Kwaśniewski o Nowej Lewicy: partia jest skazana na uporczywą pracę, która po czasie przyniesie efekt

2021-10-06 07:18 aktualizacja: 2021-10-06, 10:25
Aleksander Kwaśniewski. Fot. PAP/Adam Warżawa
Aleksander Kwaśniewski. Fot. PAP/Adam Warżawa
Zjednoczenie Nowej Lewicy przyniesie efekt w sondażach, ale nie będzie to nagły wzrost: Lewica jest skazana na długi marsz - ocenia w rozmowie z PAP były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który będzie jednym z gości kongresu partii.

W rozmowie z PAP - przed sobotnim kongresem zjednoczeniowym Nowej Lewicy i wyborem współprzewodniczących - Kwaśniewski mówi o bólach, w których tworzyły się poprzednie partie po lewej stronie, a także o szansach dla formacji na polepszenie swojej pozycji w sondażach.

PAP: Nowa Lewica rodzi się w bólach. Pełno jest w ostatnim czasie konfliktów części działaczy z obecnym liderem Włodzimierzem Czarzastym. Jak pan to ocenia? Są one porównywalne z tymi przy tworzeniu SdRP i SLD?

Aleksander Kwaśniewski: W najmniejszych bólach rodziło się SLD. SdRP rodziło się bez poważnych turbulencji - to był koniec PZPR, otworzenie nowej karty, z blisko dwóch milionów członków zostało nas 60 tysięcy. Atak, który był wówczas na nas przypuszczany - bóle były wtedy. Moja mama zawsze mówiła, że im coś się w większych bólach rodzi, tym lepszy jest efekt. Liczę na to, że ta Nowa Lewica również będzie miała dobry efekt, ale rodzi się w bólach, to prawda.

PAP: Liderzy Nowej Lewicy uważają, że to najważniejsze wydarzenie od 20 lat. Zgadza się pan z tym? W ostatnim dwudziestoleciu było kilka ważnych projektów po tej stronie politycznej.

A.K.: Projekty polityczne trzeba oceniać po czasie, kiedy coś się dokona. Projekt SdRP o tyle był udany, że przywrócił lewicę do obecności w polskim życiu politycznym. Połączenie SLD dało zwycięstwo wyborcze w roku 2001. Jeżeli Nowa Lewica będzie miała podobne sukcesy, to będzie można powiedzieć, że to jest wydarzenie porównywalne z tym, co było, ale ja bym na tym etapie raczej doradzał skromność i pracę. Skromność w takich ocenach wybiegających naprzód, a ciężką pracę w tworzeniu tej partii, żeby ona była efektywna, wymaga jeszcze ogromnego wysiłku.

PAP: Zjednoczenie ma szansę odbić się Lewicy w sondażach? One są ostatnio jakby w jednym, stałym punkcie.

A.K.: To, że są w stałym punkcie, nie jest złe samo w sobie, nie spadają. Myślę, że tak. Sam sygnał, że Lewica się zjednoczyła, będzie się poświęcała pracy u podstaw, pracy programowej, rozmowami z potencjalnymi sojusznikami i to nie tylko w rozumieniu sił politycznych, ale i związków zawodowych, organizacji pozarządowych i różnych stowarzyszeń społecznych. Myślę, że to będzie pomału przynosić postęp, natomiast nie przypuszczam, żeby to był nagły wzrost. Lewica jest skazana na długi marsz, uporczywą pracę, a w dłuższym czasie przyniesie to efekt.

Pół roku temu właściwie nikt by nie chciał postawić jednego euro na zwycięstwo SPD w wyborach

PAP: Nowa Lewica i sam klub Lewicy tęskno patrzą na zwycięstwa socjaldemokratów w Niemczech czy Norwegii. To jest cel tego "długiego marszu"?

A.K.: To jest to. Przede wszystkim trzeba być obecnym w życiu publicznym, trzeba mieć interesującą ofertę do przedstawiać i potem trzeba czekać na splot szczęśliwych wypadków i SPD jest tego przykładem. Pół roku temu właściwie nikt by nie chciał postawić jednego euro na ich zwycięstwo w wyborach. Po pół roku, ponieważ tyle było różnych wydarzeń po drodze od końca ery Angeli Merkel poczynając na kryzysie CDU kończąc, okazało się, że zwyciężać można. Ale, żeby zwyciężać trzeba być obecnym, trzeba mieć program, trzeba mieć wiarygodnych ludzi takich jak Olaf Scholz i wtedy można liczyć na szczęśliwszy zbieg okoliczności.

PAP: Wciąż nie ujawnili się potencjalni rywale Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia w walce o funkcję współprzewodniczących. Myśli pan, że się pojawią?

A.K.: Nie byłoby źle, gdyby się pojawili. Każdy taki wybór z konkurentem daje silniejszy mandat. Jak byłem wybierany szefem SdRP, tego już nikt nie pamięta, też miałem konkurenta i z nim wygrałem. Wtedy to był Wojciech Garstka.

PAP: Pan się pojawi na sobotnim kongresie. W jakiej roli?

A.K.: Będę jako ten weteran lewicy. Będę mówił krótko o tym, jak sobie wyobrażam zadania, co jest najważniejsze do zrobienia, trochę takich nauk z przeszłości, ale wiem, że to będzie tylko kilka zdań, bo to nie jest moment, w którym będą chcieli słuchać.

PAP: Może później w ogóle nie będą chcieli słuchać.

A.K.: Nie, będą bardziej chcieli słuchać, bo się zderzą z rzeczywistością. Kłopoty skłaniają ludzi do słuchania, poszukiwania doradztwa. W takich momentach, które są trochę euforyczne to wtedy wszyscy uważają, że wiedzą najlepiej.

Nie będzie to długie wystąpienie, ale na pewno chciałbym dodać siły tej Nowej Lewicy, a przynajmniej wiary w swoje możliwości.

Rozmawiał: Grzegorz Bruszewski (PAP)

dsk/