Debata PAP Biznes: Wojna handlowa to nie jedyny problem światowej gospodarki

2019-09-30 15:41 aktualizacja: 2019-09-30, 15:49
Fot. PAP/Stach Leszczynski
Fot. PAP/Stach Leszczynski
Wojna handlowa USA-Chiny i związane z tym wycofywanie przez firmy amerykańskie produkcji z Chin, ale także kłopot z reelekcją Donalda Trampa na urząd prezydenta USA, a w przypadku brexitu - wahanie między skrajnościami - brexit bez umowy, albo brak brexitu, a także recesja światowego handlu - to zagrożenia w światowej gospodarce, które sformułowane zostały przez uczestników XXIII debaty PAP Biznes.

W XXIII debacie "Strategie rynkowe TFI 2019" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli przedstawiciele: TFI PZU, Skarbiec TFI, Pekao TFI, NN Investment Partners TFI oraz PKO TFI.

USA-CHINY

Grzegorz Zatryb, członek zarządu Skarbiec TFI, powiedział, że wojna handlowa to tylko jeden z frontów konfliktu USA-Chiny, a w USA panuje konsensus, że Chiny są istotnym zagrożeniem.

"Chiny to chyba jedyny temat, w którym wszyscy w polityce USA są zgodni. Prezydent, Departament Stanu, Republikanie, Demokraci – nie ma tam żadnych wątpliwości co do tego, że Chiny stały się problemem. W innych dziedzinach jest rozsypka, jak choćby w relacjach z Rosją. W przypadku Chin jest pełne zrozumienie problemu i współdziałanie" - powiedział.

Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz, NN Investment Partners TFI, wskazywał, że konflikt USA-Chiny to główny problem w międzynarodowej gospodarce.

"Po II wojnie światowej handel rozwijał się głównie na oceanach, gdzie od kilkudziesięciu lat rządzi USA i ich marynarka wojenna. Chiny chciałyby zmienić status quo. Inicjatywa pasa i drogi, czyli lądowego połączenia i zwiększenia wymiany handlowej między Europą a Azją, postępuje. To wyzwanie dla obecnego stanu rzeczy. Prezydent Trump prowadzi obecnie rozgrywkę polityczną, chciałby ukrócić działania Chin, ale na chwilę obecną już się nie da tego zrobić, można tylko spowolnić ten proces. W zależności od tego jaką politykę Trump będzie prowadził i jak bardzo przyciśnie Chińczyków, tak koniunktura w gospodarce Europy, Azji i USA będzie pod to dyktando się zachowywała" - ocenił.

Według Sławomira Sklindy, zastępcy dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI, firmy USA już rozpoczęły wycofywanie produkcji z Chin.

"Po stronie firm USA, po różnego rodzaju badaniach i analizach strategii, które były prowadzone, wynika, że proces przenoszenia produkcji i zmniejszenia ekspozycji na Chiny się rozpoczął i będzie kontynuowany, niezależnie od efektu rozmów. Firmy USA nie mogą sobie pozwolić na pozostanie w miejscu o tak wysokim ryzyku geopolitycznym. W trzech firmach, z którymi rozmawialiśmy, produkcja w Chinach ma zostać zmniejszona do 20 proc. Większość firm USA już tę decyzję podjęła" - powiedział.

"W miarę upływu czasu, możliwość podnoszenia presji ze strony USA w trakcie negocjacji będzie malała, ponieważ wpływ firm USA będzie coraz niższy. Sytuacja między USA a Chinami inaczej wygląda, gdy uwzględnimy tę dynamikę po stronie firm. Import Chin spada rok do roku o ok. 5-6 proc., a eksport nie spada. W Chinach popyt lokalny spada, a jeśli chodzi o eksport, to eksperci wskazują, że cła są omijane przez Wietnam i inne lokalizacje. Należy zwrócić uwagę, że Chiny spowalniają w segmencie konsumpcyjnym" - dodał Sklinda.

