O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Producent hitów, DrySkull, wychodzi z cienia. Na swój album zaprosił czołówkę polskich wykonawców [WYWIAD]

Ma na koncie prawie 100 utworów, z których wiele stało się hitami. Współtworzył albumy Mroza i hymny Męskiego Grania. Pracował też m.in. z Podsiadłą, Zalewskim, Zawiałow, Sokołem i Rodowicz. Niedawno DrySkull postanowił wyjść z cienia i wydał swój pierwszy album producencki „Salon”, na który zaprosił gwiazdy polskiej muzyki. Czekał sześć lat, by zebrać na jednej płycie najlepszych artystów.

DrySkull. Fot. Materiały prasowe
DrySkull. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Nagrałeś płytę, bo zamarzyło ci się być na okładce?

DrySkull: Nie do końca. Lubię miejsce, w którym jestem, to znaczy takie w kuluarach. Natomiast moim bardzo wielkim pragnieniem było to, żeby stworzyć przestrzeń, w której rzeczywiście za sprawą jednego producenta, czyli w tym wypadku mnie, połączyłoby się wielu wykonawców. To był chyba tak naprawdę główny cel, który mi przyświecał. Liczę się z tym, że wypuszczanie albumu pod własnym pseudonimem wiąże się z pewnego rodzaju odpowiedzialnością wizerunkową. Ale jak już w to wchodzić, to na grubo i dlatego na okładce usiadłem w pierwszym rzędzie na fotelu.

PAP Life: Jesteś jednym z najbardziej aktywnych producentów muzycznych w Polsce. Pracowałeś m.in. z Mrozem, Dawidem Podsiadłą, Krzyśkiem Zalewskim, Sokołem, Lanberry, grupą Afromental i wieloma innymi artystami. Nigdy wcześniej nie myślałeś o tym, żeby samemu występować na scenie, być frontmanem?

D.: Od tego się zaczęło. Nawet przez jakiś czas byłem frontmanem w olsztyńskim zespole Kangaroz. Ale seria niefortunnych zdarzeń doprowadziła do tego, że mimo że bardzo chciałem mieć zespół, to jednak okazało się, że nie jest mi to w danym momencie pisane. Wtedy po prostu się zaparłem i powiedziałem sobie, że nauczę się robić muzykę tak, żeby nikogo, oprócz siebie samego, nie potrzebować do jej wykonywania. No i zanim się dobrze nauczyłem robić to dla siebie, to okazało się, że zgłosili się ludzie, którzy chcieliby, żebym coś zrobił dla nich.

Więcej

Artur Rojek. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Artur Rojek. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Artur Rojek nowym singlem otwiera kolejny rozdział swojej twórczości

PAP Life: Jaka jest właściwie twoja rola jako producenta muzycznego? Przecież nie tylko dbasz o wykonanie, brzmienie materiału, wspierasz proces aranżacyjny, ale też piszesz teksty, komponujesz muzykę. Gdzie przebiega granica między tym, za co odpowiada artysta, a za co producent?

D.: Wydaje mi się, że każdy producent pisze swoją własną definicję tego, kim jest. Ja przyjąłem taką maksymę, że producent to jest ktoś, kto na tyle wzbudza zaufanie w artyście, że ten nie boi się przejść przez piekło w trakcie procesu twórczego. Uważam, że jestem od tego, żeby artyście pomagać, bo to on później musi się pod tym utworem podpisywać twarzą, muzyką, swoim głosem. A ja, jako producent, mogę razem z publicznością przeżywać to, jak ten utwór wybrzmiewa już ze sceny. W związku z tym, to jest prawdopodobnie różnica pomiędzy artystą a producentem. Natomiast definiując swoją rolę w taki zupełnie prozaiczny sposób, to w większości przypadków jestem współautorem piosenki. Myślę, że producent jest kimś w rodzaju architekta całego procesu twórczego. To znaczy pomaga skompletować narzędzia, które pozwolą na to, żeby piosenka brzmiała dobrze i żeby artysta czuł się w niej bezpiecznie.

