Radu Jude: „Dziennik panny służącej” pokazuje, że wyzysk często kryje się pod maską uprzejmości
„Dziennik panny służącej” nie jest klasyczną adaptacją, lecz fabułą kontrastującą z powieścią Octave’a Mirbeau. Współcześnie wyzysk często kryje się pod maską uprzejmości - powiedział PAP Radu Jude. Nowy film rumuńskiego twórcy można oglądać podczas 26. festiwalu Tauron Nowe Horyzonty we Wrocławiu.
„Dziennik panny służącej” to społeczno-ekonomiczna satyra czerpiąca z motywów książki Mirbeau, wydanej we Francji w 1900 r. Główną bohaterką jest współczesna rumuńska migrantka Gianina (w tej roli Ana Dumitrascu) prowadząca w Bordeaux dom zamożnej pary - Marguerite (Mélanie Thierry) i Pierre’a Donnadieu (Vincent Macaigne). Kobieta tęskni za swoją dziewięcioletnią córeczką i matką, które zostały w ojczyźnie. Liczy, że będzie mogła zobaczyć się z nimi w święta. W wolnych chwilach przygotowuje się do udziału w amatorskiej inscenizacji utworu Mirbeau. Do pewnego momentu wszystko wydaje się układać po myśli Gianiny. W końcu sprawy wymykają się spod kontroli.
Obraz Jude nie jest klasyczną adaptacją, lecz dialogiem z literackim dziełem i jego najsłynniejszymi filmowymi adaptacjami zrealizowanymi w 1946 r. przez Jeana Renoira i w 1964 r. przez Luisa Bunuela. – Jestem Rumunem, nigdy w życiu nie mieszkałem we Francji. Mówię po francusku, ale niezbyt dobrze. Potrzebowałem punktu zaczepienia. Zacząłem szukać informacji, aż nagle przypomniała mi się książka o pokojówce żyjącej pod koniec XIX wieku. Postanowiłem pokazać, jak mogłyby potoczyć się jej losy w nowym świecie. Aby zestawić to z książką, wyobraziłem sobie bohaterkę podczas prób teatralnych. W filmie pojawia się wiele powiązań między teatrem, literaturą i kinem, między Rumunią i Francją. W pewnym sensie w centrum tego wszystkiego umieściłem siebie – powiedział PAP reżyser.
Reżyser o pracy nad scenariuszem
Pracując nad scenariuszem, twórca czerpał również z zasłyszanych historii rumuńskich migrantów. – Zależało mi na zbudowaniu kontrastu. Powieść Mirbeau jest bardziej surowa i wyuzdana, porusza kwestię perwersji seksualnych. Współcześnie wyzysk przybiera subtelniejsze formy, często kryje się pod maską uprzejmości. Gdy prezydent Francji Emmanuel Macron mówił o Europie Zachodniej i Wschodniej, robił to tak jakby Europa miała dwa biegi. Podobnie przedstawiłem to w filmie. Można by rzec, że przecież to się zmieniło i teraz jesteśmy wszyscy razem. Cóż, nie należę do eurosceptyków, popieram Unię Europejską, ale różnice są widoczne. Francja to jedno, Polska – drugie, a Rumunia – jeszcze coś innego. Kiedy nadejdzie prawdziwa równość? To się nie dzieje – zwrócił uwagę.
O swoim sposobie pracy Jude mówi, że tworzy kino niczym malarz obrazy. Pasjonuje go malarstwo i sprawdzanie, jak teraźniejszość oraz przeszłość nieustannie przenikają się. – Honoré Daumier namalował Don Kichota, Picasso też. Picasso tworzył własne wariacje na temat obrazów Eugène'a Delacroix i innych artystów. Gerhard Richter czerpał z malarstwa Tycjana itd. Uważam, że jako reżyserzy nie musimy zaczynać wszystkiego od zera, ponieważ kino ma już wystarczająco długą historię. Możemy odbijać się od starszych dzieł niczym od trampoliny – nawet jeśli wykorzystamy tylko określone słowa, pomysły, momenty. Ogólnie rzecz biorąc, interesuje mnie historia. Robiłem filmy poruszające tę tematykę. To, że nie rozpoczynam od białej kartki, wydaje mi się zupełnie naturalne – podkreślił.
