Podwójny zwycięzca opolskich „Premier”, Sargis: iloma językami władasz, tyloma jesteś ludźmi [WYWIAD]
Sargis urodził się w Armenii, wychował na Śląsku, a w domu rozmawiał tylko po ormiańsku. Za piosenkę „Ziemia” otrzymał na tegorocznym festiwalu w Opolu dwie statuetki. - Pomimo mojej wielkiej miłości do Polski i do Armenii, które traktuję jak swoje dwie ojczyzny, czasem pojawia się poczucie pewnej bezdomności – przyznaje w rozmowie z PAP Life ten 24-latek. Jego debiutancki album, „Sargis”, ukazał się 19 czerwca.
PAP Life: Na festiwalu w Opolu twoja piosenka „Ziemia” dostała dwie nagrody: od jury i publiczności, co zdarza się niezwykle rzadko. Spodziewałeś się takiego sukcesu?
Sargis: Wysłaliśmy tę piosenkę z taką myślą, że będzie, co ma być. Co prawda myślałem, że może tym razem się uda, bo wierzę, że nic nie dzieje się przypadkowo, wszystko ma swój czas i swój powód. Wcześniej dwa razy próbowałem, bez powodzenia, dostać się z innymi piosenkami do Premier w Opolu. A z „Ziemią” zadziałała intuicja. Pomyślałem sobie: gdzie indziej, jak nie tam, zaśpiewać piosenkę z takim tekstem, w którym wspominam o Młynarskim, Osieckiej, Szymborskiej, Jandzie. Oczywiście bardzo się cieszę, że wszystko skończyło tak, jak się skończyło. To było spełnienie marzeń.
PAP Life: „Ziemia” nie jest typową piosenką festiwalową. Jej siłą jest poruszający tekst. Śpiewasz: „Czy jestem już wystarczająco wasz? Czy zostało we mnie jeszcze trochę z nas? Mogę mówić w końcu o nas »my«?”.
S.: Pamiętam, że takim impulsem do powstania tej piosenki był reportaż, który zobaczyłem w armeńskiej telewizji. W miasteczku kłóciły się dwa spolaryzowane środowiska o to, jak ma wyglądać dalsza rozbudowa ich miejscowości. W pewnym momencie ktoś zabrał głos i wtedy osoba z tej drugiej strony powiedziała: „A weź ty się zamknij. Całe życie mieszkałeś w Francji, to nie jest twój kraj. Mieszkasz tu dopiero trzy lata”. Strasznie mnie to uderzyło, bo przypomniałem sobie wtedy różne sytuacje ze swojego życia. Nie miałem ich dużo, bo zawsze byłem bardzo zasymilowany i nie doznałem jakiegoś rasizmu. Ale były takie momenty, w których ktoś mówił do mnie coś takiego, co powodowało, że nagle czułem się obco. I wtedy dotarło do mnie, że w sumie w Armenii też trochę może tak być. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że nie za bardzo wiem, o co chodzi, bo przecież tam nie żyję. Pomimo mojej wielkiej miłości do Polski i do Armenii, które traktuję jak swoje dwie ojczyzny, czasem pojawia się poczucie pewnej bezdomności. Oczywiście należy wziąć to słowo w cudzysłów. Kiedy wyjechaliśmy razem z moimi rodzicami i bratem z Armenii, miałem zaledwie rok i dziewięć miesięcy.
PAP Life: Rozmawiałam kiedyś z Wiktorią Gorodecką, polską aktorką, która ma litewsko-rosyjskie korzenie. Powiedziała mi, że kiedy jedzie na Litwę do swojego rodzinnego miasta, to jej bliscy zauważają się, że staje się trochę inną osobą, inaczej się zachowuje. A jak jest z tobą? W Armenii jesteś tym samym Sargisem, co w Polsce?
S.: Myślę, że nie. Moja babcia, świętej pamięci, mówiła: "Iloma językami władasz, tyloma jesteś ludźmi, bo każdy język ma swoją wrażliwość i swój ładunek emocjonalny w każdym słowie". Dla mnie Armenia zawsze była taką krainą, za którą się tęskniło. Trzeba powiedzieć, że pierwszy raz pojechałem do Armenii po tym, jak przyjechaliśmy do Polski, dopiero jak miałem 12 lat. Do tego momentu Armenia była dla mnie mityczną krainą, którą idealizowałem. Pamiętam, że kiedy byłem Armenii, dziwiłem się, że ekspedientką w sklepie jest Ormianką, bo dla mnie w Polsce Ormianie to zawsze była rodzina albo przyjaciele rodziny, a teraz nagle wszędzie zobaczyłem Ormian. Do wszystkich chciałem się przytulać, witać i uśmiechać, bo Ormianie kojarzyli mi się z kimś bliskim. Nie mogłem sobie tego wtedy poukładać. Ale wracając do twojego pytania, czy w Polsce jestem kimś innym niż w Armenii, to myślę, że moje obie wersje: i ta polska, i ormiańska, są prawdziwe. Zawsze byłem osobą, która mówi to, co myśli.
PAP Life: Dlaczego twoi rodzice przyjechali do Polski?
S.: Kiedy na początku lat dwutysięcznych wyjeżdżaliśmy z Armenii, w kraju była bardzo ciężka sytuacja ekonomiczna. Byli głównie oligarchowie i bardzo biedni ludzie, którzy nie mieli możliwości wyjechania, a cała klasa średnia wyjeżdżała za chlebem za granicę. Moi rodzice poznali się w Polsce, bo rodzice mojej mamy wcześniej przyjechali tutaj do pracy, a kiedy mama skończyła szkołę, odwiedziła ich w wakacje. Mój tata, gdy skończył wojsko, przyjechał razem z wujkiem do Polski, też za pracą. No i rodzice spotkali się w Polsce, w Przemyślu, zakochali się w sobie, wrócili do Armenii, tam wzięli ślub, mieli dwójkę dzieci i potem zdecydowali się na emigrację. W Polsce często się przeprowadzaliśmy - mieszkaliśmy na Śląsku w Jaworznie, Zabrzu, Gliwicach, Imielinie, Katowicach, Chorzowie. Ale niezależnie od miejsca, rodzice bardzo dbali o tradycje ormiańskie, wychowałem się w bardzo patriotycznym domu, mówiliśmy wyłącznie po ormiańsku.
PAP Life: Czyli wasz dom to była trochę mała Armenia?
S.: Tak, w bardzo dobrym tego słowa znaczeniu. W domu było dużo muzyki ormiańskiej, bo mój tata gra na akordeonie, a moja mama śpiewa. Na spotkaniach rodzinnych, na których zawsze było dużo osób, śpiewaliśmy. Tata opowiadał nam o historii Armenii i po prostu zaszczepił w nas miłość do ojczyzny.
PAP Life: Był taki moment w twoim życiu, kiedy chciałeś być bardziej Polakiem niż Ormianinem?
S.: Nie, bycie Ormianinem zawsze było dla mnie dumą i wielkim szczęściem. Tak samo, jak bycie dumnym obywatelem Polski, który zna język, historię, kulturę, przeżywa wszystko, co tutaj się dzieje. I to, co śpiewam w „Ziemi” - wzrusza mnie „Rota”, Młynarski, Szymborska, Osiecka i te wszystkie „Szczęść Boże” na górskiej trasie. Myślę, że to jest właśnie świadectwo polskości, że tym przesiąknąłem i ta miłość do naszego kraju jest prawdziwa. Ale też nigdy nie wypierałem się swojego pochodzenia. Wręcz przeciwnie - gdzie tylko mogłem, to o tym mówiłem. Dla mnie powiedzieć tylko, że mam ormiańskie korzenie, to za mało, bo mam rodziców Ormian, urodziłem się w Armenii, wychowałem się w ormiańskiej rodzinie. Można powiedzieć, że byłem trochę samozwańczym ambasadorem Armenii, na przestrzeni lat przybliżyłem temat Armenii naprawdę wielu osobom. Warto mówić, że Polska i Armenia mają ponad 650 lat wspólnej historii, która zaczęła się jeszcze za Kazimierza Wielkiego. Wielu Ormian było tłumaczami królów polskich na Bliskim Wschodzie. No i oczywiście są wybitni polscy twórcy, którzy mają korzenie ormiańskie. Penderecki, Sienkiewicz, Herbert, ksiądz Isakowicz-Zaleski, Ania Dymna, z którą często współpracujemy charytatywnie, miała prababcię Ormiankę.
PAP Life: Anna Dymna wystąpiła w teledysku do twojej piosenki „Gdybym wiedział wcześniej…”.
S.: Odegraliśmy wtedy scenę z prawdziwego życia mojej świętej pamięci babci, która reagowała na mnie w sposób jak nikt inny - po prostu taką czystą, bezgraniczną miłością. I kiedy pomyślałem, że musi to być pokazane w tym teledysku, to nie wyobrażałem sobie, żeby zagrał to ktoś inny niż pani Ania. Byłem przeszczęśliwy, kiedy się zgodziła. Chciałbym w przyszłości założyć fundację, która będzie wspierać dzieciaki, które nie mają takich szans, jak inne. Dla mnie to bardzo ważne, bo kiedy moi rodzice znaleźli się w Polsce, zaczynali od zera, wiem, że nie raz bywało im bardzo ciężko.
PAP Life: Często bywasz w Armenii?
S.: Co najmniej raz w roku, czasami częściej. Ostatnio byłem miesiąc temu, żeby nagrać teledysk do piosenki „Ziemia”, tę ormiańską część. Nagrywaliśmy w pięknych okolicznościach, czy to przyrody, czy różnych budynków, które są symboliczne dla Armenii. Więc bardzo się cieszę, że mogłem swoim przyjaciołom pokazać trochę mojej ojczyzny.
PAP Life: Twoje muzyczne sukcesy są znane w Armenii?
S.: Myślę, że jakieś słuchy dochodzą. Moja rodzina na pewno o nich wie. A co będzie dalej? Najważniejszą rzeczą jest język. Teraz śpiewam po polsku, bo śpiewam dla polskiej publiczności. Ale myślę, że w przyszłości będę miał również repertuar ormiański czy ludowy, czy może inny, to więcej Ormian o mnie usłyszy.
PAP Life: Zawsze wiedziałeś, że chcesz śpiewać?
S.: Zawsze, nigdy nie miałem planu B. Od dziecka śpiewałem i podświadomie wiedziałem, że to jest moje przeznaczenie. Oczywiście przychodziły mi do głowy inne zawody, bo mam różne predyspozycje. Myślałem o byciu lekarzem albo restauratorem, bo bardzo lubię gotować i w ogóle organizować. Ale muzyka zawsze była ważna. Pamiętam mój pierwszy sukces wokalny, kiedy byłem dzieckiem, wygrałem konkurs piosenki śląskiej. Mówiono wtedy, że nie dosyć, że Ormianin mówi po polsku, to jeszcze śpiewa po śląsku. Widziałem, że ludziom podoba się, jak śpiewam, ale raczej nie byłem typem konkursowego dziecka. Znam osoby, które jeździły z rodzicami na każdy konkurs i półki w ich domach uginają się od pucharów i medali. A ja zawsze szukałem w muzyce czegoś swojego. Potem były studia muzyczne, wokalistyka estradowa ma legendarnym Wydziale Jazzu i Muzyki Estradowej w Akademii Muzycznej w Katowicach, które kończę i już za chwilę będę grał dyplom.
PAP Life: Po drodze wygrałeś Konkurs Debiutów w Opolu w 2019 roku, była też wygrana w „Szansie na sukces”.
S.: W „Szansie na sukces” to było wyróżnienie w odcinku z piosenkami Anny Jantar. Wtedy wygrała Ola Nykiel, która była ze mną później w Konkursie Debiutów. Później te Debiuty wygrałem, bo zgłosiłem się osobno, ale wtedy w „Szansie na sukces” dostałem szansę od Natalii Kukulskiej i Adama Sztaby, i jako 17-latek zaśpiewałem ze 100-osobową orkiestrą pod batutą Adama Sztaby na Torwarze. Piosenka, z którą wystąpiłem w Debiutach, to w ogóle była moja pierwsza piosenka, jaką kiedykolwiek napisałem. Zawsze byłem taki stary maleńki, ale musiałem dojrzeć. Moja przyjaciółka Danuta Noszczyńska powiedziała mi coś takiego: „Sargis, niezależnie od tego jak bardzo dojrzały jesteś na swój wiek, nie przeskoczysz tego, co ma zrobić z tobą czas”. I to jest piękna rzecz. Czas nadaje wartość wielu rzeczom. Robimy zdjęcie i za dziesięć lat to zdjęcie ma już inną wartość. Więc te siedem lat między jednym Opolem a drugim to był okres rozwoju, poznawanie siebie w muzyce, uświadomienie sobie, czego chcę, pisania piosenek, warsztatu, studiów, poznawania wielu ludzi i eksperymentowania. Wspaniały czas, często trudny, ale nie narzekam, bo naprawdę dostałem bardzo dużo.
PAP Life: 19 czerwca wychodzi twoja płyta. Jaka ona będzie?
S.: Bardzo osobista, intymna. Płyta jest zatytułowana „Sargis”. Nieprzypadkowo, bo to jest pierwsze zapoznanie się ze słuchaczami, zaproszenie ich do mojego świata. Na płycie jest osiem autorskich kompozycji plus jeden ludowy utwór ormiański w nowej wersji. Nie mogę się doczekać, kiedy jesienią będziemy ją grać na koncertach. Moim największym marzeniem jest po prostu żyć muzyką, pisać kolejne piosenki. Oczywiście również żyć z muzyki, bo wtedy to jest piękne połączenie. Na razie to wszystko się udaje i bardzo się z tego cieszę. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
ikl/ag/
Sargis, właśc. Sargis Davtyan – wokalista, kompozytor. Urodził się w Armenii, kiedy miał niespełna dwa lata przyjechał z rodziną do Polski i zamieszkał na Śląsku. Ma podwójne obywatelstwo. Studiuje wokalistykę estradową na Wydziale Jazzu i Muzyki Estradowej Akademii Muzycznej w Katowicach. W 2019 na Festiwalu w Opolu zdobył nagrodę jury w konkursie „Debiutów”. W tym roku w Opolu za piosenkę „Ziemia” zdobył dwie statuetki w konkursie „Premier” – nagrodę jury oraz nagrodę publiczności. 19 czerwca ukazała się jego pierwsza płyta, „Sargis”. Ma 24 lata.