Image
DrySkull. Fot. Materiały prasowe
DrySkull. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Masz na koncie prawie sto utworów, z których wiele stało się hitami, np. "Jak nie my to kto" czy "Wolne duchy". Nigdy nie było w tobie żalu, że publiczność nie wie, jaki był twój wkład?

D.: Myślę, że jak byłem młodszy, to rzeczywiście jakieś ambicje mną jeszcze kierowały, żeby na tej scenie coś udowodnić. Było to spowodowane tym, że bardzo długo nie byłem na scenie i nie miałem żadnego przełożenia na to, jakie uczucia we mnie taka obecność by rodziła. W zeszłym roku, w sierpniu, miałem wielką przyjemność zagrać na scenie połowę materiału z mojej płyty na Męskim Graniu w Warszawie. I choć było to absolutnie spełniające doznanie i takie po którym przez następne trzy miesiące wydawało mi się, że już tylko chcę grać, to po powrocie do domu okazało się, że jednak czuję większy komfort, kiedy jestem w studio i mam czas, żeby się nad każdym dźwiękiem zastanowić. Kiedy rozmawiam z artystami, to zazwyczaj z ich ust słyszę, że dla nich finałem pracy nad utworami jest wykonywanie ich na żywo. No, a mnie największą satysfakcję sprawia poszukiwanie ich brzmienia. W związku z tym dziś już chyba tej zazdrości w sobie nie noszę. Bardzo mi dobrze w środowisku, w którym udało mi się zagrzać ciepłe miejsce.

PAP Life: Artyści sami się do ciebie zwracają? Czy ty zwracasz się do artystów z propozycją współpracy?

D.: Zwracamy się do siebie wzajemnie. Lubię rozmawiać z ludźmi, więc szukam okazji, kiedy mogę się z tymi artystami przecinać i na początku po prostu wymieniać zdaniem na różne tematy - czy to muzyczne, czy to życiowe. Bardzo często owocuje to tym, że po takiej wymianie w obojgu nas przychodzi refleksja, żeby się spotkać i posłuchać, co muzyka chce nam powiedzieć.

Więcej

Grupa U2. Fot. Materiały prasowe/Universal Music Polska
Grupa U2. Fot. Materiały prasowe/Universal Music Polska

Grupa U2 niespodziewanie wydała minialbum

PAP Life: Bywasz dla artystów nadopiekuńczy? Czy ich dociskasz, bo wiesz, że znasz ich możliwości i mogą więcej?

D.: Staram się ich słuchać, bo tak naprawdę to oni lepiej wiedzą, co jest dla nich dobre w danym momencie. Czasami otaczam opieką. Czasami po prostu nasze sesje polegają na tym, że po prostu posłucham tego, co dany artysta ma do powiedzenia na jakiś temat, który w danym momencie jest dla niego ważny. A czasami jest tak, że widzę, że trzeba go jednak sprowadzić do pionu i wtedy staram się, nie strasząc zbytnio, zaciągnąć do roboty.

PAP Life: Na twojej płycie jest 11 utworów, śpiewa 13 artystów, m.in. Igo, Mrozu, Waluś, Krzysiek Zalewski, Błażej Król, GrubSon, Miodu, Tomson, Zalia i Landberry. Ta płyta powstawała aż sześć lat. Dlaczego tak długo?

D.: Stwierdziłem, że jak już robić tę płytę to z najlepszymi i wymyśliłem sobie, żeby zebrać takich wykonawców, którzy raz, że mi imponują, a dwa, że po prostu stanowią pierwszą ligę naszego polskiego rynku muzycznego. To był projekt wymagający bardzo dużej dozy cierpliwości, bo każdy z tych wykonawców nie dość, że wydaje swoje płyty, to jest w ogniu koncertowym. I w większości przypadków było tak, że nawet jeżeli wstępny pomysł na utwór powstał szybko, to później dogrywanie zamknięcia formy plus pisanie tekstu, plus przesyłanie sobie wersji miksu, wiązało się z tym, że na odpowiedź od artysty trzeba było czekać. Myślę, że mogłem odpuścić w niektórych sytuacjach i wtedy pewnie ta płyta wyszłaby szybciej, ale tak zależało mi na tych wszystkich wykonawcach, że powiedziałem sobie, że poczekam i szczęśliwie udało się mi doczekać.

Image
DrySkull. Fot. Materiały prasowe
DrySkull. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Niektórych z tych artystów, jak Tomsona, znasz od dawna. Z innymi, jak Błażej Król, pracowałeś po raz pierwszy. Jaki był klucz doboru?

D.: Wyłącznie moja intuicja i mój instynkt. To jest coś, czym w zasadzie kieruję się nie tylko przy robieniu muzyki, ale ogólnie w życiu. I w przypadku robienia tej płyty było dokładnie tak samo. Każdego z tych wykonawców słyszałem koncertowo, słyszałem wydawniczo i każdy z nich chodził mi po głowie jako człowiek, z którym fajnie byłoby coś zrobić. Nie ukrywam, że gdybym mógł, to prawdopodobnie tych wykonawców byłoby co najmniej dwa razy więcej. Mamy w tym kraju bardzo dużo zdolnych artystów, którzy w bardzo indywidualny sposób myślą o swojej sztuce i naprawdę stanowią jakąś odrębną grupę, przy jednoczesnym wielkim natarciu ludzi, u których do końca takiej indywidualności nie czuję.

PAP Life: Związek Producentów Audio Video opublikował właśnie roczne zestawienie najczęściej obecnych w radio artystów. W pierwszej setce jest 36 polskich wykonawców. Polska muzyka ma się całkiem dobrze.

D.: Uważam, że z polską muzyką nigdy nie było źle. Myślę, że mamy przezdolnych artystów i nawet jeżeli kondycja polskiego rynku bywała nienajlepsza, to poziom artystyczny prezentowany przez poszczególnych wykonawców dawał do wiwatu. To było słychać w audycjach radiowych Trójki, których słuchałem 20 lat temu. Chociaż z mainstreamem bywało różnie i dziś powiedziałbym dokładnie to samo. Teraz mamy więcej różnego rodzaju mediów autonomicznych, w postaci TikToków, Instagramów i Facebooków. W związku z tym poszukiwanie tych artystów z jednej strony jest bardziej satysfakcjonujące, bo można znaleźć ich stosunkowo więcej, z drugiej - dość uciążliwe.

Więcej

Aktorka Danuta Stenka. Fot. Materiały prasowe
Aktorka Danuta Stenka. Fot. Materiały prasowe

Danuta Stenka po 20 latach wróciła do roli z „Nigdy w życiu!”. Polki wciąż dziękują jej za Judytę [WYWIAD]

PAP Life: A kto dziś z młodych artystów urzeka ciebie?

D.: Na przykład zespół Sad Smiles. Ostatnio byli w „Must Be the Music”. Teraz chyba właśnie skończyli tę przygodę i wracają do koncertowania. Młodzi ludzie, którzy mają po jakieś 19, 20 lat, a już chyba 800 koncertów na koncie i wydane ze trzy płyty. Z ciekawością obserwuję też zespół Metro. Ogólnie rzecz biorąc, jest wśród młodych ludzi ciekawy powrót do muzyki organicznej. Co trochę mnie zaskakuje, choć też się tego spodziewałem, bo przez długi czas mieliśmy w natarciu hip-hopową strategię sceniczną. To znaczy jeden wykonawca rapujący, niekoniecznie śpiewający i DJ, który mu przygrywa. Dziś jest inicjatywa, żeby zakładać zespoły, wraca żywa muzyka i bardzo mnie to cieszy. Wszystkich tych, którzy po nią sięgają, cenię i staram się obserwować.

PAP Life: Kiedy zapytałam cię o młodych, zdolnych, myślałam, że powiesz o Zalii, która też śpiewa na twojej płycie.

D.: Mówiłem o młodych, pretendujących, a Zalia to już jest królowa. Ona jest absolutnie w topce i myślę, że będzie jeszcze wyżej. Przewidziałem, że będzie królową już w 2022 roku, kiedy się poznaliśmy na plaży w Olsztynie podczas Olsztyn Green Festival i od tamtego dnia regularnie to wszystkim powtarzałem. Przyznam, że kilka razy udało mi się przewidzieć komuś karierę. Tak było, jak chłopaki z Afromental zaczynali swoją przygodę. Po prostu czułem, że to będzie wielki zespół i się nie myliłem. Chwilę później tak było z Mrozem, no i z Zalią jest dokładnie tak samo. Jak tylko ją usłyszałem, wiedziałem, że to jest gotowa artystka z tak świetnymi muzykami, z tak genialnymi kompozycjami, że to się musi udać.

Image
DrySkull. Fot. Materiały prasowe
DrySkull. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Co trzeba zrobić, żeby piosenka stała się przebojem?

D.: Nie mam pojęcia. Wyznaję zasadę, że im mniej się o tym myśli, tym większa jest szansa, że to się wydarzy. Z natury jestem romantykiem, więc chyba wierzę, że indywidualność, oryginalność i taka szczypta wiary w to, co się robi, są najlepszym sposobem, żeby ta wartość była przebojowa, a niekoniecznie tylko dźwięki.

PAP Life: Podobno na twojej płycie miał wystąpić Dawid Podsiadło, z którym w przeszłości pracowałeś.

D.: To prawda, ale Dawid jest tak zajęty, że logistycznie okazało się to niemożliwe.

PAP Life: Podsiadło to fenomen na polskiej scenie. Wygrywa wszelkie rankingi, wyprzedaje stadiony szybciej niż światowe gwiazdy pop. Dlaczego właśnie on osiągnął taki sukces?

D.: Zdecydowanie wielkim atutem Dawida jest charyzma. Oprócz tego fenomenalny głos, świetny talent do komponowania melodii, do songwritingu. Dawid jest chyba jedynym polskim wykonawcą, który będąc w talent show, odniósł taki sukces. Ale staram się nie analizować tego, jak rynek jest skonstruowany, bo moglibyśmy tutaj zrobić wykład o tym, jak działają menadżerzy i wytwórnie oraz organizatorzy koncertów. Natomiast z punktu widzenia rozwoju kariery, Dawid po prostu zrobił wszystko, żeby mu się to udało.

Więcej

Meryl Streep. Fot. EPA/TOLGA AKMEN
Meryl Streep. Fot. EPA/TOLGA AKMEN

Meryl Streep początkowo odmówiła gry w „Diabeł ubiera się u Prady”. Zrobiła to, aby…. dostać wyższą gażę

PAP Life: Niektórzy artyści narzekają, że ich piosenki nie są grane przez radio, bo są za długie. A podobno radiowa piosenka powinna trwać nie dłużej niż 2 minuty 30 sekund. Na twojej płycie kilka piosenek jest dłuższych. Nie przestrzegasz tych reguł?

D.: Faktycznie, jeżeli mówimy o piosence, której przeznaczeniem byłoby, żeby zaistnieć w przestrzeni radiowej, to jest wymóg, który wypadałoby stosować. Te długości piosenek są dzisiaj niestety strasznie wymagające, bo w 2:30 ciężko jest zmieścić duży ładunek emocjonalny, ale jest to możliwe. Już niejednokrotnie okazało się, że przypadkiem wymyśliłem takie krótkie piosenki, które poszybowały gdzieś wysoko. Natomiast jeżeli nie ma takiego wymogu, żeby była to piosenka, która ma trafić do radia, to wtedy z wielką przyjemnością oddaję się wydłużaniu kompozycji, które pozwoliłyby się słuchaczom zaaklimatyzować się w tej przestrzeni. Osobiście bardzo lubię nawet ośmiominutowe kompozycje.

