny na zdjęciu lub obrazie - jeśli osoba na portrecie spogląda na wprost, czyli pod kątem zera stopni. Przy niewielkim odchyleniu, nadal można mieć wrażenie bycia obserwowanym. Wydaje się wtedy, że przedstawiona osoba patrzy na nasze ucho, co odpowiada ok. 5 stopniom odchylenia przy normalnym dystansie. Jednak w miarę, jak kąt się zwiększa, wrażenie, że ktoś na nas patrzy, zanika" - wyjaśnia naukowiec.

Okazuje się jednak, że Mona Lisa wcale nie patrzy na obserwatora, mimo jednoznacznej nazwy tego efektu.

Autorzy nowej pracy, z udziałem 24 ochotników doszli do takiego wniosku po dokładnym przeanalizowaniu kierunku patrzenia Mony Lisy wyświetlanej na ekranie komputera. Z 2 tys. pomiarów wykonywanych z różnej odległości niemalże wszystkie pokazały, że uwieczniona na obrazie kobieta nie patrzy prosto. Odchylenie jej wzroku jest nawet całkiem znaczące.

"Uczestnicy badania odnosili wrażenie, że wzrok Mony Lisy kieruje się w prawo. Dokładnie mówiąc, jej spojrzenie odchylone było średnio o 15,4 stopnia. Jasne jest więc, że określenie +efekt Mony Lisy+ to niewłaściwa nazwa" - twierdzi prof. Horstmann.

"Pokazuje to silną potrzebę poczucia, że inni patrzą na nas i poświęcają nam uwagę, że jesteśmy dla kogoś istotni, nawet jeśli tej osoby zupełnie nie znamy" - konkluduje badacz.

Testowany w eksperymencie efekt ma znaczenie nie tylko dla malarzy czy fotografów. Ważny jest też np. dla projektantów gier czy wirtualnej rzeczywistości.

"Na przykład w czasie komunikacji z awatarem w wirtualnym środowisku, spojrzenie pomaga nam go zrozumieć. Z pomocą spojrzenia wirtualna postać może wyrażać swoją uwagę czy wskazywać na jakieś istotne dla danego zadania obiekty - podobnie jak robią to ludzie" - wyjaśnia inny autor badania dr Sebastian Loth.

Więcej informacji:

https://www.alphagalileo.org/en-gb/Item-Display/ItemId/172762?returnurl=https://www.alphagalileo.org/en-gb/Item-Display/ItemId/172762 (PAP)

mat/ ekr/

TEMATY: