Prof. Brodzińska-Mirowska: dezinformacja to proces, który służy manipulacji społecznym odbiorem
Dezinformacja to proces, który służy manipulacji społecznym odbiorem - powiedziała w Toruniu medioznawczyni dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska. Prof. UMK. Dr Agnieszka Bryc, specjalistka od Rosji dodała, że sprzeciwia się używaniu pojęcia „media społecznościowe” na rzecz „platform społecznościowych”.
W ramach Welconomy Toruń w Toruniu zorganizowano panel „Dezinformacja we współczesnym świecie”. Prelegentami byli medioznawczyni dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska, prof. UMK, specjalistka od spraw wschodnich dr Agnieszka Bryc oraz dziennikarz PAP Tomasz Więcławski. Panel prowadził rzecznik prasowy UMK, dr Patryk Tomaszewski.
– Fake news nie jest tym samym co dezinformacja. Nie stawiałabym między tymi pojęciami znaku równości – powiedziała dr hab. Brodzińska-Mirowska z Katedry Komunikacji, Mediów i Dziennikarstwa UMK w Toruniu. – To jeden element faktyczny. Dezinformacja to proces służący manipulacji społecznym odbiorem, który został mocno wzmocniony rozwojem technologicznym.
Ekspertka dodała, że dezinformacja nie jest zjawiskiem nowym, a znanym od dekad. – W nowej odsłonie jest jednak dewastująca dla procesów politycznych, społecznych i gospodarczych. Służy celom politycznym, ekonomicznym, finansowym, a czasem po prostu wprowadza chaos – podkreśliła.
Dr Bryc wskazała, że kampanie dezinformacyjne są niezwykle skuteczne, bo odnoszą się do ludzkich instynktów, a nie racjonalnego myślenia. - Uruchamiają nasze myślenie instynktowne i emocjonalne; zawsze są pobudzające. To jest tak skonstruowana dezinformacja, która ma zirytować, przestraszyć i rozwścieczyć - powiedziała o dezinformacji stosowanej m.in. przez Rosję.
– W przekazach często zaszyte są kody, które wgryzają się w naszą świadomość i sprawiają, że myślimy w utrwalonych schematach, a nie samodzielnie – dodała dr Bryc. – Myślimy kodami wprasowanymi w naszą percepcję, np. nie „katastrofa smoleńska”, lecz „zamach smoleński”, nie „władze w Kijowie”, lecz „reżim kijowski”, nie „Zachód”, lecz „kolektywny Zachód” – uzupełniła.
Tomasz Więcławski z PAP podkreślił, że rozwój nowoczesnych technologii w kontekście dezinformacji jest paradoksalnie zarówno największą zdobyczą, jak i największym zagrożeniem. Zaznaczył, że dziennikarstwo obywatelskie stanowi ważne narzędzie w procesie komunikowania, wspiera rozwój społeczeństw demokratycznych i umożliwia społeczną kontrolę władz na każdym szczeblu. Problem polega jednak na tym - jego zdaniem - że nieograniczona możliwość bycia nadawcą w masowej komunikacji zbiega się z „epidemią niewiedzy”.
"Tsunami informacji docierające do odbiorców sprawia, że wewnętrzny, jednostkowy fact-checking staje się niemal niemożliwy. Dla osób doświadczonych w wyszukiwaniu istotnych informacji jest to trudne, a dla osób nieprzygotowanych – wręcz nieosiągalne".
Dr Bryc zwróciła uwagę, że w ogóle używając pojęcia „media społecznościowe” sami się dezinformujemy. - To nie są media, a tym bardziej nie są społecznościowe, ale bardziej antyspołecznościowe. Proponuję - za prof. Brodzińską-Mirowską - używać terminu „platformy społecznościowe”, bo to jest bardziej odpowiednie.
Wszyscy prelegenci zgodzili się, że kluczem do powstrzymywania dezinformacje jest edukacja na każdym poziomie - od szkół po dotarcie do dorosłych odbiorców wszelkiego rodzaju środków masowego przekazu.
Patronem medialnym XXXIII Welconomy Forum w Toruniu jest Polska Agencja Prasowa. (PAP)
rau/ bst/ mhr/ grg/