PAP Life: Nie miałeś ochoty sam zaśpiewać na swojej płycie?

D.: Miałem. Natomiast z czasem ta chęć mi minęła. Ale nie dlatego, że ktoś mnie od niej odwiódł, tylko dlatego, że po prostu zrozumiałem, że z idei „Salon" to miejsce, do którego zapraszam innych, żeby poczuli się dobrze jak u siebie. Zdecydowana większość utworów powstała w moim domu, w pokoju, gdzie pracuję - tutaj spotykałem się z artystami. Chyba tylko w dwóch przypadkach to ja jechałem do kogoś.

Image
Okładka albumu "Salon". Fot. Materiały prasowe
Okładka albumu "Salon". Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Wiem, że za to ty dobrze czujesz w Barcelonie. Początek i koniec płyty to nagranie szumu morza w Hiszpanii.

D.: Tak. To było rzutem na taśmę, kiedy byliśmy w Barcelonie, żeby nagrywać teledysk do piosenki „Mam czyste niebo nad głową". Siedząc nad brzegiem morza, pomyślałem, że to jest coś, czego brakuje na tej płycie i nagrałem szum morza. Barcelona niewątpliwie jest miejscem, gdzie czuję się jak w domu.

PAP Life: Myślałeś, żeby pracować z hiszpańskimi artystami?

D.: Myślę o tym, żeby pracować z artystami z całego świata. Jestem nauczony przez mojego guru, czyli Damona Albarna, założyciela i lidera Gorillaz, że kooperacja to najlepsza forma uprawiania sztuki. Moim wielkim marzeniem jest polecieć do Afryki i z tamtejszymi wykonawcami oddać się uprawianiu muzyki. W kulturze afrykańskiej jest coś pięknego, że muzyka jest zjawiskiem, które się dzieje. To nie są piosenki, które mają trwać od do, tylko zapisy jakichś stanów emocjonalnych. I mnie jest chyba najbliżej właśnie do takiego definiowania muzyki. W związku z tym - czy to będzie Polak, Hiszpan, Anglik czy nawet obce cywilizacje, które do nas dotrą - to zawsze z radością będę chętnie współtworzył muzykę.

Więcej

Ralph Kaminski. Fot. PAP/Krzysztof Świderski
Ralph Kaminski. Fot. PAP/Krzysztof Świderski

Nostalgiczny Ralph Kaminski w „Ostatnim dniu lata”

PAP Life: Obcą cywilizację w postaci AI już mamy. Korzystasz z Chata GPT przy komponowaniu muzyki?

D.: Na moje kompozycje AI nie ma żadnego wpływu. O ile czasem przy takich codziennych zadaniach, na przykład, ile cukru dosypać do budyniu, pytam Chata GPT, to w muzyce nie odczuwam potrzeby, żeby korzystać z narzędzi, które, póki co, AI serwuje. Wszystko, co ma mi do zaoferowania AI, jest oszczędnością czasu, który i tak poświęciłbym na to, żeby pracować nad muzyką. Po prostu zyskałbym ten czas, z którym nie wiedziałbym, co zrobić. A ja lubię tracić czas na muzykę.

PAP Life: Nie obawiasz się, że w przyszłości AI zabierze ci pracę?

D.: Nie. Myślę, że z AI w muzyce największą frajdę mają ci, którzy nie robią jej zawodowo. To jest szansa na to, żeby przygotować coś instant, co dotychczas można było tylko usłyszeć na jakiejś płycie. Mało kto z tych ludzi na serio myśli o tym, żeby coś takiego wydawać, a na dodatek później jeszcze taki delikwent musiałby znaleźć słuchaczy, którzy chcieliby go słuchać, chcieliby przyjść na koncert, posłuchać tych piosenek na żywo. Ogólnie rzecz biorąc, nie odczuwam żadnej konkurencji ze strony AI. Wiem, że moi znajomi używają tych narzędzi do różnych celów - niektórym może to pomóc w procesie. Mnie to nie pomaga, a powiedziałbym nawet, że odbiera mi fun.