Obraz powstał w koprodukcji francusko-rumuńskiej. Radu nie ukrywa, że realizacja filmu poza ojczyzną, w obcym języku wiązała się ze stresem. – Jednak w końcu przestałem go odczuwać. Potraktowałem tę pracę, jakbym kręcił rumuński film we Francji. W moim odczuciu opowieść jest bardzo mocno związana z Rumunią – zarówno pod względem tematyki, jak i zastosowanych form. Nie uważam jej za francuską historię. Zresztą szczerze mówiąc, nie przywiązuję do tego większej wagi. Praca z francuskimi aktorami i ekipą stanowiła wyzwanie. Miałem do dyspozycji spory budżet. Za te pieniądze w Rumunii mógłbym zrobić trzy obrazy. Natomiast we Francji uznano produkcję za niskobudżetową – wspomniał.
Radu Jude o kolejnych krokach w filmowej karierze
Czy po tym doświadczeniu chciałby częściej robić filmy na Zachodzie? – Jestem najemnikiem. Pracowałbym wszędzie tam, gdzie mógłbym. Mam na horyzoncie kolejne projekty. Pierwszy jest związany ze Stanami Zjednoczonymi, drugi z Niemcami, choć – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i uda się zebrać środki – zdjęcia będą realizowane w Rumunii – odpowiedział reżyser. Dodał, że kino to dla niego najlepszy sposób na naukę i odkrywanie świata, dlatego chętnie stawia sobie nowe wyzwania. – Wszystko, co wiem o życiu, zawdzięczam temu zawodowi. Podnoszenie sobie poprzeczki poprzez pracę w innej kulturze, z inną ekipą sprawia, że nie zastygam we własnym świecie. To banał, ale naprawdę warto przekraczać strefę komfortu. Czasami łapię się na myśli: co ja tu robię, dlaczego byłem taki głupi? Przecież mogłem kręcić film w bardziej kontrolowanych warunkach. Jednak ostatecznie okazuje się to wspaniałym doświadczeniem – przyznał.
Uważany za jednego z czołowych przedstawicieli rumuńskiej Nowej Fali, Jude z właściwym sobie dystansem i ironią podchodzi do wszelkich klasyfikacji. – Jeśli jestem częścią tego ruchu, to najgorszą. Czy jestem? Nie wiem. Sądzę, że nie ma znaczenia, czy należymy do danej społeczności czy pozostajemy w opozycji do niej. Liczy się żywiołowość, energia, jaka się wytwarza. W Rumunii tej energii jest coraz mniej. Każdy jest niezależny, działa na własną rękę. Mój film porusza temat migracji, a przecież to zjawisko niejedno ma imię. Wielu wybitnych rumuńskich malarzy i lekarzy przeniosło się do Niemiec, Włoszech czy Stanów Zjednoczonych. Skrzypkowie grają w orkiestrach w innych krajach. Obecnie nawet dobrzy reżyserzy nie mieszkają już w Rumunii. To strata dla kraju, ponieważ traci energię, która mogłaby manifestować się w dziełach i pracy tych utalentowanych ludzi. To realny problem – ocenił.
Festiwalowa droga „Dziennika panny służącej” rozpoczęła się zaledwie dwa miesiące temu podczas festiwalu w Cannes, ale reżyser nie przywykł do bezczynności. Właśnie ukończył montaż kolejnego obrazu. Tym razem podejmie twórczy dialog z „Miłością” Roberto Rosselliniego. – Film będzie mieć formę dyptyku. Pierwszą część poświęcę historii miłosnej. Bohaterką będzie kobieta pracująca jako camgirl. To olbrzymia branża, wiele Rumunek trudni się tym zajęciem. Z kolei druga cześć będzie dotyczyć religii, sekt i zjawisk, które po 1989 r. zyskały w Rumunii na popularności. Chcę ukazywać rzeczywistość mojego kraju i wierzę, że ten film w skromny sposób spełnia to założenie. Pamiętam, jak Godard stwierdził, że Fassbinder zmarł wskutek przedawkowania twórczych zobowiązań wobec Niemiec. Spodobała mi się ta koncepcja, więc powiedziałem sobie, że ja też mam twórcze zobowiązania wobec ojczyzny – podsumował.
Festiwal Nowe Horyzonty
„Dziennik panny służącej” jest prezentowany w sekcji Mistrzynie, Mistrzowie 26. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tauron Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Najbliższe seanse odbędą się 28 i 30 lipca. Wydarzenie potrwa do 2 sierpnia, a jego odsłona online – do 9 sierpnia.
Daria Porycka (PAP)
dap/ wj/ ał/