Debata PAP Biznes: Banki centralne powoli "rzucają ręcznik" i przechodzą zmianę jakościową

2019-09-30 16:14 aktualizacja: 2019-09-30, 16:16
Fot. PAP/Stach Leszczynski
Fot. PAP/Stach Leszczynski
Główne banki centralne na świecie powoli "rzucają ręcznik" i choć nie powiedziały ostatniego słowa, to przechodzą zmianę jakościową - ich zadania dryfują w kierunku integracji polityki monetarnej i fiskalnej oraz obrony przed naciskami politycznymi - uważają uczestnicy XXIII debaty PAP Biznes.

W XXIII debacie "Strategie rynkowe TFI 2019" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli  przedstawiciele: TFI PZU, Skarbiec TFI, Pekao TFI, NN Investment Partners TFI oraz PKO TFI.

"W Europie jest kiepsko, magazynek z amunicją został wyczerpany, nie zdołano go powtórnie naładować. W USA sytuacja wygląda lepiej, bo mieliśmy okres podnoszenia stóp procentowych i jest przestrzeń do obniżek, pomimo tego, że kilku członków Fedu zaklina się, że kolejnych obniżek nie powinno być w najbliższym czasie" - powiedział Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz, NN Investment Partners TFI.

"Banki centralne rzuciły ręcznik. Zwłaszcza Fed, który do ostatniej chwili zapierał się, że nie wchodzi w cykl obniżek, a sytuacja w gospodarce jest na tyle dobra, że podwyżki mogą być kontynuowane. EBC nie zdążył zaostrzyć polityki w żaden sposób" - uważa Grzegorz Zatryb, członek zarządu Skarbiec TFI.

Jak wskazał Zatryb, w kontekście banków centralnych coraz szerzej mówi się, że ich możliwości się kończą. 

"Ostatnio nawet prezes EBC wskazał na potrzebę stymulacji fiskalnej. Niemcy po raz pierwszy, od nie pamiętam jak dawna, zapowiedzieli bardziej aktywne działania fiskalne wokół programu ekologicznego" - powiedział.

"Wydaje się, że polityka monetarna jeszcze ostatniego słowa nie powiedziała. Od pewno czasu jest popularna teoria MMT, która przewiduje, że można pompować w gospodarkę tyle pieniędzy rządowych, ile się chce - o ile to nie spowoduje wybuchu inflacji - więc nie ma limitów dla deficytów budżetowych. Powrócił też temat +helikopter money+" - dodał.

Radosław Cholewiński, zastępca dyrektora zespołu zarządzania instrumentami dłużnymi, zarządzający portfelem Pekao TFI, ocenił, że w bankowości centralnej dokonuje się "zmiana jakościowa". 

"W Europie symbolem tego jest nominowanie na prezesa EBC Christine Lagarde. To jest polityk i osoba, która wcześniej nie zajmowała się polityką monetarną, specjalnie tego nie ukrywa, ale za to jest specjalistką of polityki fiskalnej. To chyba pokazuje, że zmieniają się oczekiwania pod adresem EBC" - powiedział.

"Nominacja Lagarde to nie jest może zmiana mandatu, ale pewna modyfikacja zadań, które stoją przed EBC, wskazanie na konieczność głębszej integracji polityki fiskalnej z monetarną. Moim zdaniem to się nie uda, ale czas pokaże i zweryfikuje - obym się mylił" - dodał.

Dariusz Lasek, wiceprezes zarządu TFI PZU, wskazał, że Fed próbuje bronić niezależności i walczy z presją polityczną, a kwestia polityki monetarnej w eurolandzie to też problem polityczny.

"W Europie to jest ogólny problem polityczny, bo trzeba pamiętać, że strefa euro to właśnie pomysł polityczny. Wydaje się, że w najbliższych czasach nic się nie zmieni. Niemcy bardzo mocno boją się inflacji i ciężko będzie im podjąć działania, które historycznie kończyły się inflacją. Ale nie bardzo mają możliwość działalności fiskalnej (…) nie mają kim tego zrobić, pobudzić gospodarki. Spowolnienie w niektórych miejscach odbywa się przy bardzo niskim bezrobociu. Łatwiej stymulować gospodarkę, jeżeli mamy siłę roboczą, którą możemy wrzucić na rynek pracy" - powiedział. 

Sławomir Sklinda - zastępca dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI - wskazał na narastający w UE podział "północ-południe" względem nastawienia do luzowania polityki monetarnej.

"Angela Merkel ostatnio skrytykowała EBC za sposób prowadzenia polityki monetarnej (...). Z kolei paneuropejsko narasta krytyka Niemiec, jako kraju, który jest przeciwny polityce monetarnej, z drugiej strony najbardziej z tego korzysta, a z trzeciej neguje potrzebę programów fiskalnych" - powiedział Sklinda.

"Green deal zaproponowany przez Niemcy -  54 mld euro na rozbudowę zielonej energetyki (…)  to raptem 1,5 proc. PKB Niemiec, i 0,4 proc. rocznie rozłożone na kilka lat. Projekt ma być natomiast neutralny dla budżetu. (…). Wydaje się, że sytuacja w EBC i na politycznej arenie bardzo się spolaryzowała. W mojej ocenie działania fiskalne to są działania po stronie rządów a nie banków centralnych. Jeżeli nie jesteśmy w stanie dostarczyć stymulacji fiskalnej w postaci np. inwestycji, to programy, takie jak na przykład nasze 500 plus - wspomagające konsumenta - byłyby na miejscu. Ale to się z drugiej strony spotyka z krytyką, gdyż konsument w USA i Europie ma się dobrze" - dodał. (PAP Biznes)

tus/ pr/ gor/