Image
DrySkull. Fot. Materiały prasowe
DrySkull. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Powoli zbliża się tegoroczne Męskie Granie. W 2024 i 2025 byłeś współtwórcą hymnów Męskiego Grania. W tym roku jesteś związany z tym przedsięwzięciem?

D.: Nie, w tym roku jedynie wspieram i kibicuję. Przyglądam się, co ciekawego się dzieje. Nie maczałem palców ani w hymnie, ani w innych zadaniach. Skupiłem się na wydaniu płyty i na promocji tego materiału. Kto wie, co się wydarzy za rok.

PAP Life: Będą twoje kolejne płyty?

D.: Tak, nie mogę się już doczekać, żeby zabrać się za jakiś materiał, który pewnie gdzieś nawet drzemie w szufladzie. Nie wiem, czy to będzie album producencki, czy moja solowa płyta, czy jeszcze inna forma kooperacji z jakimiś artystami. Za wcześnie, żeby na ten temat rozmawiać. Zresztą przez cały czas, zarówno w trakcie pracy nad tą płytą, jak i potem, nie odpoczywałem, tylko komuś coś produkowałem, więc ten proces jest u mnie ciągły. Ale zanim będą jakiekolwiek kolejne płyty, to najpierw na jesieni planowana jest premiera „Salonu” na winylu. Bardzo mi zależy, żeby spróbować połączyć to z opcją zaprezentowania materiału z płyty na jedynym niepowtarzalnym koncercie, na którym zbiorę wszystkich wykonawców, którzy na tej płycie się znaleźli.

Więcej

Aktorka Monika Mariotti. Fot. PAP/Rafał Guz
Aktorka Monika Mariotti. Fot. PAP/Rafał Guz

Po 18 latach pracy w Polsce, Monika Mariotti po raz pierwszy zagrała Włoszkę

PAP Life: Wiesz już, kiedy i gdzie odbędzie się taki koncert?

D.: Chciałbym ten konkret, ale niestety jeszcze jesteśmy na etapie rozmów. Nie jest to proste logistycznie, żeby zebrać ich wszystkich, połączyć ich kalendarze plus miejsce, w którym miałoby się to wydarzyć. Ale wierzę, że to się uda. Jedno marzenie spełniłem, wydając album. Więc chętnie spełnię też następne, grając ten koncert. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ag/ep/

Robert Krawczyk, znany szerzej jako DrySkull, to muzyk, kompozytor, autor tekstów i producent muzyczny. Zajmuje się tworzeniem muzyki dla czołówki polskich wykonawców. Po jego kompozycje sięgają przedstawiciele sceny hiphopowej, jak i artyści reprezentujący szeroko pojęty pop. Współtworzył przebojowe albumy Mroza i hymny Męskiego Grania, współpracował m.in. z Sokołem, Dawidem Podsiadło, Darią Zawiałow, Igorem Herbutem, Marylą Rodowicz i Lanberry. Pod koniec marca 2026 wydał album producencki „Salon”, na który zaprosił m.in. Krzysztofa Zalewskiego, Grubsona, Błażeja Króla i Zalię.

Zobacz także

  • Artur Rojek. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
    Artur Rojek. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

    Artur Rojek nowym singlem otwiera kolejny rozdział swojej twórczości

  • Aktorka Joanna Kulig. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
    Aktorka Joanna Kulig. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

    Joanna Kulig pracuje nad debiutanckim albumem

  • Ringo Starr. Fot. PAP/EPA/CAROLINE BREHMAN
    Ringo Starr. Fot. PAP/EPA/CAROLINE BREHMAN

    Ringo Starr kontynuuje przygodę z country i zapowiada kolejny album

  • Grupa U2. Fot. Materiały prasowe/Universal Music Polska
    Grupa U2. Fot. Materiały prasowe/Universal Music Polska

    Grupa U2 niespodziewanie wydała minialbum

Serwisy ogólnodostępne PAP