Wybory w Wielkiej Brytanii: konserwatyści prowadzą w Anglii, niewiadomy wynik w Szkocji

2021-05-08 16:01 aktualizacja: 2021-05-08, 19:55
Fot. PAP/ EPA/NEIL HALL
Fot. PAP/ EPA/NEIL HALL
W Wielkiej Brytanii wciąż trwa liczenie głosów oddanych w czwartkowych wyborach - lokalnych w Anglii oraz do parlamentu Szkocji. Nadal niewiadoma jest najważniejsza obecnie kwestia - czy Szkocka Partia Narodowa (SNP) będzie miała bezwzględną większość.

Z powodu ograniczeń związanych z epidemią koronawirusa liczenie głosów trwa dłużej niż zazwyczaj, bo nie rozpoczęto go tuż po zakończeniu głosowania, lecz dopiero w piątek rano.

Według stanu na sobotnie wczesne popołudnie, pełne wyniki są tylko w Walii. Władzę  utrzyma tam Partia Pracy, która zdobyła 30 miejsc w 60-osobowym parlamencie, co oznacza, że Mark Drakeford pozostanie szefem tamtejszego rządu.

Ale zwycięstwo laburzystów nie jest żadnym zaskoczeniem, bo na to wskazywały sondaże przedwyborcze. Drugie miejsce z 16 mandatami zajęła Partia Konserwatywna, która zwiększając swój stan posiadania o pięć miejsc zepchnęła na trzecią pozycję opowiadającą się za niepodległością Walii partią Plaid Cymru (13 mandatów). Ostatni mandat przypadł Liberalnym Demokratom.

Sondaże nie  pozwalają przewidzieć decyzji o przyszłości szkockiego parlamentu

Ani przedwyborcze sondaże, ani dotychczasowe wyniki nie pozwalają natomiast przewidzieć najważniejszej kwestii - tego, czy SNP zdobędzie bezwzględną większość w szkockim parlamencie, co dałoby tej partii znacznie mocniejszy argument w domaganiu się prawa do przeprowadzenia nowego referendum w sprawie niepodległości.

Z rozdzielonych dotychczas 52 mandatów SNP zdobyła aż 43, ale tylko trzy z nich to okręgi przejęte od innych partii, a pozostałe to te, w których wygrała poprzednio. Aby mieć bezwzględną większość SNP musi zdobyć co najmniej cztery dodatkowe mandaty ponad to, co miała na koniec poprzedniej kadencji, nie tracąc żadnego. Do rozdzielenia w Szkocji pozostało jeszcze 77 mandatów.

W Anglii policzono już ponad dwie trzecie głosów oddanych w wyborach lokalnych. Jak na razie są one sporym sukcesem rządzącej Partii Konserwatywnej. Spośród 102 rad miejskich, rad hrabstw lub dystryktów, z których już są wyniki, konserwatyści będą mieść większość w 47, co oznacza wzrost o 9. Zwiększyli też liczbę radnych o ponad 170.

Większość tych zysków konserwatyści odnieśli kosztem Partii Pracy, co powoduje, że w szeregach laburzystów coraz głośniej słychać głosy poddające w wątpliwość przywództwo ich lidera Keira Starmera, który objął tę funkcję zaledwie w kwietniu zeszłego roku. Szczególnie, że w czwartek laburzyści zanotowali bardzo bolesną porażkę w wyborach uzupełniających do Izby Gmin w Hartlepool, tracąc - i to w sposób wyraźny - okręg, który był w ich posiadaniu od 1964 r.

Wprawdzie główna partia opozycji najprawdopodobniej utrzyma władzę w Londynie, ale trudno to uznać będzie za sukces, bo inny wynik niż to, że pozostanie ona największą frakcją w Zgromadzeniu Londynu i zwycięstwo Sadiqa Khana w wyborach burmistrza stolicy byłby dużą niespodzianką.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

kgr/