WYBORY W USA

Dariusz Lasek, wiceprezes zarządu TFI PZU, powiedział, że dla prezydenta Trumpa kluczowa jest reelekcja w wyborach w 2020 r.

"Rynki się dostosują i przetrwają, ale widać, że polityka bardzo mocno je dotyka. Do wyborów w USA jest jeszcze rok, więc wydaje się, że granie wyborami USA jeszcze przed nami. Trudno znaleźć pomysły nawet po stronie Republikanów, które byłyby dobre dla rynków. Można zakładać, że wojna handlowa będzie podporządkowana tej rozgrywce" - powiedział wiceprezes zarządu TFI PZU.

W ocenie Sławomira Sklindy, z punktu widzenia rynków finansowych najgorszym scenariuszem byłoby zdobycie nominacji Partii Demokratycznej i wygranie wyborów przez Elizabeth Warren.

"Na pozycję lidera po stronie Partii Demokratycznej wysunęła się Elizabeth Warren. Jej pomysły są katastrofalne dla rynków finansowych. Z mojej rozmowy ze strategiem jednego z większych domów inwestycyjnych USA wynika, że to nie są przedwyborcze hasła. Jest bardzo duży konsensus wśród Demokratów na zrealizowanie tych pomysłów. Jej pomysły są odbierane negatywnie przez rynki finansowe" - powiedział.

"Po pierwsze rozbicie monopoli wielkich firm technologicznych, to trudne przedsięwzięcie, bo jak można rozbić monopol wyszukiwarki. Trzeba pamiętać, że to spółki, które ciągną rynek. Druga rzecz to podatek od bogactwa - 2 proc. rocznie dla osób o majątku powyżej 50 mln i 3 proc. dla miliarderów. Trzecia sprawa to odkręcenie reformy podatkowej Trumpa, a także umorzenie kredytów studenckich. (...) Jeśli Trump miałby problem z reelekcją, to byłby szkodliwy scenariusz dla rynków" - dodał Sklinda.

Jak wskazywał Bartłomiej Chyłek, sytuacja w gospodarce USA powinna unormować się na kilka miesięcy przed wyborami.

"Wybory są przyszłym roku, wydaje się, że można stworzyć mikrokryzys, by potem wjechać na białym koniu. Można się spodziewać potrząśnięcia gospodarką przez następnych kilka miesięcy, a gdy nastąpi prawdziwy start kampanii, to rynki powinny lepiej reagować" - ocenił.

BREXIT

W ocenie Grzegorza Zatryba, nikt nie wie jak zakończy się kwestia brexitu.

"Pozostało mało czasu na podjęcie decyzji. Po stronie brytyjskiej jest kompletna rozsypka, politycy koncentrują się na wyłonieniu się osoby, która przeforsuje rozwiązania, zamiast na wypracowywaniu strategii. Johnson ma poważne problemy, bowiem zawieszenie parlamentu było uznane za niezgodne z prawem brytyjski przez Sąd Najwyższy. UE nie ma z kim rozmawiać. Rynki finansowe wobec mnogości scenariuszy i niewiary w no deal, nie wliczają brexitu bez umowy w wyceny instrumentów finansowych. To zupełna niewiadoma – wszystkie trzy główne opcje, czyli brexit bez umowy, podpisanie umowy i drugie referendum są tak samo prawdopodobne" - powiedział.

"Rozwiązanie problemu Irlandii było możliwe tylko dzięki integracji gospodarczej. Pamiętajmy, że jeszcze na początku lat 90. W Londynie wybuchały bomby. Przecięcie Irlandii granicą to źródło niewyobrażalnych problemów, a żeby doszło do twardego brexitu nikt nie musi nic robić, on się stanie sam z siebie" - dodał Zatryb.

Radosław Cholewiński powiedział, że zachowanie rynków wobec brexitu można tłumaczyć dwoma scenariuszami. 

"Z jednej strony jest prawdopodobny brexit bez umowy, a z drugiej, że brexitu nigdy nie będzie. Wypośrodkowanie tych dwóch stanów daje równowagę, ale oba scenariusze są skrajne. Izba Gmin nie jest w stanie przyjąć umowy brexitowej. Wydaje się prawdopodobne, że jeśli nie dojdzie do twardego brexitu, zgodnie z ustawami przyjętymi przez parlament, które zobligują premiera do przedłużenia terminu brexitu, mogłyby się odbyć wybory, po których by dalej negocjowano" - powiedział.

"Jeśli teraz brexit nie nastąpi, to przez kolejny rok on nie nastąpi. Problemem jest to, że scenariusza centralnego nie ma, tylko jest coś totalnie nieprzewidywalnego, co może spowodować zakłócenia w łańcuchach dostaw, kolejki na granicach, do czego Wielka Brytania nie jest przygotowana. Brexit bez umowy doprowadzi lawiny do nieprzewidzianych wydarzeń. (...) Brexit bez umowy to scenariusz katastroficzny, ale od marca tego roku prawdopodobny. Jeśli nie dojdzie do brexitu bez umowy, to będzie dążenie do podpisania umowy, której nikt nie jest w stanie ratyfikować. Oznacza to dalszą niepewność dla gospodarki europejskiej, której nie da się naprawić polityką fiskalną" - dodał Cholewiński.

Zdaniem Bartłomieja Chyłka, jest niewielka szansa na brexit bez umowy.

"Prawdopodobnie skończy się na tym, że Wielka Brytania zechce usiąść do stołu negocjacyjnego i termin brexitu zostanie odłożony o kilka miesięcy" - ocenił.

PERSPEKTYWY GOSPODARCZE NA ŚWIECIE

Radosław Cholewiński powiedział, że spowolnienie dotyka gospodarek nastawionych na handel. 

"Mamy recesję w światowym handlu, co tłumaczy dlaczego usługi sobie tak dobrze radzą, a handel i przemysł, który produkuje na potrzeby światowego handlu, znajdują się pod presją. Pozytywnym sygnałem jest to, że w odróżnieniu od kryzysu z lat 2008 i 2001, nie ma oczywistych baniek spekulacyjnych na rynku, których pęknięcia wszyscy oczekują. Nie ma problemu po stronie rynków finansowych, które absurdalnie wyceniałyby jakiś sektor czy klasę aktywów. Można się spierać, czy coś jest tanie czy drogie, ale takie oczywistej bańki spekulacyjnej w tej chwili nie widzimy" - powiedział.

"Spowolnienia mają charakter cykliczny, mieliśmy spowolnienie na przełomie 2015 i 2016 r. i w latach 2012-2013. Można się spierać czy recesja czy spowolnienie, ale to dyskusja semantyczna. Recesja to nie jest nasz scenariusz, widzimy, że gospodarka hamuje wszędzie na świecie, ale wynika to z recesji światowego handlu. W przekroju regionalnym widać, że będą na niego narażone kraje o profilu eksportowym, czyli Czechy, a także Węgry, a Polska, z dużym rynkiem wewnętrznym i mniejszą ekspozycją na handel międzynarodowy, może się wykazywać odpornością na to spowolnienie" - dodał Cholewiński.

W ocenie Grzegorza Zatryba, USA mogą uniknąć recesji.

"Otoczenie się zmienia i jest coraz bardziej zgodne z tym, co rynki sygnalizowały już od jakiegoś czasu, że wszystko wskazuje na zbliżające się spowolnienie. Nie mówimy o recesji, bowiem wydaje się, że gospodarka USA ma szansę jej uniknąć, ale niemiecka gospodarka właściwie już jest w recesji. Te gospodarki mają po prostu inne punkty odniesienia - w USA dynamika wzrostu PKB wynosi 3 proc., a w Europie 1,5 proc." - powiedział. (PAP Biznes)

kkr/ pr/ asa/